No Vonnegut jest swietny, uwielbiam rowniez Camusa, jak ktos lubi teatr absurdu to niedoscigniony jest Ionesco (dodatkowo dla znajacych francuski, oryginal jest napisany dosc prostym jezykiem), Imie Rozy, Mistrz i Malgorzata, moznaby wymieniac i wymieniac. Cejrowskiego podrozniczych nie czytalem i nie zamierzam - niestety, dla mnie to juz zawsze bedzie oszolomski WC Kowboj (choc tu juz wchodzi polityka, a tego raczej wolelibysmy uniknac), ale z kolei felietony Paula Johnsona sa super.
Odniose sie troche do tej dyskusji o literaturze fantastycznej. Poniekad zgadzam sie z Ginola - z fantasy raczej sie wyrasta, widze to na wlasnym przykladzie, choc wciaz cenie Pratchetta (ale im dalej w las tym bardziej jego ksiazki byly dla mnie nuzace - za bardzo na jedno kopyto - i po kilkunastu dalem sobie spokoj). Ale na obrone literatury fantastycznej (wliczajac w to SF), kilka nazwisk - przede wszystkim Jacek Dukaj, dodatkowo bracia Strugaccy, Lovecraft (to wprawdzie bardziej horror, ale tez mozna podciagnac pod te kategorie), no i genialny Philip K. Dick.
A co do pytania Ginoli o "ocene jezyka na podstawie tlumaczen", to mysle ze zalezy to od rodzaju literatury. Wiadomo, ze oceniajac poezje, oceniamy de facto tlumacza, natomiast przy prozie chyba nie ma to znaczenia (na przyklad Forsyth - czy po angielsku, czy po polsku, nie ma znaczenia). Choc z drugiej strony ciekaw jestem Roberta Ludluma - kiedys dawno temu przeczytalem jakas jego ksiazke i chyba z rok czy dwa lata temu po obejrzeniu trylogii Bourne'a (notabene swietne filmy) postanowilem przeczytac ksiazke i powiem tak - koszmar. Jezyk lopatologiczny, porownanie z Forsythem, czyli dla mnie niedoscignionym mistrzem bylo dla Ludluma miazdzace no i pytanie - czy to mogla byc wina tlumacza (to bylo kupione na allegro wydanie z poczatku transformacji i jezyk byl momentami dosc nieporadny), czy tez po prostu Ludlum tak pisze i sa to jezykowo takie sensacyjne harlequiny. Nie wiem, moze kiedys sprawdze.
A jeszcze co do Forsytha - Ikona juz dotarla (brytyjski amazon jest swietny, zamowienie w piatek, wysylka w sobote, kurier we wtorek), historia zapowiada sie bardzo ciekawie. Dla mnie zdecydowanie najlepsza ksiazka Forsytha sa Psy Wojny, czytalem je jako pierwsze, mialem takie oldschoolowe tomiszcze, kupione kiedys w londynie na pchlim targu i poza fascynujaca historia pokazujaca robienie zamachu "od kuchni", swietny byl dla mnie pomysl rozlozenia akcentow objetosciowych w ksiazce - caly zmudny proces przygotowywania zamachu stanu - kilkaset stron, sama akcja - jak w zyciu, blyskawiczna - 30 stron i finito. Ksiazka miala dokladnie takie samo tempo, jak opisana historia. Poza tym bardzo cenie Dzien Szakala, Diabelska Alternatywe, Akta Odessy, Negocjatora, kurcze, praktycznie wszystkie. Troche slabsze byly te nowsze pozycje - Kobra (zbyt pobiezna, ale za to swietna tematyka), mimo wszystko Afganczyk (za rozczarowujace zakonczenie). Opowiadan do konca nie pamietam, rozmyly sie juz, ale tez byly dobre. Przede mna jeszcze Ikona, Msciciel i chyba Pasterz. No i jeszcze jego pierwsza ksiazka - Historie z Biafry - tez mozna dostac je na amazonie, to bardziej dokument, ale ciekaw jestem, jak zaczynal
No Vonnegut jest swietny, uwielbiam rowniez Camusa, jak ktos lubi teatr absurdu to niedoscigniony jest Ionesco (dodatkowo dla znajacych francuski, oryginal jest napisany dosc prostym jezykiem), Imie Rozy, Mistrz i Malgorzata, moznaby wymieniac i wymieniac. Cejrowskiego podrozniczych nie czytalem i nie zamierzam - niestety, dla mnie to juz zawsze bedzie oszolomski WC Kowboj (choc tu juz wchodzi polityka, a tego raczej wolelibysmy uniknac), ale z kolei felietony Paula Johnsona sa super.
Odniose sie troche do tej dyskusji o literaturze fantastycznej. Poniekad zgadzam sie z Ginola - z fantasy raczej sie wyrasta, widze to na wlasnym przykladzie, choc wciaz cenie Pratchetta (ale im dalej w las tym bardziej jego ksiazki byly dla mnie nuzace - za bardzo na jedno kopyto - i po kilkunastu dalem sobie spokoj). Ale na obrone literatury fantastycznej (wliczajac w to SF), kilka nazwisk - przede wszystkim Jacek Dukaj, dodatkowo bracia Strugaccy, Lovecraft (to wprawdzie bardziej horror, ale tez mozna podciagnac pod te kategorie), no i genialny Philip K. Dick.
A co do pytania Ginoli o "ocene jezyka na podstawie tlumaczen", to mysle ze zalezy to od rodzaju literatury. Wiadomo, ze oceniajac poezje, oceniamy de facto tlumacza, natomiast przy prozie chyba nie ma to znaczenia (na przyklad Forsyth - czy po angielsku, czy po polsku, nie ma znaczenia). Choc z drugiej strony ciekaw jestem Roberta Ludluma - kiedys dawno temu przeczytalem jakas jego ksiazke i chyba z rok czy dwa lata temu po obejrzeniu trylogii Bourne'a (notabene swietne filmy) postanowilem przeczytac ksiazke i powiem tak - koszmar. Jezyk lopatologiczny, porownanie z Forsythem, czyli dla mnie niedoscignionym mistrzem bylo dla Ludluma miazdzace no i pytanie - czy to mogla byc wina tlumacza (to bylo kupione na allegro wydanie z poczatku transformacji i jezyk byl momentami dosc nieporadny), czy tez po prostu Ludlum tak pisze i sa to jezykowo takie sensacyjne harlequiny. Nie wiem, moze kiedys sprawdze.
A jeszcze co do Forsytha - Ikona juz dotarla (brytyjski amazon jest swietny, zamowienie w piatek, wysylka w sobote, kurier we wtorek), historia zapowiada sie bardzo ciekawie. Dla mnie zdecydowanie najlepsza ksiazka Forsytha sa Psy Wojny, czytalem je jako pierwsze, mialem takie oldschoolowe tomiszcze, kupione kiedys w londynie na pchlim targu i poza fascynujaca historia pokazujaca robienie zamachu "od kuchni", swietny byl dla mnie pomysl rozlozenia akcentow objetosciowych w ksiazce - caly zmudny proces przygotowywania zamachu stanu - kilkaset stron, sama akcja - jak w zyciu, blyskawiczna - 30 stron i finito. Ksiazka miala dokladnie takie samo tempo, jak opisana historia. Poza tym bardzo cenie Dzien Szakala, Diabelska Alternatywe, Akta Odessy, Negocjatora, kurcze, praktycznie wszystkie. Troche slabsze byly te nowsze pozycje - Kobra (zbyt pobiezna, ale za to swietna tematyka), mimo wszystko Afganczyk (za rozczarowujace zakonczenie). Opowiadan do konca nie pamietam, rozmyly sie juz, ale tez byly dobre. Przede mna jeszcze Ikona, Msciciel i chyba Pasterz. No i jeszcze jego pierwsza ksiazka - Historie z Biafry - tez mozna dostac je na amazonie, to bardziej dokument, ale ciekaw jestem, jak zaczynal