Moussa Sissoko trafił do Tottenhamu ostatniego dnia letniego okna w 2016 roku z Newcastle za 30 mln funtów. Był wtedy po udanych mistrzostwach Europy, a cena ustawiła oczekiwania bardzo wysoko. Pierwsze miesiące w Londynie tych oczekiwań nie spełniły.
Mauricio Pochettino postawił sprawę jasno: „Futbol nie polega na pieniądzach” — powiedział wtedy Argentyńczyk, dodając, że o miejsce w składzie trzeba się bić na treningach. Sissoko to zrobił. Z pięciu meczów w wyjściowym składzie do końca listopada pierwszego sezonu doszedł do 47 występów we wszystkich rozgrywkach w kampanii 2017/18. Ostatecznie zagrał w Tottenhamie ponad 200 razy i strzelił pięć goli.
Finał, ręka i status kultowego zawodnika
W finale Ligi Mistrzów 2019 przeciwko Liverpoolowi Sissoko zagrał od pierwszej minuty — i już na początku spotkania zagrał ręką, po czym rywale dostali rzut karny. Liverpool wygrał ten mecz, a Francuz długo nie mógł się z tym pogodzić.
„Chowałem się w swoim pokoju” — mówił później w rozmowie z „L'Equipe”, przyznając, że myślał o tej porażce jeszcze na wakacjach i potrzebował około miesiąca, by dojść do siebie. Wśród kibiców Tottenhamu ten moment nie zniszczył jednak jego pozycji. Przez kolejne dwa sezony pozostał ważnym elementem kadry, a odszedł dopiero przed sezonem 2021/22.
Watford, Nantes i powrót na Vicarage Road
Do Watfordu trafił za 3 mln funtów — dziesięciokrotnie mniej niż kosztował Spurs. Grał regularnie, ale klub spadł z Premier League. „W głowie nie widziałem siebie grającego w Championship” — tłumaczył po przenosinach do Nantes, gdzie wrócił do Francji i przez dwa sezony był podstawowym zawodnikiem w Ligue 1.
Potem zdecydował się na drugi pobyt w Watfordzie — tym razem właśnie w Championship, pod wodzą Toma Cleverleya, swojego byłego kolegi z szatni. „Był tu zdecydowanie naszym najlepszym zawodnikiem” — mówił o nim nowy trener. Watford zaczął tamten sezon dobrze, po połowie rozgrywek był w szóstce, ale ostatecznie skończył w środku tabeli. Cleverley stracił pracę latem, klub przewinął przez sezon trzech szkoleniowców, a Sissoko odszedł do Panathinaikosu pod koniec styczniowego okna.
Grecki impas
Za transferem stał Rafa Benitez, który w 2016 roku mianował Sissoko kapitanem Newcastle. Na papierze miało to sens — znali się, wiedzieli, czego od siebie oczekiwać. W praktyce pierwszy sezon w Atenach przerwała kontuzja po zaledwie kilku występach, a Benitez odszedł i zastąpił go Jacob Neestrup.
Duński trener nie zgłosił Sissoko do tegorocznych rozgrywek Ligi Konferencji i nie widzi dla niego miejsca w drużynie. Rozmowy o rozwiązaniu kontraktu nie przyniosły rezultatu, a transfer do Panioniosu nie doszedł do skutku. Francuz wciąż trenuje, ale po latach konsekwentnego przedłużania kariery decyzja o jej zakończeniu może zapaść bez jego udziału.