Od czasu meczy z Wisłą, temat powraca jak bumerang. Osobiście nie sprawia mi problemu, że ktoś tam sobie drwi z tego czy owego. Generalnie na stadionach to każdy drwi z każdego i wszystkiego. Wiślacy z dwumeczu ze Spurs wyszli z olbrzymim przekonaniem, że oto pokazali Angolom jak się kibicuje. Mając świadomość co krzyczeli uważam to za nieporozumienie i bujdę na resorach. No, chyba, ze chodzi o chwilowe przekrzyczenie się. Poza tym, najbardziej chyba istotna, kwestia mobilizacji. Portale Wisły ileś tam tygodni przed meczem szykowały "Inwazję na Wyspy" (swoją drogą ułożyć takie hasło gotykiem to też nieporozumienie). Co tu dużo mówić, spieli się, a dla kibiców Spurs był to mało znaczący dwumecz, dodatkowo rozgrywany w wyjątkowo trudnych czasach. Czy mieć o to do kibiców pretensje? Taki np. Nigell Kennedy (kibic AV) w ogóle nie uznaje rozgrywek międzynarodowych, liczy się PL i FA Cup. Kiszenie się we własnym sosie? Pewnie tak, ale kto mu zabroni.
Zwróćcie uwagę, ze styl angielski jest kompletnie inny od tego co ogladamy np. w Polsce. Teoretycznie dobing może prowadzić każdy. Tak mniej więcej wyglądało to w Krakowie na Wiśle. Ktoś zaczyna śpiewać i jak reszta ma ochotę to się podłącza. Żadnego wodzireja z megafonem, żadnego "druga strona odpowiada" czy "cały stadion ręce w górę". Albo cię posłuchają i zaczną razem z tobą albo poczekaj na lepszy moment. Wszyscy ci co kochaja dyscyplinę zgrzytają w tym miejscu zębami, ale tak to mniej więcej wygląda. Ewentualnego wodzireja można szukać w postaci całych sektorów. Na WHL taki rytm na zmianę wyznaczaja trybuny od strony Paxton Rd i Park Lane. I jest oczywiste, że inaczej kibice spinają się na Arsenal, Chelsea, MU, Liverpool,West Ham (chyba częściejoni chcą cos pokazac niz my), a inaczej na Bolton czy Hull. I znów, jak ktos lubiwojskowy dryl i uważa, że śpiewac nalezy mimo wszystko, to moze czuc się zawiedziony na spotkaniach o mniejszej randze.
Temat rac, siedzenia, opraw i kanapek z krewetkami pomijam choć mam na ten temat zdanie
Od czasu meczy z Wisłą, temat powraca jak bumerang. Osobiście nie sprawia mi problemu, że ktoś tam sobie drwi z tego czy owego. Generalnie na stadionach to każdy drwi z każdego i wszystkiego. Wiślacy z dwumeczu ze Spurs wyszli z olbrzymim przekonaniem, że oto pokazali Angolom jak się kibicuje. Mając świadomość co krzyczeli uważam to za nieporozumienie i bujdę na resorach. No, chyba, ze chodzi o chwilowe przekrzyczenie się. Poza tym, najbardziej chyba istotna, kwestia mobilizacji. Portale Wisły ileś tam tygodni przed meczem szykowały "Inwazję na Wyspy" (swoją drogą ułożyć takie hasło gotykiem to też nieporozumienie). Co tu dużo mówić, spieli się, a dla kibiców Spurs był to mało znaczący dwumecz, dodatkowo rozgrywany w wyjątkowo trudnych czasach. Czy mieć o to do kibiców pretensje? Taki np. Nigell Kennedy (kibic AV) w ogóle nie uznaje rozgrywek międzynarodowych, liczy się PL i FA Cup. Kiszenie się we własnym sosie? Pewnie tak, ale kto mu zabroni.
Zwróćcie uwagę, ze styl angielski jest kompletnie inny od tego co ogladamy np. w Polsce. Teoretycznie dobing może prowadzić każdy. Tak mniej więcej wyglądało to w Krakowie na Wiśle. Ktoś zaczyna śpiewać i jak reszta ma ochotę to się podłącza. Żadnego wodzireja z megafonem, żadnego "druga strona odpowiada" czy "cały stadion ręce w górę". Albo cię posłuchają i zaczną razem z tobą albo poczekaj na lepszy moment. Wszyscy ci co kochaja dyscyplinę zgrzytają w tym miejscu zębami, ale tak to mniej więcej wygląda. Ewentualnego wodzireja można szukać w postaci całych sektorów. Na WHL taki rytm na zmianę wyznaczaja trybuny od strony Paxton Rd i Park Lane. I jest oczywiste, że inaczej kibice spinają się na Arsenal, Chelsea, MU, Liverpool,West Ham (chyba częściejoni chcą cos pokazac niz my), a inaczej na Bolton czy Hull. I znów, jak ktos lubiwojskowy dryl i uważa, że śpiewac nalezy mimo wszystko, to moze czuc się zawiedziony na spotkaniach o mniejszej randze.
Temat rac, siedzenia, opraw i kanapek z krewetkami pomijam choć mam na ten temat zdanie.