Nie pamiętam hasła Nie masz konta? Zarejestruj się

Manchester United 5:2 Tottenham

25 kwietnia 2009 Anel Recenzja meczu
Żeby wygrać na Old Trafford trzeba być albo bardzo dobrym zespołem, albo mieć masę szczęścia. Tottenhamowi do poziomu Manchesteru brakuje jeszcze sporo, a szczęście opuściło nas w drugiej połowie. No bo co więcej można napisać po meczu, który przegrywa się 5:2?

Przez pierwsze kilka minut od rozpoczęcia gry z boiska wiało nudą. Tottenham zaczął zdecydowanie za bardzo cofnięty na własną połowę, czyhając na dobrą okazję do kontrataku, natomiast Manchester próbował zawiązać jakąkolwiek groźną akcję zaczepną, jednak we wszystkich zagraniach graczy gospodarzy brakowało jednego - precyzji, co było chyba najważniejszą przyczyną bardzo kiepskiego otwarcia spotkania przez obie drużyny.

W 7 minucie strzał głową Benta z najbliższej odległości po dośrodkowaniu Lennona bardzo szczęśliwie obronił Van Der Sar. Ta sytuacja pokazała jednak gwiazdorom ManU, że goście nie przyjechali tutaj bronić bezbramkowego remisu, a chcą wywalczyć pełną pulę.

W 15 minucie na uderzenie ze znacznej odległości po indywidualnej akcji zdecydował się portugalski pomocnik "Czerwonych Diabłów" Nani, jednak piłka o dobre kilka metrów minęła poprzeczkę bramki strzeżonej przez Gomesa.

4 minuty później groźnie było pod naszą bramką. Na strzał z rzutu wolnego z ponad 30 metrów zdecydował się nie kto inny, jak Cristiano Ronaldo. Piłka podskoczyła jeszcze przed Gomesem dodatkowo utrudniając mu interwencję. Na szczęście Brazylijczyk nie popełnił większego błędu, i mimo, że najpierw sparował piłkę do boku, to po chwili do niej podbiegł i pewnie złapał w ręce. Niestety, od tego momentu przewaga Manchesteru stawała się coraz bardziej wyraźna.

W 24 minucie ładnym zwodem na wysokości pola karnego popisał się Nani. Dośrodkowaną przez niego piłkę głową uderzył Ronaldo, jednak i tym razem futbolówka minęła naszą bramkę.

Zdążyło upłynąć zaledwie 120 sekund a następną okazję z rzutu wolnego miał Ronaldo. Na nasze szczęście jego mocny strzał, tym razem z 25 metrów, trafił w dobrze ustawiony mur. Po chwili na uderzenie z pierwszej piłki zdecydował się Rooney, jednak i on dzisiejszego dnia nie ustawił sobie zbyt dobrze celownika.

Znane powiedzenie mówi, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Sir Alex Ferguson i jego drużyna na własnej skórze przekonali się o bolesności tej piłkarskiej prawdy. Z prawej strony piłkę w pole karne dośrodkował Corluka. Tam, ni stąd ni zowąd, dopadł do niej Darren Bent. Jego pierwsze uderzenie zostało jeszcze zablokowane przez Vidicia, jednak dobitka nie pozostawiła złudzeń. Tottenham prowadził na Old Trafford od 29 minuty 1:0 po trafieniu angielskiego napastnika gości!

Po chwili znowu mogliśmy podnieść ręce w geście tryumfu i głośno krzyknąć "JEST!". Tym razem prawym skrzydłem popędził Aaron Lennon. Jego dośrodkowanie trafiło do Modricia, który przyjął sobie futbolówkę na klatkę piersiową i nie zastanawiając się długo huknął jak z armaty w kierunku bramki. Van Der Sar nie miał żadnych szans, a sensacja, dosłownie, wisiała w powietrzu. Kibice Manchesteru oniemieli, nie dowierzając w to co się stało, natomiast chóralne śpiewy fanów Spurs słychać było zapewne w promieniu kilku kilometrów od stadionu.

United rzucili się do odrabiania strat, bo przecież nic innego im nie pozostało. W 36 minucie na strzał sprzed pola karnego zdecydował się Darren Fletcher, jednak Gomes nie dał się zaskoczyć.

Dwie minuty później kolejną sytuację z rzutu wolnego miał Ronaldo. Najpierw jednak trafił w mur, a dużo groźniejszą dobitkę koniuszkami palcy na rzut rożny wybił Gomes. To była jedna z tych interwencji, które powinny kandydować do nagrody: "save of the season".

Po chwili Brazylijczyk znów uchronił nas przed stratą bramki, tym razem broniąc uderzenie zawodnika gospodarzy z odległości 7 metrów. W tym okresie gry zdecydowanie zbyt często pozwalaliśmy graczom "Czerwonych Diabłów" przebywać z piłką pod naszym polem karnym.

Tottenham pod koniec pierwszej połowy ograniczał się do fauli i mocnych wybić futbolówki z własnej "szesnastki". Manchester natomiast z każdą kolejną minutą atakował coraz groźniej. Nie było się jednak czemu dziwić; gospodarze przegrywali na własnym boisku 0:2 i marzenia o tytule mistrzowskim jakby zaczęły przeciekać im przez palce.

Pierwsza groźna sytuacja drugiej połowy miała miejsce w 52 minucie. W polu karnym piłka trafiła do niepilnowanego Rooney'a, jednak ta kolejny raz nie chciała wpaść do bramki Tottenhamu.

Za moment znów z opresji musiał ratować nas Gomes. Po wymianie futbolówki między Ronaldo i Tevezem na strzał zdecydował się ten drugi, jednak rozgrywający znakomity mecz brazylijski goalkeeper nie dał się zaskoczyć. Tottenham po strzeleniu dwóch bramek zdecydowanie za bardzo cofnął się, oddając pole gry zawodnikom gospodarzy, którzy nie mieli większych problemów ze stwarzaniem sobie kolejnych sytuacji.

W 56 minucie dość kontrowersyjną decyzję podjął sędzia Howard Webb, tak nie lubiany przez Polaków od czasów Mistrzostw Europy. Do prostopadłej piłki zagranej w nasze pole karne wyskoczył Carrick, który został zdaniem arbitra sfaulowany przez Gomesa. Powtórki nie pozwoliły jednoznacznie określić kto miał rację, jednak mimo wszystko upierałbym się przy zdaniu, że błąd popełnił pan Webb. Do ustawionej 11 metrów przed bramką piłki doskoczył Ronaldo, strzelając, niestety, kontaktowego gola. Od tego momentu rozpoczęła się "kogucia tragedia"...

W 66 minucie mieliśmy już remis. Piłka bardzo szybko przedostała się z połowy Manchesteru pod bramkę Tottenhamu, a Wayne Rooney strzałem w krótki róg pokonał źle ustawionego tym razem Gomesa.

A później Tottenham odpłynął zupełnie... Nie chcę pastwić się nad Wami i nad samym sobą, więc nie będę dokładnie opisywał tego co stało się na przestrzeni kilku chwil w drugiej połowie. Ja osobiście tego nie rozumiem, i chyba długo nie uda mi się pojąć tego umysłem. Spurs już po stracie pierwszego gola przestali zupełnie grać w piłkę, co skrzętnie wykorzystała ekipa gospodarzy. Dwie minuty po wyrównaniu Manchester już cieszył się z prowadzenia, a strzelcem gola został Cristiano Ronaldo, natomiast w 70 minucie czwartą bramkę dla "Czerwonych Diabłów" zdobył Rooney.

Koszmar Tottenhamu nie chciał się jednak szybko skończyć. W 79 minucie piątą bramkę dla Manchesteru strzelił Dimitar Berbatov. Gdyby nasza obrona grała lepiej do tej sytuacji z pewnością by nie doszło. Ale tak to już jest, kiedy odpuszcza sobie krycie najważniejszych zawodników rywali. Wartym jednak dodania jest fakt, że po trafieniu Bułgar nie okazywał swojej radości spowodowanej strzeleniem bramki. Okazuje się jednak, że pozostało w nim coś z "Koguta".

Rozmiary porażki mógł zmniejszyć Robbie Keane, jednak nie wykorzystał on sytuacji sam na sam w 84 minucie. Na minus zaskoczył również Harry Redknapp, który spróbował coś zmienić dopiero w 86 minucie, kiedy wynik był już dawno ustalony.

Tottenham rozegrał bardzo słabą drugą połowę i kiepski mecz. Dwubramkowe prowadzenie z pewnością rozbudziło apetyty kibiców "Kogutów", a naszych zawodników ewidentnie rozkojarzyło. Gracze gości zapomnieli o jednej ważnej prawdzie: mecz piłkarski kończy się po 90 minutach. Podrażniony Manchester pokazał wszystkie swoje zalety, zwyciężając pewnie; zwyciężając zasłużenie, ukazując przy okazji wszystkie nasze mankamenty. A najgorsze jest to, że tych skaz jest zdecydowanie za dużo...

Składy:

Tottenham: Gomes,- Corluka, Assou-Ekotto, Woodgate, King,- Lennon, Jenas, Palacios, Modric (86' Bale),- Keane (86' Huddlestone), Bent

Manchester: Van Der Sar,- Evra, Ferdinand, Vidic, Da Silva (70' O'Shea),- Ronaldo, Carrick, Nani (46' Tevez), Fletcher (62' Scholes),- Berbatov, Rooney

Żółte kartki:
Tottenham: 38' Woodgate, 41' Jenas, 56' Gomes
Manchester: 59' Tevez, 64' Scholes, 69' Ronaldo

Bramki:
0:1 29' Bent
0:2 32' Modric
1:2 56' Ronaldo
2:2 66' Rooney
3:2 68' Ronaldo
4:2 70' Rooney
5:2 79' Berbatov

Sędzia: Howard Webb

Komentarze: 57

Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się.

krzychol
25 kwietnia 2009, 21:27
Cytując: "Ja wiedziałem, że tak będzie" :)
Dlatego też nie podpalałem się po pierwszej połowie,
bo wiedziałem komu kibicuję już tyle lat!
Przekornie powiem, że Kochane Koguty nie zawiodły i tym razem. Po raz wtóry i kolejny spieprzyć kolejny mecz. Przecież na litość boską nasz boss mógł się spodziewać zmian w grze, w ustawieniu, personalnych i postarać się przynajmniej próbować temu zaradzić. I zaraz tutaj wspomnę, że ja nie wiem dokładnie należało zrobić, ale zauważcie również, że nie było mnie w szatni, nie trenuję i nie znam dyspozycji chłopakó na codzień.
Niestety także zgadzam się, iż sędziowie (sędzia w tym przypadku) pomógł MU i już widziałem fotomontaże - Webb w czerwonej koszulce...
Poza tym jeśli jest faul na wychodzącym zawodniku to należy się czerwona kartka! Ale sam karny na rozkręcenie się wystarczy przecież.
I też nie wiem czy brak karnego uchronił by nas przed porażką, lecz chętnie przekonałbym się jak potoczyłby się mecz z normalnym sędziowaniem.
I czego nam brakuje?
Nie wiem czy istnieje coś takiego i co to dokładnie jest, ale niektórzy wspominają o "mentalności zwycięscy"
Oni to mają, a my niestety nie.
varba
25 kwietnia 2009, 23:24
Panowie przegraliśmy z klubowym mistrzem Anglii, Europy i Świata na ich boisku. Wiem że porażka boli bo nasi piłkarze rozbudzili nadzieje, ale ludzie nie przegraliśmy z West Bromem tylko Man Und, nie skreślajcie nas zaraz, przed meczem większość nie dawała nam szans. West Brom mamy za tydzień na własnym boisku gdzie radzimy sobie całkiem dobrze
Didier
26 kwietnia 2009, 00:17
późna pora, jestem nawalony, ale jeszcze cos tu napiszę. Mamy osiągnięty cel: nie wylatujemy z ligi, jestesmy na w miare bezpiecznym miejscu. Przed nami mecze z WBA, MC, Evertonem czyli ekipami ktore bezproblemowo mozemy sprać jeśli sprężymy poślady. Bałem sie przegranej z AV i wygralismy. Niech sobie chlopaki przypomną ten mecz. Popieram Varba, przegralismy z zespolem klasowym dzisiaj, chociaz powiedzmy sobie szczerze, dalismy im pograc. Z drugiej strony, wiem ze to bedzie kurewskie co powiem, ale wole MU jako mistrza niz te fiuty z Liverpoolu i tego ich wiesniackiego Beniteza ktorego nie moge scierpiec jak na niego patrze. Mam dziwne i tak wrazenie ze nas jakos w tym Manchesterze lubią :)
Wujo
26 kwietnia 2009, 00:50
Po tym meczu nie ma co się dziwić słowom HR o "4-ce" itd.Środek tabeli jest w naszym zasięgu.Dalej,w uciekającym od spadku zespole,cudów nie będzie.Bez sensu jest krytyka zawodników-ten wynik dobitnie pokazał na co nas stać.No hard feelings.
Anel
26 kwietnia 2009, 06:52
Szkoda bo szanse na grę w pucharach spadają a jeszcze mecz z Liverpoolem
Pistons
26 kwietnia 2009, 07:06
Niestety sędzia Webb całkowicie wypatrzył wynik meczu. Ktokolwiek kto uprawia sport wie, że sędzia nawet nie podejmując kontrowersyjnej decyzji - a nie gwiżdżąc fauli, gwiżdżąc spalone, których nie ma itd. jest w stanie wyprowadzic wszystkich z równowagi. Tym razem sędzie dał za darmo MU bramkę, która podcięła nam skrzydła a później dał kolejną - bo w moim odczuciu piłka nie przekroczyła linii bramkowej.
Nie zmienia to faktu, że Corluka jako boczny defensor to całkowie nieporozumienie. Jest za wolny, za mało zwrotny. Niestety fatalnie w tym meczu też zagrał King. Szkoda, bo mieliśmy ich na widelcu.
Pistons
26 kwietnia 2009, 08:04
KIBIC MU/ Jestem kibicem MU od kilkunastu lat i czytam rozne artykuly, komentarze na roznych stronach roznych klubow - chce wiedziec co u rywali sie dzieje. Bardzo podoba mi sie tekst na temat tego meczu, prezentuje wysoki poziom ktorego brak na wielu stronach.
Jeden z komentujacych napisal, ze wydaje mu sie ze Tottenham lubia na Old Trafford. To prawda! Trafiles w dziesiatke. Nie znam kibica MU, ktory by psioczyl na Tottenham. Ja osobiscie szanuje w tym klubie tradycje i to, ze w tym klubie gra wielu obiecujacych zawodnikow(zawsze tak bylo). Pozdrawiam
tuczi
26 kwietnia 2009, 08:20
No cóż, druga połowa wstrząsnęła lekko każdym z nas. U mnie w domu po prostu strzelały pioruny. I to nie wcale dlatego, że w pierwszej graliśmy jakoś rewelacyjnie. Ponieważ tak wcale nie było. Jednak strata czterech bramek w 15 minut powaliła mnie na kolana. Wiadomo, że marzą nam się zwycięstwa nad United nawet na OT, ale ten mecz pokazał wyraźnie, że jeszcze nas na to sportowo nie stać. Nie chcę oceniać zawodników, bo po takim meczu co można ocenić. Ale jednego zawodnika muszę... ;P Keano... totalna padaka. Ogromnie mnie zawodzi. Ogromnie...
GabFromHell
26 kwietnia 2009, 09:20
Oglądałem drugą połowę i powiem szczerze, że jest jednak jeden pozytyw...zobaczyłem wkurwionego Redknappa to juz nie był grzeczny siedzący na dupie dziadek wiecznie trzymajacy sie za podbródek. Szkoda, że zmiany tak późno ale cóż...życie ;) Tak ogólnie po tym meczu mam takie małe deja vu i czuje sie jak po meczu z Blackburn ;(
GabFromHell
26 kwietnia 2009, 09:23
Aha i odnośnie pracy sędziego szczerze z karnym mógł odpuścić ale nie czuje tego że jakos specjalnie nas skrzywdził tą decyzją. Mam natomiast pretensje o jakies chore przymykanie oczy na taktyczne faule piłkarzy UTD moim zdaniem spokojnie mógł pokazać ze 3 żółtka.
Eff_Spurs
26 kwietnia 2009, 09:28
Ten mecz przegrany był już przed pierwszym gwizdkiem, ale jednak boli mnie cholernie, że była taka okazja, rzadko kiedy prowadzi się bowiem na Old Trafford 2-0 do przerwy. Do przerwy wszyscy zawodnicy z naszej drużyny byli bohaterami, ale w drugiej katastrofa. Zupełnie inny Gomes, zupełnie inny Woodgate, zupełnie Corluka, a także Keano. Nie wiem co się stało z tą drużyną, jednak zabolała mnie ta porażka... Do końca sezonu jeszcze cztery mecze, niestety tylko jeden chyba uda się wygrać...
halabala
26 kwietnia 2009, 10:33
Mam trochę inną opinię na temat meczu - już pod koniec pierwszej połowy widać było, że nasi zbyt głęboko cofnęli się do defensywy, oddali środek pola United i przestali "grać swoje" - zamiast grać to, co dało nam dwubramkową przewagę, chcieliśmy już bronić wyniku. I szczerze - patrząc na końcówkę pierwszej połowy spodziewałem się, że w najlepszym układzie może uda się nam zremisować. Zresztą wystarczy przypomnieć sobie sławne 3:5 żeby wiedzieć, jak Ferguson potrafi motywować w przerwie. Co do karnego, to szczerze - dla mnie na pierwszy rzut oka był ewidentny. Chyba żadna powtórka nie jest rozstrzygająca, ale Carrick wyszedł sam na sam, Gomes go staranował, sędzia nie miał możliwości ocenić, czy musnął piłkę czy nie (ja widziałem jedynie Carricka zagrywającego piłkę w bok), też bym gwizdnął karnego i poważnie zastanawiał się nad czerwoną kartką dla bramkarza. A potem co było, każdy widział. Nie ma co płakać, przegraliśmy ze zdeterminowaną drużyną walczącą o mistrzostwo kraju, wciąż mamy szansę na 7. miejsce premiowane grą w UEFA Cup (kiedyś napisałem, że awans Evertonu do finału FA Cup sprawia, że siódme miejsce nie daje UEFA, ale przecież Toffees awansując do UEFA przez finał pucharu Anglii zwalniają jedno miejsce w lidze, więc siódme jest premiowane), kluczowy będzie mecz na Goodison Park, oczywiście przy założeniu, że wygramy dwa mecze u siebie. No i miejmy nadzieję, że przed ostatnią kolejką sprawa mistrzostwa (i drugiego miejsca, dającego bezpośredni awans do CL) będzie załatwiona i że Liverpool będzie już rozprężony.
halabala
26 kwietnia 2009, 10:50
Właśnie obejrzałem na spokojnie powtórki - odwołuję to, co napisałem o karnym, sędzia nie miał prawa podyktować karnego...
Kamilos
26 kwietnia 2009, 10:58
Propo walki o 7 miejsce, to sprawdziłem terminarz i najłatwiejsze mecze ma teoretycznie 11ste Wigan,mające jednak 2 mecze więcej do rozegrania.Oj ciężko będzie.
olivier
26 kwietnia 2009, 13:34
z jednej strony szkoda by było gdybyśmy nie zajęli 7 miejsce,a z drugiej strony dobrze,ponieważ jeżeli chcemy walczyć o LM to raz powinniśmy odpuścić P.Uefa i walczyć tylko w Premier League o to 4 miejsce.
varba
26 kwietnia 2009, 14:04
Przestańcie się łudzić w Premier League nie ma łatwych meczy, przeważnie te mecze potencjalnie do wygrania się przegrywa a punkty łapie z kimś innym
varba
26 kwietnia 2009, 14:40
Jeśli chodzi o karnego to nawet Sir Alex Ferguson powiedział że nie było karnego więc ten temat uważam za zamknięty
aapa
27 kwietnia 2009, 07:06
"Żeby plusy nie przysłoniły nam minusów". Karnego nie było, bramka na 4:2 nawet jeśli padła, to z 20 metrów Webb nie miał prawa jej zobaczyć, a liniowy tego nie potwierdził więc znów błąd sędziego. A, że to my dopuścilismy do tych sytuacji to inna sprawa. JJ beznadzieja, podobnie Keane.
Barometr
27 kwietnia 2009, 10:23
Za dużo szczęścia by było. Najpierw byłem na meczu Lechii, która po raz kolejny rozwaliła Arkę, potem wpadam do knajpy w Gdańsku i widzę 2:0. I gdyby nie ta łysa pała wszystko skończyło by się pięknie.
Raptus1
27 kwietnia 2009, 15:54
Jak dla mnie, to paru panów powinno pakować walizeczki,a przedewszystkim o.m.c.l ( o mało co legenda).
Sajmon
27 kwietnia 2009, 16:04
co do "o mało co legendy" to mam takie wrażenie, że z sezonu na sezon jest coraz słabszy, a teraz jak nie ma jeszcze Berbatova, to jest wręcz żałosny ... Szkoda ...
tuczi
27 kwietnia 2009, 18:48
Nie wierze sam w to co piszę, ale... macie rację Panowie... Żałosny. Beznadziejny, Tragiczny. Gdzie się zagubiłeś Bracie ??? ;-)
MARCUS
27 kwietnia 2009, 22:01
Panowie przypomnę się po raz kolejny. Nie będę jechał po Keano, bo wolę się spierać czy jest legendą czy nie , niż patrzeć na żałość. Napisałe już PAROKROTNIE: główne przymioty RK powodują, że z wiekiem będzie z nim coraz gorzej. Pewnie jeszcze będą okresy gdzie będzie lepiej, ale już raczej krótsze niż kiedyś. To nie jest typ który wraz z wiekiem może być "cofany' na boisku. No bo niby kim ma być? Rozgrywającym? Jedynie predyspozycje ma na DM albo na "rolplejera", ale ani w jednej ani w drugiej wersji go nie widzę. To czym radził sobie w ataku, staje się czytelniejsze i słabsze. Tak na to patrzę od dawna.
MARCUS
27 kwietnia 2009, 22:47
nie wiem czy z wiekiem, czy nie, ale faktem jest, że od 2-3 sezonow stracil ten swoj charakterek boiskowy, jest bardziej przewidywalny. Patrzę na Owena w Newcastle i mam wrażenie deja vi. Najgorsze że oboje są kapitanami a żaden się na to nie nadaje. Co do Keano to mam niejasne wrażenie, że tak naprawdę odkąd przestał skakać po strzeleniu bramek tak jakby ubyło połowe Keano. Nie chodzi tu o tą radość, tylko że jak sam powiedział "dojrzał". No to musze przyznac ze to dojrzewanie nie bardzo mi pasi. Boje się, że Harry nie bedzie widział tych mankamentow Keano i bedzie go ciągle wystawiał ( a bardzo Robbiego chwali ). I co i tak bedziemy się męczyć 4-5 sezonow? Na pocieszenie - mamy Defoe. On jest constans. Redknapp go uwielbia. I nie bedzie grał z Jemem i Robbiem. Zawsze Harry miał jakiegos wielkoluda w ataku. W tym upatruje nadzieje podziękowania Robbiemu - mimo wszystko z kazdym sezonem jest coraz gorszy, w 2005 osiągnął swoje apogeum i potem coraz nizej nizej nizej ... a spursi razem z nim...
varba
28 kwietnia 2009, 06:25
Nie zgadzam się z krytyką Keana,prawda słabo zagrał w tym meczu ale to nie oznacza żeby po nim jechać.Trochę obiektywizmu,jeżeli mnie pamięć nie myli to po jego golach i asystach(zwłaszcza do Lennonka)zdobyliśmy dużo punktów,to po jego przybyciu wspólnie z Palaciosem odbiliśmy się od dna.A już całkiem nie rozumiem nagłego chwalenia Defoe,jeszcze w tamtym sezonie większość typowała go do odstrzału,ciągle był krytykowany a teraz zagrał trzy mecze i pyknął dwa gole jest już chepi?Bent be,Keane be ,a taki wcale od nich lepszy Pavliuczenko jest chwalony ,a ile on nam tych goli w lidze strzelił?Z jakim naszym napastnikem lub innym graczem wspaniale współpracuje?Nie pamiętam żeby zagrał coś nieszablonowego,a asysty?Ile goli wypracował partnerom?To że biega, to do niego należy ale nie jest w niczym zdecydowanie lepszy od naszych pozostałych napastników.
varba
28 kwietnia 2009, 19:40
Niestety szybko zapomina się dobre rzeczy które zrobił dla nas Keano, nie ma u nas jak poszanowanie dla grającej legendy, bardziej liczy się kasa którą można na nim zarobić
varba
28 kwietnia 2009, 19:48
varba tu nie chodzi o szanowanie legendy czy nie legedny, dla mnie Keano w sezonach 03-07 był naszym najlepszym pilkarzem, jednak sentyment sentymentem, ale to jak gra od pewnego czasu to drugie. Keane to nie Giggs, ani Scholes, oni mogą grać za zasługi bo i tak grają najlepiej jak potrafią, a Robbie ma tendencje spadkową. Nie mozna trzymac w zespole piłkarza, który grac bedzie tylko zasługi mimo kiepskiej formy bo to się mija z celem, gdyby to był Bentley to owszem, ale Keano nie pozwoli posadzic siebie na ławkę, bo bedzie wojna. Chcialbym wierzyc ze Keano bedzie grał tak jak przed paroma laty, ale on nie ma nawet przebłysków, to jest inny słabszy Keane. Moim zdaniem z nim w składzie drużyna cierpi. Moze sie obudzi, nie wiem, jednak stwierdzam jak jest na tę chwilę
Kamilos
28 kwietnia 2009, 19:56
Jak będzie grał tak jak z AV czy Boro to chyba jednak się przyda
adipetre
29 kwietnia 2009, 17:55
Dokładnie.Pawliuczenko czy Bent nie byli wstanie rozruszać naszej ofensywy tak jak to zrobił Keane,może się mylę ,ale jak tylko wrócił do drużyny t,o aż chce się oglądać jak grają Lennon z Modrićiem.
varba
29 kwietnia 2009, 20:01
Rzeczywiście duet Pavlyuchenko-Bent świetnie sobie radził znacznie lepiej niż teraz, tylko goli nie było praktycznie żadnych i przegrywaliśmy mecze w końcówkach. Wiem że o to wam nie chodziło ale do tej pory nie było możliwości stworzyć innej pary bo Defoe był kontuzjowany, Pav ostatnio zresztą też. Może i Keane nie jest tak dobry jak w poprzednich sezonach, ale nie sądzę że mamy lepszych napastników w składzie, dlatego Keane wychodzi w pierwszej 11.

Zaloguj się

Nie pamiętam hasła Nie masz konta? Zarejestruj się

Zarejestruj się

Pełny formularz rejestracji