PAWEŁ CIEŚLIŃSKI
| Piątek [2009.04.24; 02:20]
Czy statystyki kłamią?

Wielu piłkarskich kibiców uwielbia pływać w statystykach. Każdemu zawodnikowi potrafią przejrzeć statystyki z kilku sezonów i ocenić pod tym względem jego umiejętności i przydatność do drużyny. Od kilku miesięcy słucham, że z Garethem Bale'm nie wygraliśmy jeszcze w Premier League spotkania. Sprawdziłem - zgadza się. Jednak sprawdziłem coś jeszcze, żeby udowodnić, iż Harry Redknapp dobrze zrobił kupując Wilsona Palaciosa i wysyłając na ławkę Didiera Zokorę.
Zacznę jednak od Garetha Bale'a. W tym sezonie w pierwszym składzie w Premier League grał tylko 9 razy. Zdobyliśmy wtedy 3 punkty, dzięki 3 remisom. 3 pkt na 27 pkt możliwych. Każdego piłkarza taki wyczyn by podłamał. Dla porównania Benoit Assou-Ekotto, który wystąpił w 25 spotkaniach w pierwszym składzie dla Tottenhamu, zdobył z nim 41 pkt, schodząc z boiska pokonanym w tym czasie tylko 8 razy! Gareth w 9 swoich spotkaniach od pierwszej minuty, z boiska na tarczy schodził aż 6 ...
Didier Zokora ... Chwalimy go za waleczność, przebojowość, agresję ... Pogrzebałem w statystykach. Didier grał w tym sezonie w pierwszym składzie 20 razy na środku pomocy. Wyniki szczerze mną wstrząsneły. 3 zwycięstwa, 5 remisów, 12 porażek. Z Didierem jako liderem pomocy zdobyliśmy w lidze 14 pkt na 60 możliwych... Katastrofa! Jednak gdy tylko Zokora grał na prawej obronie ( 3 razy, w tym raz ściągnięty z boiska po 35 minutach ) wygrywaliśmy. Okej, można powiedzieć "mamy słaby sezon, pewnie wszyscy mają podobne statystyki". Nic bardziej mylnego!
Jermaine Jenas, który rozegrał w wyjściowej "11" Kogutów tylko 6 spotkań więcej niż Afrykanin ma statystyki przeszło dwukrotnie lepsze! W 25 spotkaniach z popularnym "JJ" zdobyliśmy 31 punktów, przegrywając 10 spotkań, a 8 razy schodząc z boiska z 3 oczkami. Inny "bohater" tego sezonu David Bentley, który również od pewnego czasu nie gra w pierwszym składzie ma nawet lepszy bilans "punktowych" statystyk od Zokory. Z "Nowym Beckhamem" w pierwszym składzie rozegraliśmy 19 spotkań i zdobyliśmy w tym czasie 20 pkt. Nie jest to osiągnięcie rzecz jasna, które jest powodem do dumy, aczkolwiek oddaje idealnie tragizm naszych występów z Didierem Zokorą w linii pomocy. Bo jeśli ponoć z Bentleyem nam tak beznadziejnie szło, to co powiedzieć o naszej grze z Zokorą? Jeszcze bardziej tragiczne zdaje się być to, że odkąd miejsce Zokory zajął Palacios, to w 9 spotkaniach z Honduraninem w składzie zdobyliśmy 17 punktów - 5 zwycięstw, 2 remisy, 2 porażki ( feralna porażka 1:2 z Rovers - Palacios dostał niesłusznie czerwoną kartkę i zszedł z boiska przy stanie 1:0 dla Spurs - co zabawne przy stanie 1:1 na boisko wszedł Zokora ..., oraz 2:3 z Boltonem - w tym spotkaniu Zokora grał z Palaciosem w wyjściowym składzie - po 45 minutach Zokora opuścił boisko przy stanie 1:0 dla Boltonu... ). Robi wrażenie!
Tutaj mamy średnią ilość punktów jaką zdobywaliśmy z Zokorą, Jenasem, Bentleyem, Bale'm, Assou-Ekotto, oraz Palaciosem na mecz.
Didier Zokora - 0,7 pkt/ mecz ( środek pomocy ) 3 pkt/mecz ( prawa obrona )
Wilson Palacios - 1,88 pkt/mecz
Jermaine Jenas - 1,24 pkt/mecz
David Bentley - 1,05 pkt/mecz
Gareth Bale - 0,33 pkt/mecz
Benoit Assou-Ekotto - 1,64 pkt/mecz
Co więc z tego wynika? Że środek pomocy nie może należeć do takiego zawodnika jak Didier Zokora, który z tego wynika nie ma mentalności zwycięzcy? Czy jest sens trzymać w drużynie piłkarza, którego statystyki są tak fatalne?
Teraz statystyki średnio traconych bramek na mecz z Jenasem, Zokorą i Palaciosem w roli głównej.
Didier Zokora - 1,21 bramki/mecz
Jermaine Jenas - 1,16 bramki/mecz
Wilson Palacios - 0,66 bramki/mecz
Rzecz jasna z chwaleniem Palaciosa trzeba poczekać do następnego sezonu. Nie da się jednak ukryć, że jego przyjście do składu bardzo poprawiło naszą grę w defensywie, co miało nie tylko dobry wpływ na ilość traconych bramek, ale również na zdobywanie punktów.
Wiadomo, to tylko statystyki. Jednak zastanawiające jest to, że odstawienie Zokory od wyjściowego składu miało taki wpływ na naszą grę. Środek pomocy to taka pozycja na boisku, która wymaga od zawodników regularności i woli zwycięstwa. Jak więc wygrywać mamy z zawodnikiem, z którym przegraliśmy prawie 2/3 spotkań? Do myślenia dają też pochwały Ramosa dla osoby Zokory. Skoro więc jest taki dobry, to dlaczego jest taki słaby?
własne
20 komentarzy
Piątek[2009.04.24; 13:53]
Początek sezonu. Wszystko idzie w stronę 4-5-1 w tym ustawieniu Zokora czuje się najlepiej, drużyna już nie. Statystyki są fatalne. Zmiana na 4-4-2 drużyna się poprawia, ale Zoko do tego nie pasuje. Efekt? Zoko siedzi i jego statystyka się wstrzymuje, a więc jest kiepska. Reszta gra i ich statystyka się poprawia. Z tej perspektywy ciekawie jakby wygladały statystyki Palaciosa w ustawieniu 4-5-1? Tak to dla mnie wygląda. Czy ta średnia to pokazuje ? Nie! To nie jest tak, że statystyka jest bez sensu, wręcz przeciwnie, ma ona potężne podstawy i jest bardzo dobra i logiczna. Tylko , że statystyka to nie jest średnia arytmetyczna, do czego to się niestety często sprowadza. Zeby móc się nią posługiwać trzeba obrac by jakieś konkretne wytyczne, dla wszystkich, albo wybranej grupy w jakiejś jednostce czasu, czy czegoś innego. To jest raczej zadanie na prace naukową, a nie artykuł. Wtedy to może mieć sens, bo wybieranie pojedyńczych elementów jest jakby zaprzeczeniem samej jej funkcji. Rozumiem szlachetne zamierzenia autora, ale boję się, że to trochę za poważny sprawa do przedstawienia w ten sposób.
Czwartek[2009.04.23; 22:26]
A jak to uśrednienie ma tłumaczyć to, że Zokora na początku sezonu był naszym najlepszym graczem? Na pewno najrówniej grającym? A jak można w to włożyć Palaciosa i porównywać go z Zokorą czy innymi skoro jeden jest cały czas a drugi jednak od zupełnie innego momentu?( To, że Wislon jest zajebisty i bardzo pasuje do obecnego grania to fakt). Przecież to ma określone konsekwencje. Skoro Jenas ma takie dobre statystyki jeżeli chodzi o punkty na mecz, to dlaczego tak często zawodził? Dla mnie rodzą się same pytania, a więc jakby główna rola statystyki, czyli obrazowania jakiś tam niby faktów nic nie daje. W sporcie może sprawdzać się w stosnku do konkretnego spotkania, ale dalej gubi się i to mocno. Jak kiedyś badali statystyki Jordanowi to wychodziło, że jest mega przeciętny. Kiepskawy % celnych, kilka strat, zbierał tak średnio, wolne dobrze, ale nie wybitnie. O kant dupy to wszystko rozwalić możńa. Bo jak był 7 mecz play-offów to miał przechwyt w ostatniej minucie, pociągnął za 3 i było pozamiatane. Takie przykłady można mnożyć. Dlatego mam wielki dystans do czegoś takiego. Niestety wielu dziennikarzy, którzy mienią się znawcami, lubi takie pojedyńcze fakty, statystyki podawać.