Po fatalnej grze w pierwszej połowie nasze Koguty odrodziły się po przerwie i ostatecznie w pierwszym półfinałowym spotkaniu Carling Cup pokonali Burnley 4:1.
Pierwsi bramkę strzelili zawodnicy występujący w Championship. W dziecinny sposób Eaglesowi na skrzydle dała się ograć dwójka naszych piłkarzy: Bale i Bentley, a wystawioną jak na tacy piłkę do bramki wbił Paterson.
Pierwsza połowa była pokazem bezradności Tottenhamu - raz za razem z dystansu próbował Bentley, jednak z coraz dalsza i coraz niecelniej.
W drugiej połowie beznadziejnego tego wieczoru Bentleya zmienił Jamie O'Hara, który stał się cichym bohaterem spotkania. Najpierw minutę po wejściu idealnie dośrodkował na głowę Dawsona, by 6 minut później samemu wpisać się na listę strzelców.
To nie był koniec popisów Spurs. Oskarżany o egoistyczną grę w ostatnich spotkaniach Roman Pavlyuchenko ograł dwóch obrońców Burnley w stylu przypominającym pewnego Bułgara występującego jeszcze kilka miesięcy z kogutem na piersi i posłał futbolówkę obok bezradnego bramkarza Burnley.
Wynik samobójczym strzałem głową ustalił Duff po wrzutce z rzutu rożnego .. O'Hary.
Składy:
Tottenham: Gomes, Corluka, Woodgate, Dawson, Bale, Lennon, Zokora, Modric, Bentley (O'Hara 46), Campbell, Pavlyuchenko.
Burnley: Jensen, Alexander, Carlisle, Duff, Jordan, Elliott, McCann, Gudjonsson (McDonald 28), Eagles, Blake (Rodriguez 75), Paterson (Akinbiyi 86).
Sędzia:M.Atkinson
Komentarze: 25
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się.
4-1 !
Do przerwy w plecy,a później "20 minut,które wstrząsnęły Burnley" ,na co tu narzekać?!
COYS !
A moze jak zespol prowadzi z takimi kelnerami 4-1 to ma kompletnie w dupie dostosowywanie sie do taktyk, zagran, schematow etc. i czeka tylko na ostatni gwizdek??!! Pomyslales o tym??
Jak mowi nasz ex-kapitan G. Mabbutt - im wiecej meczow tym lepiej, bo jest szansa cos wygrac, przy malej liczbie meczow jest to niemozliwe. Cieszmy sie rozpoczetym 2009 bo jest ok, wazne zeby po 11 stycznia (po Wigan) było rownie radosnie ....
Te początki gramy tak jakby na miękkich nogach, bojąc się narzucić tempo na początku meczu. Druga połowa to klasyczne zamęczenie przeciwnika kondycyjnie
Moim zdaniem ani jedno ani drugie. Gdyby to był jeden mecz to zgoda. Wtedy nieważne by było 4-1 czy 4-3 i tak wygrana - ale w obliczu drugiego meczu HR nie chciał ryzykować. 4-1 to dobry wynik ale takie 4-2 juz by mogło wiele namieszać. Może i to są kelnerzy (choć pewnie przykro by im było to słyszeć po pokonaniu 3 druzyn z Londynu) ale po cholerę wyzykować. Awans do finału jest blisko i trzeba to załatwić. Ćwiczenie czegoś przez 20 minut niewiele by dało.