Widzisz jak bardzo osobiście reagujesz? Wyluzuj i nabierz dystansu do niektórych tematów. Czy ja ci zarzuciłem że odmawiasz czegoś Ormianom czy Hutu? Nie. Ale nigdy nie usłyszałem od ciebie, mojego starszego i wszystkich innych filosemitów nawet słowa o nich. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, przy całej mojej wrogości do spiskowych teorii, jest coś takiego jak ogólnoświatowe poczucie jakiejś absurdalnej winy, przez które na wiele rzeczy jest przymykane oko.
Marcus może zadał niezbyt trafne pytanie, ale idąc tym tokiem myślenia czy ja mam nienawidzić Niemców bo zniszczyli nasz kraj, wymordowali nie mniej Polaków niż Żydów (często wielu tych pierwszych FAŁSZYWIE wlicza się w strat tych drugich), zabili pół mojej rodziny, a moja Ojczyzna nie powąchała nawet złotówki reparacji?! Do tego z szerszego punktu widzenia obok Japonii została największym przegranym wojny, a Niemcy jej długofalowymi zwycięzcami. To tylko fakty. Ale nikt normalny nie ma żadnych roszczeń ani pretensji do obecnych Niemców, dzieci nie mogą odpowiadać za winy rodziców. Dlaczego więc w przypadku Żydów (czy raczej obecnie Izraela) dzieci są niejako beneficjentami krzywd rodziców (rodziców oczywiście w szerszym tego słowa znaczeniu) skoro my nie i nas ma od dawna cały świat w tym temacie w dupie.
W ogóle wracamy tu do dyskusji o powstaniu Izraela i jakiegoś chorego poczucia winy, które doprowadziło do odebrania wcześniejszym mieszkańcom ich własności. Dlaczego wszyscy oburzają się (słusznie) na arabskie akty terroryzmu, a nikt nie wspomina o terrorystach z Lehi, Irgunu, masakrach dokonanych przez Haganę etc.etc.etc?! Teraz odmawia się Palestyńczykom za terroryzm praw do roszczenia żądań, ale 60. lat temu na identyczne zachowania (które w ogóle dały początek zjawisku zwanemu terroryzmem) ze strony Żydów przymykano oko. Co więcej, w dużej mierze dzięki zamachom doszli oni do głosu, a dużo cichszych wtedy Arabów olano. Jakim cudem można było puścić płazem takie akcje jak morderstwo Lorda Moyne'a, zamach w Hotelu Króla Dawida, masakrę w Deir Jassin, egzekucje brytyjskich żołnierzy i wiele, wiele innych. Ba, w nagrodę dostali swoje panstwo. Bo Ben Gurion i Weizmann je potępili? Arafat też potępiał w latach 90. praktycznie wszystkie zamachy i świat miał to w dupie (tu nie wiem czy słusznie). Co więcej, pozwala się na to by członkowie Hagana czy Irgun były do dziś przez wielu Izraelczyków kultywowani jako bohaterowie narodowi. Icchak "Szamir" Isernicki został w latach 80. i 90. dwukrotnie premierem!!!
Nie odczytaj tego w zły sposób. Juz Ci aapa mówiłem, że w konflikcie izraelsko-palestyńskim nie umiem opowiedzieć się po żadnej ze stron. Zastanawia mnie tylko ta uprzywilejowana w stosunku do innych pozycja Żydów i przymykanie oko na ich różne "numery", za które inni są ścigani po całym świecie. Wierzę w to, że jest to tylko i wyłącznie kwestia absurdalnego od 7 (8) maja 1945 roku poczucia winy za cierpienia narodu żydowskiego, nie zaś bublowsko-farfałowskiej socjety żydowskiej mającej dużo do powiedzenia na świecie. Ale tu znów zastanawiający jest brak takiego poczucia w stosunku do narodu polskiego, który wycierpiał niemniej (śmiem twierdzić, że nawet więcej).I szczerze mówiąc czasem nachodzą mnie wątpliwości, czy te teorie Bubli i innych oszołomów nie mają w sobie ziarnka prawdy
Widzisz jak bardzo osobiście reagujesz? Wyluzuj i nabierz dystansu do niektórych tematów. Czy ja ci zarzuciłem że odmawiasz czegoś Ormianom czy Hutu? Nie. Ale nigdy nie usłyszałem od ciebie, mojego starszego i wszystkich innych filosemitów nawet słowa o nich. Jakkolwiek głupio to nie zabrzmi, przy całej mojej wrogości do spiskowych teorii, jest coś takiego jak ogólnoświatowe poczucie jakiejś absurdalnej winy, przez które na wiele rzeczy jest przymykane oko.
Marcus może zadał niezbyt trafne pytanie, ale idąc tym tokiem myślenia czy ja mam nienawidzić Niemców bo zniszczyli nasz kraj, wymordowali nie mniej Polaków niż Żydów (często wielu tych pierwszych FAŁSZYWIE wlicza się w strat tych drugich), zabili pół mojej rodziny, a moja Ojczyzna nie powąchała nawet złotówki reparacji?! Do tego z szerszego punktu widzenia obok Japonii została największym przegranym wojny, a Niemcy jej długofalowymi zwycięzcami. To tylko fakty. Ale nikt normalny nie ma żadnych roszczeń ani pretensji do obecnych Niemców, dzieci nie mogą odpowiadać za winy rodziców. Dlaczego więc w przypadku Żydów (czy raczej obecnie Izraela) dzieci są niejako beneficjentami krzywd rodziców (rodziców oczywiście w szerszym tego słowa znaczeniu) skoro my nie i nas ma od dawna cały świat w tym temacie w dupie.
W ogóle wracamy tu do dyskusji o powstaniu Izraela i jakiegoś chorego poczucia winy, które doprowadziło do odebrania wcześniejszym mieszkańcom ich własności. Dlaczego wszyscy oburzają się (słusznie) na arabskie akty terroryzmu, a nikt nie wspomina o terrorystach z Lehi, Irgunu, masakrach dokonanych przez Haganę etc.etc.etc?! Teraz odmawia się Palestyńczykom za terroryzm praw do roszczenia żądań, ale 60. lat temu na identyczne zachowania (które w ogóle dały początek zjawisku zwanemu terroryzmem) ze strony Żydów przymykano oko. Co więcej, w dużej mierze dzięki zamachom doszli oni do głosu, a dużo cichszych wtedy Arabów olano. Jakim cudem można było puścić płazem takie akcje jak morderstwo Lorda Moyne'a, zamach w Hotelu Króla Dawida, masakrę w Deir Jassin, egzekucje brytyjskich żołnierzy i wiele, wiele innych. Ba, w nagrodę dostali swoje panstwo. Bo Ben Gurion i Weizmann je potępili? Arafat też potępiał w latach 90. praktycznie wszystkie zamachy i świat miał to w dupie (tu nie wiem czy słusznie). Co więcej, pozwala się na to by członkowie Hagana czy Irgun były do dziś przez wielu Izraelczyków kultywowani jako bohaterowie narodowi. Icchak "Szamir" Isernicki został w latach 80. i 90. dwukrotnie premierem!!!
Nie odczytaj tego w zły sposób. Juz Ci aapa mówiłem, że w konflikcie izraelsko-palestyńskim nie umiem opowiedzieć się po żadnej ze stron. Zastanawia mnie tylko ta uprzywilejowana w stosunku do innych pozycja Żydów i przymykanie oko na ich różne "numery", za które inni są ścigani po całym świecie. Wierzę w to, że jest to tylko i wyłącznie kwestia absurdalnego od 7 (8) maja 1945 roku poczucia winy za cierpienia narodu żydowskiego, nie zaś bublowsko-farfałowskiej socjety żydowskiej mającej dużo do powiedzenia na świecie. Ale tu znów zastanawiający jest brak takiego poczucia w stosunku do narodu polskiego, który wycierpiał niemniej (śmiem twierdzić, że nawet więcej).I szczerze mówiąc czasem nachodzą mnie wątpliwości, czy te teorie Bubli i innych oszołomów nie mają w sobie ziarnka prawdy.