Koguty znów nie potrafią wygrać. Tottenham 1:1 Sunderland
PAWEŁ RACZEK
| Środa [2010.11.10; 00:11]
Koguty znów nie potrafią wygrać. Tottenham 1:1 Sunderland

Tottenham był dziś lepszy. Tottenham mógł wygrać. Powiem więcej, gospodarze zwyczajnie wygrać powinni. Wszystko układało się po myśli fanów gospodarzy do 67 minuty. Wtedy to, raptem 120 sekund po zdobyciu przez Spurs bramki, błąd, o którym lepiej nie wspominać, popełniła dwójka stoperów Spurs, pozwalając Sunderlandowi doprowadzić do remisu, który Czarnym Kotom udało się dowieść do samego końca.
Pierwsza połowa to totalna przewaga zespołu z White Hart Lane. Tottenham przycisnął gości już od pierwszego gwizdka sędziego Howarda Webba, i praktycznie przez pełne 45 minut nie schodził z połowy Sunderlandu. Zawodnicy gospodarzy oddawali mnóstwo strzałów na bramkę strzeżoną dzisiejszego wieczora przez Craiga Gordona, egzekwowali niezliczoną ilość rzutów rożnych, lecz za każdym razem podopiecznym Harry'ego Redknappa brakowało minimalnej dawki szczęścia, by na upragnione prowadzenie wyjść. Bliski strzelenia bramki był Tom Huddlestone, który trafił w poprzeczkę, cudownym strzałem popisał się też David Bentley, nieźle przymierzył też Luka Modrić, potężną bombę z wolnego posłał Younes Kaboul, swoją okazję miał też Rafael Van der Vaart, jednak żaden ze strzałów nie przekroczył przed przerwą linii bramkowej. I przyznać trzeba, że spora w tym zasługa nieźle dysponowanego dziś Gordona, dla którego było to pierwsze spotkanie w tym sezonie.
Po zmianie stron obraz gry nie uległ zmianie. To Tottenham w dalszym ciągu był lepszą drużyną, a Sunderland istniał tylko i wyłącznie w destrukcji, do tego rzadko skutecznej, choć wspomaganej przez sędziego Webba, który, między innymi, nie podyktował oczywistego dla Tottenhamu rzutu karnego w 52 minucie. Chwilę wcześniej dosłownie o milimetry pomylił się Van der Vaart. Koguty grały dobrze, potrafiły stworzyć sobie dobre okazje strzeleckie, jednak do wybuchu euforii na Lane brakowało jednego - bramki dla Spurs.
Mijały kolejne minuty, presja wywierana na przyjezdnych przez Tottenham rosła, lecz forteca Craiga Gordona nadal pozostawała niezdobyta. Aż nadeszła magiczna 65 minuta i wynik spotkania został otworzony. Piłkę na pole karne wrzucił nie kto inny jak Gareth Bale, a tam sprawę wyjaśnił niezawodny duet Peter Crouch - Rafael Van der Vaart. Wysoki snajper Spurs zgrał futbolówkę do Holendra, a temu nie pozostało nic innego, jak wpakować ją do siatki.
Niestety, Tottenham z prowazenia cieszył się raptem dwie minuty. O fatalności błędu Williama Gallasa oraz Younesa Kaboula nie wypada nawet cokolwiek mówić. Po fatalnej pomyłce naszych stoperów, Asamoah Gyan znalazł się w sytuacji sam na sam z Heurelho Gomesem i z łatwością brazylijskiego golkipera pokonał. 65 minut ataków psu w dzwonek...
Po stracie bramki gospodarze atakowali nadal, lecz ich akcjom brakowało już tego polotu, który widzieliśmy w pierwszej połowie oraz do momentu zdobycia przez Koguty bramki. Zespół Redknappa stwarzał wrażenie, że chce wygrać dzisiejszy pojedynek z wszystkich sił, lecz niesprzyjające okoliczności przyrody nie pozwalają mu zainkasować pełnej puli. Szansę z rzutu wolnego otrzymał David Bentley, lecz Anglik przestrzelił. Na lewym skrzydle szarpał Bale, jednak większość jego dośrodkowań była blokowana i zazwyczaj kończyło się na niegroźnym dziś rzucie rożnym. Walczył Van der Vaart, harował Modrić. I wszystko miałoby sens, gdyby dwójce zawodników mających potencjalnie zabezpieczać tyły nie zachciało się asystować przy bramce dla przeciwnika.
Wynik remisowy utrzymał się już do ostatniego gwizdka. Nie pomógł miliard strzałów i trylion rzutów rożnych. Nie pomogła kolejna bramka Van der Vaarta i znakomita postawa linii pomocy Tottenhamu. Wystarczyła jedna pomyłka defensywy, by marzenia o zdobyciu pełnej puli legły w gruzach. Ledley, Michael, wracajcie! Bez was to nie ma najmniejszego sensu...
Składy:
Tottenham: Gomes - Hutton, Gallas, Kaboul, Assou-Ekotto - Bentley, Modrić, Huddlestone, Bale - Van der Vaart - Pawluczenko (Crouch 46.)
Sunderland: Gordon - Onuoha, Turner, Ferdinand (Bardsley 18.), Bramble - Richardson (Malbranque 86.), Cattermole, Zenden, Henderson, Riveros (Welbeck 46.) - Gyan
Żółte kartki:
Bentley, Gomes - Cattermole
własne
45 komentarzy
Masz dużo racji Ginola, ale żeby rozegrać inne warianty potrzebujesz do tego odpowiednich ludzi. Trudno grać inne warianty z Crouchem bo jego największy atut to gra w powietrzu, jeżeli mamy zagrać coś innego to potrzebujemy innego napastnika, lepszego po względem szybkości, techniki, strzału i wykończenia akcji. Nie wiem czy oglądałeś mecz Liverpool- Chelsea jak Torres zgasił piłkę przy pierwszym golu, żaden z naszych napastników tak nie potrafi, a potem jeszcze to wykończyć. Nasze rzuty wolne też mają wiele do życzenia, już nie pamiętam kiedy strzeliliśmy bramkę uderzając z rzutu wolnego. Ostatni raz to chyba Ekotto dobijał z Liverpoolem. Nad tym też można by popracować. Jakieś ominięcie muru i strzał Toma, cokolwiek! Pressing to temat rzeka. Wczoraj nie było tak źle, ale czasami mam wrażenie że naszym piłkarzom nie chce się biegać. Dobrym pressingiem wygrywa się mecze, bo w nowoczesnym footballu moim zdaniem najważniejszy jest środek pola, kto w nim rządzi przeważnie wygrywa mecz, ma więcej sytuacji bramkowych, a obrona mniej piłek do wyczyszczenia. Oczywiście są wyjątki, bo zdarzają się głupie błędy, tego najlepszy trener nie przewidzi. Każdy kto ze mną pisał wie że jestem zwolennikiem Redknappa, ale nie będę udawał że nie widzę błędów, rzeczy które można by było zrobić lepiej, popracować trochę nad nimi.
Macie dziwny zespół- przez pierwsze 20 min. świetna gra, dynamiczna, przewaga w polu a potem Sunderland w drugiej poł. po zdobyciu bramki się budzi a Tottenham nagle zasypia.) Nie czepiałbym się obrońców, jeszcze nie raz popełnią błędy, jeżeli już to miałbym pretensję do ludzi z przodu, że nie potrafią ukąsić przeciętnego rywala jakim jest Sunderland. To przede wszystkim przez nich frajersko tracicie punkty, chaos z przodu, brak pomysłu na wykończenie akcji. Tottenham mnie zadziwia- zaczyna z animuszem, nawałnica, widać wielką chęć do gry, a potem pasują, oddają nagle pole przeciwnikowi i w niewytłumaczalny sposób tracą bramki. Brak instynktu zabójcy, brak charakteru? Hmm, chyba tak. Ale piłkarzy macie bardzo przyzwoitych, o naprawdę nietuzinkowych umiejętnościach- Modric, Pavluchenko, Bale czy wreszcie VdV. Gallas jeszcze zaskoczy, natomiast Bentley? Co się z tym chłopakiem dzieje? Gra grubo poniżej swoich możliwości.
Wtorek[2010.11.09; 23:56]
Barometr błagam, nie wypominaj nikomu że coś powiedział, bo tobie można wypomnieć takich rzeczy ho ho ho :) od Pava zaczynając :) Dziś może źle nie zagrał, ale z VdV jak widać lepiej gra Crouch i może się to podobać lub nie. A ja chciałbym tylko zaznaczyć, że nikt nie pisał o świetnie rozumiejącej się parze stoperów, tylko o tym, że mogą grać tylko lepiej. Nie żebym się czepiał, ale przez cały mecz popełnili może 2 błędy, niestety jeden który skończył się bramką. Pokażcie mi drużynę, która ma taką "rezerwową" parę stoperów. Bo w zeszłym sezonie hierarchia to był Dawson King Bassong. Nie jęczmy na tych stoperów, bo naprawdę nie ma o co. Linia obrony musi mieć do siebie bezgraniczne zaufanie (coś o tym wiem, bo sam grałem na obronie, a kto tam grał regularnie to przyzna mi rację) jak widać na razie nie mają ale trudno żeby mieli skoro grają ze sobą od miesiąca. A ciągłe zmiany nic nie dadzą. Obronie potrzebna jest stabilizacja a nie ciągłe roszady. Jak ściągnął Bassonga Redknapp to trudno, żeby go po miesiąca wrzucał znowu do składu, bo jaki to ma sens? To nie atak w którym roszady są koniecznie żeby zaskoczyć czymś rywala. Defensywa ma dobrze się rozumieć. A jak ma się dobrze rozumieć skoro Corluka i Bassong grali fatalnie na początku sezonu a Dawson i King kontuzjowany... Naprawdę panowie, wyluzujmy :)