Według TeamTalk Tottenham szukał latem transferu, który odmieniłby ofensywę, i najdalej posunął się w rozmowach o Raphinhę. Brazylijczykowi zostawały wtedy dwa lata kontraktu z Barceloną, więc sytuacja wydawała się otwarta. Skończyło się na niczym: zawodnik przedłużył umowę o cztery lata i temat zamknął się definitywnie.

Spurs nie byli jedynym klubem z Premier League zainteresowanym skrzydłowym, ale mieli być najbardziej zdeterminowani. Raphinha dał jednak jasno do zrozumienia — zarówno angielskim, jak i saudyjskim klubom — że nie zamierza opuszczać Barcelony.

14 goli w 8 meczach

W tym sezonie Raphinha zdobył 14 bramek we wszystkich rozgrywkach w ośmiu występach, dołożył sześć asyst. To dwa razy więcej goli, niż ma na koncie cały Tottenham.

Transfer nie byłby tani. Mowa była o kwocie przekraczającej 150 mln funtów, czyli mniej więcej tyle, ile Spurs wydali łącznie na Sávio i Marmousha. Do tego dochodziła kwestia, czy Brazylijczyk w ogóle wybrałby klub bez Ligi Mistrzów.

Alternatywy nie wypaliły

Zamiast jednego wielkiego transferu Tottenham postawił na trzech ofensywnych zawodników. Sávio przyszedł z Manchesteru City za 85 mln funtów, Marmoush na wypożyczenie z obowiązkiem wykupu za 60 mln funtów latem, a Mudryk również na wypożyczenie, z opcją wykupu na poziomie 75 mln funtów. Łącznie daje to około 145 mln funtów.

Żaden z tej trójki nie trafił dotąd do siatki w Premier League. Oba ligowe gole Tottenhamu w tym sezonie zdobyli Conor Gallagher i Jan Paul van Hecke — pomocnik i obrońca.

Bilans jest brutalny: po pięciu kolejkach Spurs mają 2 punkty, bilans bramkowy minus 6 i zajmują ostatnie, dwudzieste miejsce w tabeli. Forma Raphinhi w Barcelonie tylko podkreśla, czego w tej ofensywie brakuje.