Heung-min Son w rozmowie z The Late Run Show wspominał półfinał Ligi Mistrzów z 2019 roku, w którym Tottenham odrobił trzybramkową stratę w Amsterdamie i awansował do finału. Koreańczyk powiedział wprost, że były to najlepsze odczucia w jego karierze — lepsze niż zdobycie Ligi Europy.

Son przyznał, że w przerwie nikt w szatni nie mówił o odrabianiu trzech goli. Plan był prostszy: nie odpuszczać i strzelić pierwszą bramkę. Potem trafił Lucas Moura, a Son po prostu chciał jak najszybciej wyciągnąć piłkę z siatki.

„Prawdopodobnie najlepsze uczucie, jakiego kiedykolwiek doświadczyłem" — mówił o trafieniu Moury w ostatniej minucie. Dodał, że adrenalina sięgnęła wtedy poziomu, którego nie potrafił ogarnąć, i że nie mógł uwierzyć w to, co widzi.

Moura: nie wiedziałem, jak się cieszyć

Brazylijczyk opisał tamten mecz ze swojej perspektywy. Po przerwie Tottenham podniósł pressing, Ajax stracił rytm, a Moura trafił po około dziesięciu minutach drugiej połowy i pięć minut później. Wtedy — jak mówił — poczuł, że to będzie ich wieczór.

Przy trzecim golu założenie było jedno: trzymać się blisko bramki i uderzać przy pierwszej okazji. Podanie posłał Dele Alli, Moura strzelił lewą nogą i po chwili leżał pod kolegami, również tymi z ławki. Nazwał to najbardziej magicznym momentem w karierze.

Alli: najlepszy mecz, w jakim grałem

Anglik, asystent przy decydującym trafieniu, uznał spotkanie z Ajaksem za najlepsze, w jakim brał udział. Wspominał wyjście z szatni przy stanie 0:3 i cały stadion śpiewający „Don't worry about a thing" — wtedy pomyślał, że za chwilę gospodarze tego pożałują.

Son też ma w tej drodze swój udział

Koreańczyk nie był w tamtej kampanii wyłącznie świadkiem. To on 9 kwietnia 2019 roku strzelił jedynego gola w ćwierćfinałowym meczu z Manchesterem City na Tottenham Hotspur Stadium — pierwszego europejskiego trafienia Spurs na nowym obiekcie.

Osiem dni później, 17 kwietnia, w szalonym rewanżu na Etihad Stadium zakończonym wynikiem 4:3, Son zdobył dwie bramki w ciągu pierwszych dziesięciu minut. To one odwróciły losy dwumeczu i dały Tottenhamowi przewagę bramek wyjazdowych, a w konsekwencji awans do półfinału.