Gary Neville rzadko kiedy przesadza, ale tym razem nawet on nie ukrywa, że to będzie coś więcej niż finał Ligi Europy. W środowy wieczór w Bilbao zderzą się dwie drużyny, które balansują na linie – i każda z nich wie, że zwycięstwo to nie tylko puchar, ale też przepustka do zupełnie innej rzeczywistości. A porażka? Może bolać latami.
– Im bliżej finału, tym bardziej to wszystko narasta. Znaczenie tego meczu jest ogromne – mówił Neville w swoim autorskim podcaście na antenie Sky Sports. – Do Bilbao jedzie 35–40 tysięcy angielskich kibiców. To będzie wyjątkowa atmosfera, wyjątkowa noc.
Ale to nie tylko klimat. To przede wszystkim kasa, projekt i przyszłość – cała strategia budowana na kolejne sezony. Neville podkreśla, że zwycięstwo w finale może zapewnić obu klubom realny zastrzyk finansowy, który z kolei otworzy drzwi do solidnych inwestycji kadrowych.
– Jeżeli nie wpadnie kasa z Ligi Mistrzów, to i inwestycji będzie mniej. A bez inwestycji znów możesz się nie załapać do Champions League. I tak przekładasz problem na kolejny sezon. I kolejny… – analizował były obrońca Manchesteru United.
Dla Postecoglou to szansa, by już w drugim sezonie spełnić swoje zapowiedzi i zdobyć pierwsze trofeum z Tottenhamem. Ale z drugiej strony jest Ruben Amorim – debiutujący w angielskiej piłce, który walczy o to, by mimo fatalnej kampanii ligowej zakończyć sezon z medalem i… kartą przetargową na letnie okienko.
– Amorim z trofeum, z pieniędzmi na transfery i z latem, które może zapoczątkować nową erę w United? To byłoby gigantyczne. Zupełnie inny punkt wyjścia – mówi Neville.
A co na to kibic Neville? – Nie czekam na ten finał z radością. Jestem fanem United, więc wiem, jak bardzo ten mecz nas może zaboleć… albo uratować.
Środa. Bilbao. Jeden mecz, który nie kończy sezonu, ale może go zdefiniować. I to na dłużej, niż tylko do sierpnia.
Komentarze: 0
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się.
Nie ma jeszcze komentarzy. Napisz pierwszy.