Pierwsza kolejka sezonu 2026/2027 zakończyła się dla Tottenhamu w najgorszy możliwy sposób. Na wyjeździe z Brentford Spurs przegrali 0:3 i to nie był wynik, który da się schować za jednym błędem czy pechową serią sytuacji. To była porażka, po której nie ma czego bronić.
Roberto De Zerbi rozpoczyna więc pracę w Premier League z zerem w kolumnie punktów i bilansem bramkowym -3. Osiemnaste miejsce po jednej kolejce jest oczywiście statystyką bez większej wartości, ale sposób, w jaki drużyna to miejsce sobie wypracowała, wartość ma już całkiem konkretną.
Kupione nazwiska, stary problem
Teza, która wraca po każdej takiej porażce, brzmi zawsze podobnie: Tottenham wydaje pieniądze, żeby rozwiązać problem, którego pieniędzmi rozwiązać się nie da. Można poprawić jakość kadry, można podnieść poziom indywidualny w kilku pozycjach, ale nie da się przelewem zbudować odporności na moment, w którym mecz zaczyna się sypać.
W Brentford dokładnie ten moment nastąpił i drużyna nie znalazła na niego odpowiedzi. Kiedy gospodarze narzucili swój rytm, Spurs nie mieli planu B, nie mieli lidera, który zatrzymałby lawinę, i nie mieli w sobie złości, która w takich spotkaniach bywa jedynym ratunkiem. To nie jest nowa diagnoza. To ta sama diagnoza, którą stawiano poprzednim trenerom.
De Zerbi dostaje lekcję z pierwszej ręki
Włoch przychodził z reputacją trenera o wyrazistym pomyśle na futbol i z założeniem, że jego zespół będzie kontrolował grę piłką. Debiut pokazał, że w Premier League kontrola bez charakteru kończy się szybko. Brentford nie musiało wymyślać niczego nadzwyczajnego — wystarczyło, że było twardsze i konsekwentniejsze.
To pierwszy mecz sezonu i naiwnością byłoby ogłaszanie na jego podstawie wyroków. Ale też trudno udawać, że 0:3 na start jest wypadkiem przy pracy w klubie, który od lat rozbija się o te same ściany. De Zerbi dostał na wstępie najbardziej bolesną lekcję z możliwych: dowiedział się, jak wygląda Tottenham w gorszym dniu.
Newcastle na Tottenham Hotspur Stadium
Reakcja musi przyjść szybko, bo 29 sierpnia na Tottenham Hotspur Stadium przyjeżdża Newcastle United. Rywal, przy którym nie da się schować za taktyczną tablicą i który bardzo chętnie skorzysta z każdej oznaki niepewności w defensywie Spurs.
Dla De Zerbiego to będzie pierwszy prawdziwy test przywództwa — nie tego, jak układa grę od tyłu, tylko tego, czy potrafi w tydzień poskładać drużynę po publicznym upokorzeniu. Kibice Tottenhamu widzieli już wiele takich tygodni. Tym razem chcieliby zobaczyć inny finał.
Komentarze: 0
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się.
Nie ma jeszcze komentarzy. Napisz pierwszy.