Tottenham wywiózł z Old Trafford remis 1:1, ale ostatni kwadrans grał w dziesiątkę. Bentancur wszedł na boisko około 60. minuty, a jego występ skończył się po dwunastu minutach: po ostrym wejściu Urugwajczyka Luke Shaw przewrócił go na murawę, a ten odpowiedział uderzeniem głową. Sędzia nie miał wyboru.
Mimo gry w osłabieniu Spurs uratowali punkt w doliczonym czasie — Dominic Solanke trafił głową po dośrodkowaniu Sandro Tonalego. Przez długie fragmenty meczu to Tottenham był stroną przeważającą i z kompletem zawodników mógł myśleć o trzech punktach.
Trzy mecze przerwy w najgorszym momencie
Bezpośrednia czerwona kartka oznacza, że De Zerbi nie będzie mógł skorzystać z Bentancura w trzech kolejnych spotkaniach Premier League: z Coventry, Chelsea i Crystal Palace. To strata tym dotkliwsza, że w ponurym jak dotąd sezonie Urugwajczyk był jednym z nielicznych jasnych punktów i do tego tygodnia prowadził w lidze w statystyce działań defensywnych na 90 minut.
Warto pamiętać, że latem Tottenham wydał na środek pola 185 mln funtów — 100 mln za Tonalego i 85 mln za Mateusa Fernandesa — a i tak to 29-letni Bentancur był najrówniejszym pomocnikiem zespołu. W Manchesterze zaczął na ławce, bo, jak tłumaczył trener, miał za sobą trzy tygodnie dalekich podróży z reprezentacją.
Niewygodny cytat z piątku
Ironii dodaje to, co De Zerbi powiedział na konferencji prasowej dzień przed meczem. Włoch wskazał wtedy akurat mentalność Bentancura jako jego największy atut, dodając, że zawodnik jest gotowy do gry i jest przyzwyczajony do występów w kadrze. Przy okazji przypomniał, że mimo zakupów Tonalego i Fernandesa klub nie zapomniał o Bentancurze i Lucasie Bergvallu.
Dwadzieścia cztery godziny później trener siedział na ławce i z niedowierzaniem patrzył na boisko, by po chwili zerwać się do celebracji trafienia Solanke.
„Pocałowałem Rodrigo"
Reakcja De Zerbiego po meczu była zaskakująca. Przyznał, że pocałował Bentancura i mu podziękował — zastrzegając jednocześnie, że to oczywisty błąd i nie jest to właściwa reakcja na boisku. Zdaniem Włocha gra w dziesiątkę dodała drużynie odwagi i energii, i to ona odmieniła przebieg spotkania.
Trener poszedł dalej i stwierdził, że Tottenham od dawna grał bez takiego charakteru, a on chce go oglądać w każdym meczu. Jakość sama w sobie, jak zaznaczył, nie wystarczy do wygrywania.
Część kibiców ma jednak inne zdanie i zarzuca Urugwajczykowi, że sam podciął drużynie skrzydła. Przy jednobramkowej stracie, przy dobrej grze i z czasem na odrobienie strat, trudno znaleźć uzasadnienie dla takiej reakcji. Najbliższa okazja do odkupienia win przypadnie innym — 19 października Spurs podejmą Coventry.