ginola, przyznam Ci się, że przy Pulp Fiction zaliczyłem odlot. Ten film był strasznie ożywczy. To były czasy Trzech Kolorów Kieślowskiego i nawet lekkie oburzenie panowało, ze to Tarantino zgarnął Złotą Palmę, a nie nasz rodak. Tyle, że osobiście miałem już dość tego intelektualizmu z marną muzyką, a Quentin przywrócił mi wiarę w to, że Hollywood nie umarł. To tytułem wstępu żeby powiedzieć, że też czekam na Bękartów. Czekam podwójnie, bo Kill Bille się broniły, ale Grindhouse to padlina straszna.
arch69, Aniłoły i demony obejrzałem ze względu na temat. Muszę się przyznać,że jako niekatolik mam swego rodzaju słabość do konklawe. Jako wydarzenia z pogranicza mistyki i polityki, mówiąc oględnie. Gdyby ktoś miał coś do polecenia z tego tematu, to chętnie zobaczę
ginola, przyznam Ci się, że przy Pulp Fiction zaliczyłem odlot. Ten film był strasznie ożywczy. To były czasy Trzech Kolorów Kieślowskiego i nawet lekkie oburzenie panowało, ze to Tarantino zgarnął Złotą Palmę, a nie nasz rodak. Tyle, że osobiście miałem już dość tego intelektualizmu z marną muzyką, a Quentin przywrócił mi wiarę w to, że Hollywood nie umarł. To tytułem wstępu żeby powiedzieć, że też czekam na Bękartów. Czekam podwójnie, bo Kill Bille się broniły, ale Grindhouse to padlina straszna.
arch69, Aniłoły i demony obejrzałem ze względu na temat. Muszę się przyznać,że jako niekatolik mam swego rodzaju słabość do konklawe. Jako wydarzenia z pogranicza mistyki i polityki, mówiąc oględnie. Gdyby ktoś miał coś do polecenia z tego tematu, to chętnie zobaczę.