Tottenham wydał latem blisko 400 mln funtów i po pięciu kolejkach Premier League zajmuje 20. miejsce z dwoma punktami i bilansem bramek -6. Ostatni mecz, przegrany 2:3 z Aston Villą, przyniósł pierwsze ligowe trafienia w sezonie. Krytyka letnich transferów sypie się ze wszystkich stron, ale dane o kreowaniu sytuacji sugerują, że akurat ten element został naprawiony.
Cała czołówka kreatorów to nowi
W klubowym zestawieniu stworzonych okazji pierwszych sześć miejsc zajmują zawodnicy sprowadzeni latem. Prowadzi Sávio z dziewięcioma sytuacjami (3,4 na 90 minut), dalej Andrew Robertson (8), Mateus Fernandes i Jan Paul van Hecke (po 5) oraz Omar Marmoush i Sandro Tonali (po 4). Mohammed Kudus z trzema okazjami jest najwyżej sklasyfikowanym piłkarzem, który był w kadrze już wcześniej.
Podobnie wygląda to przy klarownych okazjach. Tottenham wypracował ich 11, a odpowiada za nie sześciu zawodników — pięciu z nich przyszło latem. Najwięcej, trzy, ma na koncie Robertson; po dwie Kudus, Fernandes i Sávio, po jednej Van Hecke i Tonali.
Bilans okna i realny koszt
Na wzmocnienia poszło 394 mln funtów, z czego najdroższy był Tonali (100 mln). Po 85 mln kosztowali Fernandes i Sávio, 60 mln Marmoush, 52 mln Van Hecke, 12 mln Tosin Adarabioyo. Robertson, Marcos Senesi i Martin Dúbravka przyszli za darmo, Mykhajło Mudryk na wypożyczenie.
Po drugiej stronie klub zainkasował 254,8 mln funtów — najwięcej za Cristiana Romero (34,1 mln), Djeda Spence'a (30 mln), Pape Matara Sarra (25,6 mln), Kevina Danso (25 mln) i Radu Drăgușina (21 mln). Realny koszt przebudowy to zatem 139,2 mln funtów netto, a nie kwota, którą najczęściej się powtarza.
Stałe fragmenty: regres nie do obrony
Jest jednak obszar, w którym Tottenham cofnął się drastycznie. W poprzednim sezonie tylko Arsenal zdobywał więcej goli po stałych fragmentach i tracił ich mniej — teraz z tego elementu nie ma nic. Spurs wykonali 38 rzutów rożnych, najwięcej w lidze, i żaden nie zakończył się bramką.
Wykonawców nie brakuje: Sávio, James Maddison, Pedro Porro, Tonali, Robertson i Mathys Tel. Większość dośrodkowań bierze na siebie Tel, ale nie zbliża się do poziomu z zeszłego sezonu. Zastanawiające, że przy piłkach z dystansu tak rzadko widać Tonalego, który w Newcastle był sprawdzonym egzekutorem stałych fragmentów — to najprostsza zmiana, jaką De Zerbi może wprowadzić od zaraz.
Piłka w wykonaniu Tottenhamu wygląda lepiej niż rok temu, a w ostatnich meczach Spurs stwarzali więcej sytuacji niż Liverpool i Aston Villa. Tyle że dopóki brakuje wykończenia i nie wróci zagrożenie ze stałych fragmentów, punktów z tego nie będzie.