Za mocni na Milan, za słabi na Blackpool. Tottenham przegrywa na Bloomfield Road
PAWEŁ RACZEK
| Wtorek [2011.02.22; 23:09]
Za mocni na Milan, za słabi na Blackpool. Tottenham przegrywa na Bloomfield Road

Kto myślał, że Tottenham, po wtorkowym meczu Ligi Mistrzów z Milanem, przestanie być znanym nam Tottenhamem, musiał się srogo zawieść. Pomimo licznych (choć to za skromne objętościowo słowo) sytuacji, podopiecznym Harry'ego Redknappa nie udało się wywalczyć na Bloomfield Road nawet jednego punktu. Gospodarze byli dziś zdecydowanie bardziej skuteczni, o czym najdobitniej świadczą trzy bramki po stronie zdobyczy i tylko jedna po stronie strat.
Goście, opromienieni wspaniałą wygraną na San Siro, gdzie Spurs, w okrojonym składzie pokonali Milan, z Blackpool, nawet na ich stadionie, powinni poradzić sobie bez najmniejszego problemu. Rzeczywistość okazała się jednak nad wyraz kłopotliwa, a gracze Kogutów od pierwszego gwizdka sędziego, Chrisa Foya, sprawiali wrażenie piłkarzy sądzących, że mecz na Bloomfield Road można wygrać najmniejszym nakładem sił. Tottenham popełniał dziecinne błędy, a brylował w tym szczególnie Sebastien Bassong, na konto którego zapisać trzeba pierwszą bramkę, zdobytą przez Charliego Adama. To właśnie szkocki pomocnik z zimną krwią wykorzystał rzut karny podyktowany za faul byłego zawodnika Newcastle United na DJ Campbellu.
Po stracie bramki Tottenham nadal ospale atakował bramkę strzeżoną przez Richarda Kingstona, lecz mimo to przyjezdnym udało się kilkukrotnie przedostać w pole karne Blackpool. Za każdym razem zawodnikom Spurs brakowało jednak odrobiny szczęścia, by zdobyć chociaż kontaktową bramkę. Szczególnie wielkiego pecha miał dzisiaj Jermain Defoe, nie potrafiący zdobyć gola w tym sezonie Premier League. To właśnie dwa strzały w wykonaniu popularnego JD były wybijane z linii bramkowej Mandarynek.
Co nie udało się Tottenhamowi, wyszło gospodarzom, którzy jeszcze przed przerwą podwyższyli wynik meczu na 2:0, a uczynił to Campbell, który z zimną krwią wykorzystał idealne dośrodkowanie Jamesa Beattiego. Oczywiście, można się sprzeczać, czy w momencie podania napastnik B'pool nie znajdował się na pozycji spalonej, lecz nie zmieni to faktu, że Chris Foy bramkę zaliczył.
W drugiej połowie Tottenham przycisnął jeszcze mocniej niż po stracie pierwszej bramki. Z pewnością wpłynęła na to zmiana, której Redknapp dokonał w przerwie meczu. Miejsce bardzo słabego Wilsona Palaciosa zajął Jermaine Jenas, a Spurs zaczęli grać jeszcze bardziej ofensywnie. Przekładało się to na liczne okazje pod bramką Kingstona jednak żaden, z ponad 20 (sic!) strzałów nie spowodował, że golkiper Blackpool musiałby spoglądać za siebie. Mandarynki miały dziś sporo szczęścia, że Tottenhamowi nie udało się zdobyć bramki, a Tottenham miał pecha, że defensywie The Seasiders sprzyjały siły nadprzyrodzone. Bo chyba tylko tym można tłumaczyć fakt niewykorzystania przez Spurs tylu akcji.
Nastawiony na atak Tottenham w drugich trzech kwadransach odsłonił swoją defensywę, co przełożyło się na stratę jeszcze jednej bramki. W 80 minucie meczu niefrasobliwość defensorów Kogutów, z Benoit Assou-Ekotto na czele, wykorzystał, wprowadzony po przerwie Brett Ormerod. Tottenham walczył do końca i w ostatniej minucie meczu, po strzale Romana Pawluczenki, udało się nam zmniejszyć straty, jednak trzech punktów z wyjazdu do Blackpool nie wywieźliśmy (piłka przy strzale Rosjanina najprawdopodobniej wpadła do brami tylko dlatego, że po drodze odbiła się od jednego z graczy Blackpool. Gdyby nie rykoszet zapewne wyleciałaby poza stadion, albo wcisnęła hamulec i zatrzymała tuż przed linią bramkową).
Z spotkania na Bloomfield Road płynie jeden pozytyw: możemy być pewni, że nadal kibicujemy temu samemu Tottenahamowi, który jest nam tak dobrze znany i nie zmieni tego dwumecz Interem czy wygrana z Milanem na San Siro. Trzy punkty pozostały na wybrzeżu, a Koguty nie wykorzystały świetnej okazji, by wedrzeć się do pierwszej trójki Premier League. Szkoda, ale takie już życie kibica Spurs...
Gomes - Gallas, Dawson, Bassong (Crouch 73.), Assou-Ekotto - Lennon, Modrić, Palacios (Jenas 46.), Pienaar (Kranjcar 59.) - Defoe, Pawluczenko
Kingston - Eardley, Evatt, Cathcart, Baptiste - Vaughan, Sylvestre (Southern 58.), Adam - Campbell, Kornilenko (Ormerod 63.), Beattie (Phillips 63.)
Statystyki:
Posiadanie piłki:
Blackpool: 43%:57% Tottenham
Strzały na bramkę:
Blackpool 4:10 Tottenham
Strzały obok bramki:
Blackpool 4:15 Tottenham
Rzuty rożne:
Blackpool 1:7 Tottenham
Faule:
Blackpool 11:8 Tottenham
własne
96 komentarzy
aapa - ok. Ja to widziałem zupełnie inaczej. Chciałbym kiedyś usiąść z krytykami i klatka po klatce obejrzeć ten mecz. Bo ja rozumiem, że nasi napastnicy są w kiepskiej formie ogólnie. ale jak jeden konkretny - zagra niezły mecz, strzeli bramkę, stara się, cofa, rozgrywa, idealnie wykłada na nogę trzykrotnie w tym meczu piłkę, wygrywa pojedynki - to słyszę: gol fartowny (może i tak, ale to jest punktem wyjścia w dyskusji), mecz generalnie zagrał do dupy, bo w 15 min i 10 sek. nie przyjął piłki, a w 33 minucie i 27 sekundzie zwolnił tempo, a że bramki nie strzelił z metra, to chuj z tym, że po pierwsze - świetnie wyszedł na pozycję, uderzył mocno na bramkę, trudną piłkę i tylko cudowna i mocno instynktowna parada spowodowała, że ta nie weszła - to od razu czytam - ".ja bym to strzelił". to kurwa - zgłoś swój angaż w Tottenhamie i napierdzielaj bramki jedną za drugą, jak takiś mądry Arturze. Napisałem tylko, że jak ktoś obiektywnie przyjrzy się grze (i nie chodzi mi bynajmniej o bramkę z ostatnich minut - ona nie zmieniła w najmniejszym stopniu mojego zdania) Romana przez 90 minut to powinien się cieszyć, że chociaż on wraca powoli na dobrą drogę. Bo po takiej porażce staram się czymś pocieszać. Druga kwestia - jak niejakich dwóch innych napastników przejdzie 90 minut obok meczu, nie potrafi zagrać składnie piłki, potyka się o własne nogi, lata bezmyślnie to w jedną to w drugą stronę, a na koniec w 10 sytuacji sam na sam z bramką strzeli to czytam - ufff jak dobrze, że mamy tego czy tamtego - teraz już wiadomo, czemu na niego Harry stawia. I jeszcze jedno - proponuję Panom przyjrzeć się jak w defensywie radzi sobie tak wychwalany tu pod niebiosa BAE. Bo to nie jest wcale przypadek, że Kameruńczycy zawalili nam ten mecz. Nadziwić się nie mogę jak ten typ jest przereklamowany na spursmanii. Mecz z Blackpool nie jest wyjątkiem. Wystarczy spojrzeć ile piłek przechodzi naszą lewą stroną, jak niebezpieczne sytuacje są prokurowane. Ale oczywiście - piszę to właściwie do siebie (i może kilku nielicznych tutaj), bo jak pisałem - JEST SEZON NA RUSKA. Co by nie zrobił - hattrick w meczu z Milanem, zwycięski gol z Arsenalem - i tak będzie źle, bo czegoś tam nie przyjął, albo źle się uśmiechnął. Tymczasem inni zawodnicy mają SEZON TARYFY ULGOWEJ w praktycznie każdym meczu (wspomniany BAE chociażby). Nie ma problemu - jakoś mnie to specjalnie nie wzrusza, oczy mam, swoje widziałem. Ciekawe, że angielscy komentatorzy, którzy oglądają pewnie ze 100 spotkań w ciągu roku podzielają moje zdanie jeśli chodzi o ten mecz. Dla mnie większe autorytety niż aapa, varba, etc.
Barometr, do ciebie mam większe pretensje niż do Pawluczenki. Albo jesteś tym redaktorem, albo robisz sobie jakieś jaja. Osobiste przytyki typu "nikt nie traktuje cię poważnie" jakoś zniosę (kij ci w ząb), ale w tym twoim zaklinaniu rzeczywistości jest coś tak nieznośnego, że ja osobiście wysiadam. Wymyśliłeś sobie slogan, że "jak ktoś oglądał mecz" to na pewno przyzna ci rację i Roman był po prostu fantastyczny. Ja zakładam, że każdy kto się wypowiada, ten mecz oglądał. Ludzie widzą różne rzeczy więc albo trzeba oglądać mecze razem, albo w ogóle zaprzestać wymiany opinii. Ty widzisz same dobre strony, a ja widzę, że Rosjanin nie potrafi przyjąć piłki, podaje niedokładnie, głupio fauluje, spowalnia akcje w której biorą udział inni zawodnicy. Bardzo wymowna była reakcja Lennona w pierwszej połowie kiedy był po prostu wściekły na Pawluczenkę, bo zamiast odegrać mu piłkę kiedy jest w gazie, to robi to swoje słynne przyjęcie do tyłu z kreśleniem okręgów niczym Piast Kołodziej. Napastnikowi dopóki strzela bramki wybacza się wiele rzeczy, może nawet wszystko jak mecz jest wygrany. Jak nie wygrywasz to nawet bramka jest traktowana niczym Weszło, Zeszło, Weszło. To wszystko nie znaczy, że Roman był wczoraj najsłabszy na boisku. Byli gorsi, ale nikt tu nie opisuje ich jako tych najwspanialszych.
czy coś było z murawą? w porównaniu z resztą boisk pl to jest kartoflisko, a nie murawa. każdy, kto chociaż trochę grał w piłkę dobrze wie, jak się gra na takim boisku, gdzie nie można być pewnym, kiedy i jak podskoczy sobie piłka. ale nie może być to usprawiedliwieniem, tak samo jak sędzia, i ten wynik jest żenujący. czasami zdarzają się takie mecze, że nic nie idzie, że nie można strzelić bramki mimo tylu dogodnych sytuacji. kiedy zaczęliśmy drugą połowę, to jeszcze myślałem, że strzelimy coś na początku i będziemy gonić, i nawet, że dogonimy. ale gdy sami piłkarze ogarnęli po którejś z rzędu świetnej sytuacji, w której trzeba tylko dołożyć nogę, że kompletnie NIC nie idzie, to w jakiejś 70 minucie sami się pogodzili z tą porażką. nie mogę już patrzeć na defoe, i w porównaniu z nim i jego aktualną formą roman jest napastnikiem ze światowej czołówki. i jak dla mnie to roman był u nas wyróżniającym się zawodnikiem wczoraj, dużo akcji przeszło przez niego, cofał się po piłkę, próbował rozgrywać, kilka razy wziął na siebie odpowiedzialność (tyle że co z tego, skoro te strzały wyglądały jak wyglądały), ale w niczym nie zmienia to faktu, że będziemy go rozliczać za bramki, szczególnie w takim meczu, kiedy jest tyle sytuacji (czemu nie zgrywał głową do dwóch zawodników którzy stali metr przed linią tak swoją drogą? wydaje się, że spokojnie mógł to zrobić, ale równie dobrze mógł strzelać, bo to była więcej niż setka, i pewnie w każdym innym meczu, który by się układał choć trochę lepiej, ta piłka byłaby w siatce). tak jak w całym sezonie grał piach, tak wczoraj wg mnie był jednym z lepszych zawodników u nas. a o defoe nie chce mi się już pisać, i raczej nigdy mi się nie zachce już w innym kontekście, niż jeszcze większe pizganie go i jego bezmyślności i udawania, że coś robi na boisku. pół biedy, że nie pomaga, ale w ostatnich meczach odnoszę wrażenie, że wręcz przeszkadza w grze.
wydaje mi się, że gdy nie idzie w taki sposób jak wczoraj, trzeba się maksymalnie skoncentrować, rozegrać akcję tak, żeby wepchnąć piłkę do siatki z metra, bo chyba tylko to w podobnych meczach gwarantuje pewność, że się uda. chociaż patrząc na okazje, to nie jestem chyba przekonany, że bylibyśmy w stanie strzelić na pustą z metra:/
bassong sprawiał wrażenie roztrzęsionego, zero pewności w grze. ale chyba nie ma sensu wystawiać tu żadnych ocen indywidualnie, trzeba to przyjąć jak drużyna i mieć ku przestrodze w następnych meczach, bo nikt się przed nami nie rozłoży na łopatki licząc na najniższy wymiar kary. ja tam chcę jak najszybciej zapomnieć o tym meczu, dawno nic mnie tak nie przybiło, no, ale jak już ktoś niżej napisał, to był taki powiew starego "dobrego", nieobliczalnego tottenhamu. oby tylko to nie wróciło na dobre.
a, może jeszcze luka, zastanawia mnie na ile jego dyspozycja z wczoraj wpłynęła na całość gry - na pewno to był jeden ze słabszych jego meczów w tym sezonie, ale czy warto go obarczać większą odpowiedzialnością za wynik niż resztą? takie pytanie chciałem postawić, żeby już nie gadać o napastnikach:/
pzdr i trzymajcie się w tym ciężkim dniu dzisiejszym:).
Porażka z jedna z najsłabszych druzyn w lidze, grającą piach , majac w perspektywie wejscie na III miejsce to zenada. Przypomina mi o mecz z Pompey w półfinale FA CUP z IV 2010 - gdzie tez byliśmy pewni, gdzie mielismy sytuacje, a przegraliśmy z outsiderem. była z tego korzyść po tym meczu pokonaliśmy w ciagu tygodnia arsenal i chelsea, wiec moze takie wstrzasy sa nam potrzebne. Gomes 4 razy dotknał pilki - w tym 3 razy ją wyciagał z siatki. Z kolei jego vis-a-vis słaby bramkarze , cudem obronił 2 strzały Pawa, albo ratowali go obrońcy. Zabrakło nam zimnej krwi, instynktu zabójcy , ale trudno go miec skoro mamy taki atak.ym Zawiódł mega Defoe, Paw na tle ok, myśle ze te jeg strzały głowa 4 na 5 razy by wpadły, tym razem był ten 1 raz. Mecz w którym nam nic nie wychodziło, nic nie chciało wpaść, ale suma szcześcia musi wychdzic na zero - szczeście sprzyjało nam w ostatnich sekundach meczów z newcastle, bolton, wiec teraz odebrało. Zawsze twierdziłem ze lepiej raz przegrac niż 2-3 razy zremisowac. szkoda, szkoda tej szansy, moze - oby nie - być to kluczowy moment w naszej walce o LM. Choc czekaja nas mecze z mc, ars, chelsea - jezeli w nich polegniemy nie zagramy w LM, to dosc proste. Licze tez na to ze inni - co pokazuje ten sezon- tez beda tracic punkty z takimi mocarzami jak blackpool, wigan etc. No i jeszcze mozemy teoretcznie wygrać LM....
Smieszna wywiazala sie dyskusja o Pawluczence, Barometr to nie jest jazda figurowa na lodzie i chocbys nie wiem jak zaklinal rzeczywistosc, Paw i Defoe zagrali wczoraj zenujaco. Jezeli napastnicy nie wykorzystuja tylu, takich okazji, to znaczy ze zagrali piach, koniec kropka. Owszem, w porownaniu z ostatnimi popisami Ruski zagral (jak na swoje standardy) przyzwoicie, ale co z tego, skoro gol padl w momencie, gdy wszyscy byli juz myslami w szatni. Trudno bylo wygrac mecz bez napastnika i jesli jakims cudem wskoczymy do top four, bedzie to porownywalne osiagniecie z mistrzostwem wywalczonym przez Francje w 1998 roku, kiedy to w ich ataku straszyl niejaki Stephane Guivarc'h (jesli sie nie myle, pozniej probowal swoich sil w Newcastle). Mamy problem i niestety - na dzis jedyna opcja dajaca jakas nadzieje na gole i sensowna gre w ataku stanowi Crouch. Defoe nie wychodzilo nic a Romek mial dwie super okazje (w ktorych notabene zrobil wszystko jak nalezy, ale gol nie padl). Kazdy z naszych napastnikow ma wady - Crouch jest dosc jednowymiarowy, ale to bardziej z powodu stylu gry, jaki niejako wymusza jego wzrost, Defoe to chodzaca chimera a Roman jak dla mnie ma strasznie irytujacy styl gry - slabe przyjecie pilki (znamienne bylo podanie chyba do Pienaara - zle przyjecie, pilka mu odskoczyla i jakims cudem, prawie wslizgiem odegral na srodek - pala za przyjecie, piatka za wizje), spowalnianie kontratakow, przechodzenie obok gry. Kazdy z nich jest teoretycznie dobrym i bardzo dobrym pilkarzem, zaden nie gwarantuje gry w ataku na najwyzszym poziomie. W obronie tragiczny jest Bassong - kolejny mecz, w ktorym wyglada jak potencjalna katastrofa (niestety, wczoraj nie tylko potencjalna, ale jak najbardziej realna), slabszy niz zwykle byl BAE, ale na jedna rzecz chcialbym zwrocic uwage - przy przerzutach pilki na prawe skrzydlo, prawie nigdy nie zdarza sie, zeby malutki Lennon mial problemy z przyjeciem - bardzo precyzyjnie zagrywa te pilki BAE, co godne pochwaly. Brakowalo prawego obroncy - przez to musielismy pchac ataki srodkiem i lewa strona, z praktycznym wylaczeniem prawej. Pomoc tez bez rewelacji, ciekawie szarpal Pienaar, ale brakowalo mu wsparcia. No i cos, co denerwowalo chyba u wszystkich - niedokladnosc, ile to sytuacji zmarnowalismy przez niecelne podania, zbyt mocne wypuszczanie "w uliczke", nie wiem, czy cos bylo nie tak z murawa, czy tez z koncentracja. Podsumowujac - moglismy i powinnismy wskoczyc na trzecie miejsce, zamiast tego de facto spadamy na piate (Chelsea mecz zapasu, trzeba zakladac najgorsze, czyli 3 punkty)
Wtorek[2011.02.22; 23:15]
Barometr, nie wiem, czy dobrze rozumiem, bo wg mnie Rosjaninowi bramka należała się tylko dlatego, że większość meczu był niewidoczny, a przyjęcie piłki ma na takim poziomie, że się zastanawiam, czy w Ekstraklasie nie robią tego lepiej...Jeśli o to chodzi, bo tylko trochę mniej bramka należała się Jenasowi. O Gallasie na prawej obronie nie ma co pisać, bo grał tam z konieczności i HR powinien z tego meczu wyciągnąć wniosek, żeby Francuza już na tej pozycji nie wystawiać. Już lepiej Sandro, albo kogokolwiek, albo zagrać 3 środkowymi...nie wiem, ale Gallas nie radził sobie zbytnio w obronie, bo jest za wolny, a w ataku to równie dobrze mógł nie brać udziału, bo nawet dobrze przewagi liczebnej nie tworzył...
Strasznie jestem przybity tą porażką, bo drugiej szansy, żeby wskoczyć do pierwszej 3 możemy nie mieć, a na pewno nie tak łatwą.
Po raz kolejny Kranjcar ożywił grę po wejściu z ławki...