Sandro Tonali zabrał głos w sprawie fatalnego startu Tottenhamu w Premier League. Po pięciu kolejkach Spurs mają 2 punkty, bilans bramek minus 6 i zajmują ostatnie, 20. miejsce w tabeli. Ostatni mecz, u siebie z Aston Villą, przegrali 2:3.

„Nie jesteśmy w dołku"

Włoch rozdziela wyniki od tego, co widzi na boisku i treningach. W rozmowie z CalcioMercato stwierdził, że sytuacja klubu jest negatywna, jeśli patrzeć na punkty, ale pozytywna, jeśli patrzeć na futbol.

„Bawimy się grą i kreujemy sytuacje. Jeśli w piłce nie strzelasz, przegrywasz. Nie jesteśmy w dołku, mamy się dobrze i jesteśmy pozytywnie nastawieni — wiemy, że ta drużyna jest bardzo mocna" — powiedział pomocnik. Dodał, że futbol to dziwny świat, w którym w dziesięć dni wszystko potrafi się odwrócić z negatywu w pozytyw.

Kontekst tych słów jest jednoznaczny: przez ostatnie tygodnie De Zerbi i jego zespół zbierali ostrą krytykę, a część komentatorów zaczęła już zastanawiać się nad przyszłością Włocha na ławce — tym bardziej że latem dostał w klubie spore wsparcie transferowe. Superkomputer Opty stawia dziś Tottenham jako trzeciego największego kandydata do spadku, za Coventry City i Fulham.

Spór o formę fizyczną

Ciekawszy jest jednak fragment, w którym Tonali delikatnie rozmija się z własnym trenerem. De Zerbi już kilka razy publicznie mówił, że pomocnik nie jest jeszcze w optymalnej dyspozycji fizycznej, mimo że pracował z zespołem od początku okresu przygotowawczego.

26-latek widzi to inaczej. Zapewnił, że dolegliwość sprzed dwóch tygodni jest już za nim, a on sam czuje się w stu procentach gotowy i chce wykonywać swoją robotę. Zadeklarował przy tym pełną elastyczność co do pozycji — czy zagra jako defensywny pomocnik, czy wyżej, ma według niego zależeć od rywala i od meczu, a liczy się tylko to, żeby zagrać dobre spotkanie.

Liczby po pięciu kolejkach

Statystyki Tonalego w tym sezonie nie są złe — to raczej reszta układanki nie działa. Po pięciu występach w Premier League ma średnią ocen 7,01, cztery kluczowe podania, 89 procent celnych podań, 11 odbiorów i 20 wygranych pojedynków. Nie zdobył jeszcze bramki ani nie zaliczył asysty.

Dla rekordowego transferu w historii klubu to pierwszy tak trudny moment w Londynie. Jeśli deklaracje o pełnej gotowości fizycznej mają pokrycie, De Zerbi dostaje w środku pola zawodnika, którego przez pierwsze tygodnie sezonu — według własnych słów — jeszcze nie miał.