Sobota[2010.11.20; 23:32]
Hej, jakoś nie bardzo chciało mi się wcześniej komentować, ale po tym meczu stwierdziłem, że muszę się podzielić kilkoma rzeczami. Kibicowanie totenhamowi jest wyzwaniem, z nieba do piekła, z piekła do nieba, skrajne emocje prawie w każdym meczu, ale w sumie za to powinno się kochać piłkę. Momentami przeraża mnie ta drużyna, bluzgam jak popieprzony, żeby pięć minut później drzeć się z radości, przeżywam osiem stanów przedzawałowych na każdym meczu, który oglądam. Ale bezcenne jest to, ile spurs od kilku ostatnich lat dają mi emocji, skrajnych emocji. Jesteśmy nieobliczalni, a ten mecz jeszcze bardziej to potwierdził. Wygrać po 17 latach na the emirates? Nie wierzyłem, że to będzie dziś, i znowu mnie zaskoczyli, bo wg mnie wygrać nie powinniśmy, po tej dramatycznie złej pierwszej połowie. Co do meczu, to i tak wciąż wydaje mi się, że arsenal nie zasłużył na porażkę, dostali ją na własne życzenie. Martwi, że środek bez toma nie bardzo istnieje (jeszcze rok temu pizgałem go potwornie), nie trawię jenasa, może momentami trochę niesprawiedliwie go oceniam, ale na pewno miał większy potencjał (może ma) niż to, co pokazuje, palacios bez formy, wiadomo, o sandro niewiele jeszcze można powiedzieć (przynajmniej ja nie mogę), modrić dziś miał kilka strasznych podań, i całe szczęście, że obyło się bez konsekwencji, ale jak dla mnie zagrał poniżej możliwości - szacunek za to, że wywalczył wolnego, ale to jego podanie w trybuny do lennona/huttona przypominało mi polską ligę.
Zmiażdżyli nas właśnie w środku pola, ta wymienność pozycji, rozwaga, fabregas jest zresztą niesamowity (pomijając tę rękę dzisiejszą), nie bardzo mogliśmy zrobić cokolwiek, rozegrać krótkimi podaniami przez środek.
VDV odcięty, nie pomagał w obronie (w sumie może poza jego zadaniami), pav jakoś bez ikry, choć sporo zdrowia zostawił na boisku. lennon bez formy, bale potrajany, nie bardzo mógł błysnąć (choć bramka super), w końcówce miał super akcję, ale dograł marnie. gallas miał kilka kluczowych interwencji, myślę, że gracz meczu (świetnie kilka razy przeczytał anali, udowodnił dużo). irytowało mnie, jak zamykali nas na połowie, a my bezradnie wybijaliśmy piłę gdzieśtam, byle dalej, zamiast coś wyprowadzić (hutton, bae).
Ogólnie po tym, co napisałem, można odnieść wrażenie, że dostaliśmy w dupę, ale właśnie nie, i wciąż się dziwię. Po prostu jakoś strasznie mi przebijają negatywy.
Nie powiem, że pokazaliśmy kawał dobrego futbolu, ale ewidentnie wyszła wola walki, wiara, chęć, ambicja. I pięknie.
Teraz werder, potem liverpool, czekam. Sorry, że tak dużo mi wyszło, ale jakoś się nawarstwiało od dłuższego czasu. Szerokie pozdro dla was wszystkich, fajnie, że jesteście:).