Widzę, że oglądaliśmy różne spotkania, bo ja widziałem jak drużyna "komunalki" (od strojów oczywiście) celuje głównie w stopy, piszczele itp. Ja akurat uważam, że finał był całkiem całkiem, mimo wszystko. Takie mecze to często jest męczarnia, a tu się działo całkiem sporo. Paradoks polega na tym, że finał 2006 wielu zapamięta, bo Zidane pierdolnął z dyniaka Materazziego, dla pierwszego było to 'ostatnie"zejście; a mało kto pamięta, że mecz był dramtycznei szachowy i nudny
Czy myślicie, że dobre sędziowanie polega na tym, żebym nie było błedów?? Przecież to niemożliwe. Niewykonalne. Powtórki czasami nic nie mogą udowodnić, a co dopiero dobre ustawienie, analiza i reakcja w sekundę. Przecież, zeby obserwować np takiego Xawiego, który kręci się czasami z piłką w miejscu pośród 3 rywali, to trzeba by mieć ze 2 kamery i 3 arbitrów. Dobre sędziowanie polega na tym, żeby panować na boisku, tyle może zrobić sędzia, to nie jest tylko każda sytuacja z osobna, to jest taktyka na cały mecz, często modyfikowana w biegu. Konia z rzędem temu, kto by przypuszczał , że taki finał to będize koszenie, wszyscy byli podnieceni, że 2 techniczne drużyny itp. Webb panował i za to mu chwała. A z tym De Jongiem, to z jednej strony racja, że czerwień by się przydałą, ale jestem pewien, że gdyby była, to połowa świata by jednak twierdziła, ze może za mocna decyzja, że było dużo przypadku (mądrzenie się po 15 powtórkach, nie ma nic do rzeczy), że jednak byłi do siebie przodem itp. Już o gadaniu w stylu, że zmienił obraz finału, ustawił mecz itp nie wspominam. Ogólnie to jest tak, że Herald (jak celnie zauważył Szpakowski) ŁeB , ma finał LM, ma finał MŚ, ale w kraju nad Wisłą , w którym nikt nic nie może zrobić od dawien dawna, paru nieudaczników "wie lepiej". Szkoda , że ten kmiot Szaranowicz, nie napierdalał po meczu na duet Szpak&Lubansky, że mimo miesiąca nie wiedzą jak się wymawia nazwiska połowy zawodników. Z całym szccunkiem, ale mogliby im najwyzej jaja glancować.
Najgorsze jest to, że takie debilizmy w takiej czy innej postaci idą dalej, a ludzie się do tego odnoszą lub jakoś tym sugerują, jakby było kim i czym.
Widzę, że oglądaliśmy różne spotkania, bo ja widziałem jak drużyna "komunalki" (od strojów oczywiście) celuje głównie w stopy, piszczele itp. Ja akurat uważam, że finał był całkiem całkiem, mimo wszystko. Takie mecze to często jest męczarnia, a tu się działo całkiem sporo. Paradoks polega na tym, że finał 2006 wielu zapamięta, bo Zidane pierdolnął z dyniaka Materazziego, dla pierwszego było to 'ostatnie"zejście; a mało kto pamięta, że mecz był dramtycznei szachowy i nudny.