Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Forum dyskusyjne

|<  <<  <  5  6  7  8  9    >
Forum dyskusyjne » Hyde Park » A książki to co? Gorsze?
17 stycznia 2012, 11:22 [cytuj]
Dobrze, że odświeżyłeś temat, bo przegapiłem ten długi post Marcina o fantastyce. To może tak - po pierwsze, to skończyłem wczoraj "Taniec ze smokami tom 1", wcześniej przeczytałem całą resztę sagi Martina. W sumie czyta się bardzo dobrze, a byłaby to lektura genialna, gdyby z czasem nie stawała się coraz mniej political fiction, a coraz bardziej czarodziejo-smoko-chodzącotrupio fiction. A po drugie - nie to, żebym się przypier***ał, ale dawanie na obronę fantastyki wypowiedzi autorów tworzących ten gatunek jest mniej więcej tak samo sensowne, jak podpieranie wypowiedzi JarKacza wypowiedziami Adama Hofmana;) Ale mówię, są perełki, jak Sapkowski czy właśnie ten Martin, choć moim zdaniem byłyby jeszcze lepsze, gdyby właśnie nie elementy fantasy. Nigdy nie jarałem się grami RPG, nie nosiłem długich kudłów i nie jeździłem na "konwenty" (tak to się chyba nazywa?), więc nigdy nie przekonasz mnie, że fantastyka jest zbędnym dodatkiem u niektórych naprawdę wartościowych autorów. Tolkienów nie wspominam, bo to bajki dla dzieci. Ale jak chciałem kuzynce fance fantasy kupić książkę pod choinkę, to wymiękłem z tego, co mi koleś w księgarni polecił. Nie pamiętam autora ani tytułu, ale wg opisu jest o tym, że przez jakąś tam krainę o debilnej fantasy nazwie, wyniszczoną wojną, maszerują przypadkowo spotkani krasnal-renegat, elf, który jako jedyny przeżył ze swojego oddziału, prawy rycerz i jakiś nawrócony, który kiedyś był zły. No i mają jakieś tam przygody, które mimo dzielących ich różnic (a jakże) zbliżą ich do siebie (a jeszcze bardziej jakże). Brzmi tak banalnie, infantylnie i debilnie, że mała bania, a podobno w 2011 zgarnęło górę nagród, oczywiście tylko w obrębie gatunku.
halabala powiedział/a:
Jestem fanem Etgara Kereta, wiec liczylem na ciekawa krotka forme, ale o ile zawiazanie kazdego opowiadania jest interesujace, o tyle zakonczenia nic nie wnosza, brakuje sensownych point, z tych trzech czy czterech opowiadan spodobalo mi sie jedno, pozostale po skonczeniu wyzwalaly jedynie pytanie "co to k. ma byc?".

Nie jestem jin_tae:D, a Murakamiego nie czytałem, przyjaciel mi odradzał. Jeśli jednak lubisz Kereta, to polecam Schmitta. Pisze i powieści, i opowiadania. Z tych drugich zdecydowanie polecam "Marzycielkę z Ostendy", powinno Ci się spodobać.
Tak w ogóle to kończę właśnie "Zanim dopadnie nas czas" Jennifer Egan (książka nagrodzona Pulitzerem 2011). Nie wiem jak się kończy, ale już jestem blisko i, póki co, moim zdaniem jest doskonała.
Nie jestem jin_tae:D, a Murakamiego nie czytałem, przyjaciel mi odradzał. Jeśli jednak lubisz Kereta, to polecam Schmitta. Pisze i powieści, i opowiadania. Z tych drugich zdecydowanie polecam "Marzycielkę z Ostendy", powinno Ci się spodobać. Tak w ogóle to kończę właśnie "Zanim dopadnie nas czas" Jennifer Egan (książka nagrodzona Pulitzerem 2011). Nie wiem jak się kończy, ale już jestem blisko i, póki co, moim zdaniem jest doskonała
In a world full of Uniteds, Citys and Rovers, there is only One Hotspur!!!
17 stycznia 2012, 11:52 [cytuj]
Schmitta czytalem "Male zbrodnie malzenskie" (zona mi kupila, hehe :) ) i przyznam, ze podobalo mi sie. Tymczasem jednak z braku czasu przedkladam literature zdecydowanie przyjemna, niz nadmiernie ambitna ;) Jestem po swietnym "Helikopterze w ogniu" a teraz w oczekiwaniu na jednego z ostatnich nieprzeczytanych Forsythow (The Icon) i kolejnego Clavella (Operacja Whirlwind), wzialem sie za kupione w biedronce za 10 zeta rozmowy Sekielskiego i Morozowskiego z roznymi ludzmi "Piekna Dwudziestoletnia" ;)
Schmitta czytalem "Male zbrodnie malzenskie" (zona mi kupila, hehe :) ) i przyznam, ze podobalo mi sie. Tymczasem jednak z braku czasu przedkladam literature zdecydowanie przyjemna, niz nadmiernie ambitna ;) Jestem po swietnym "Helikopterze w ogniu" a teraz w oczekiwaniu na jednego z ostatnich nieprzeczytanych Forsythow (The Icon) i kolejnego Clavella (Operacja Whirlwind), wzialem sie za kupione w biedronce za 10 zeta rozmowy Sekielskiego i Morozowskiego z roznymi ludzmi "Piekna Dwudziestoletnia" ;)
17 stycznia 2012, 12:34 [cytuj]
W innym temacie wspomniałem o Witkowskim. ginola, przyznam, ze jestem ciekaw twojej opinii na temat "Drwala", bo akcja dzieje się na "terytorium Pogoni", a jak opisują bliskie nam okolice to zawsze są jakieś "ale".
Wcześniej słuchałem audiobooka z Lubiewem i przyznam, że było to doznanie szczególne, bo czytał sam Witkowski. Daje to dobry efekt, bo on mówi z tą gejowską manierą. Teraz wszystko co Witkowski pisze (dość często są jego felietony w Polityce) słyszę w tym dziwnym sposobie mówienia. Generalnie uważam, że to dobry pisarz. Może nawet jak na polskie warunki bardzo dobry.
Co sądzicie o trylogii Millenium Larssona?
W innym temacie wspomniałem o Witkowskim. ginola, przyznam, ze jestem ciekaw twojej opinii na temat "Drwala", bo akcja dzieje się na "terytorium Pogoni", a jak opisują bliskie nam okolice to zawsze są jakieś "ale". Wcześniej słuchałem audiobooka z Lubiewem i przyznam, że było to doznanie szczególne, bo czytał sam Witkowski. Daje to dobry efekt, bo on mówi z tą gejowską manierą. Teraz wszystko co Witkowski pisze (dość często są jego felietony w Polityce) słyszę w tym dziwnym sposobie mówienia. Generalnie uważam, że to dobry pisarz. Może nawet jak na polskie warunki bardzo dobry. Co sądzicie o trylogii Millenium Larssona?
Well, stone me! We've had cocaine, bribery and Arsenal scoring two goals at home. But just when you thought there were truly no surprises left in football, Vinnie Jones turns out to be an international player!
17 stycznia 2012, 13:22 [cytuj]
Wybacz aapa dyletanctwo, ale kto to jest Witkowski? Jakis "mlody zdolny"?

Co do Millennium, to czytalem pierwszy tom, po jakichs 200 stronach, gdy nie dzialo sie zupelnie nic (tylko "opisy przyrody"), chcialem rzucic ja w cholere, ale przemoglem sie, doczytalem do konca i musze powiedziec, ze mi sie podobala. Ale nie na tyle, zeby rzucic sie na pozostale czesci i poki co poprzestalem tylko na jedynce. Moze kiedys wezme sie za reszte?
Wybacz aapa dyletanctwo, ale kto to jest Witkowski? Jakis "mlody zdolny"? Co do Millennium, to czytalem pierwszy tom, po jakichs 200 stronach, gdy nie dzialo sie zupelnie nic (tylko "opisy przyrody"), chcialem rzucic ja w cholere, ale przemoglem sie, doczytalem do konca i musze powiedziec, ze mi sie podobala. Ale nie na tyle, zeby rzucic sie na pozostale czesci i poki co poprzestalem tylko na jedynce. Moze kiedys wezme sie za reszte?
17 stycznia 2012, 13:35 [cytuj]
Jak na pisarza to pewnie młody (1975) choć są i młodsi. Zdolny pewnie też. Tylko do tych jego książek to trzeba mieć zdrowie. Drwal to jeszcze ma takie zacięcie kryminalne więc jest łatwiej, ale Lubiewo to albo trzeba na luzaku podejść, że jest jakieś inne życie poza heteroseksualnym, albo w ogóle nie do przejścia, bo kogo może interesować - jak to nazwał Dunin-Wąsowicz- przechodzenie ze świata pedalskiego na gejowski? Temat niezbyt ciekawy ogólnie, ale Witkowski jest bardzo sprawny. Dobrze mu to idzie.
Jak na pisarza to pewnie młody (1975) choć są i młodsi. Zdolny pewnie też. Tylko do tych jego książek to trzeba mieć zdrowie. Drwal to jeszcze ma takie zacięcie kryminalne więc jest łatwiej, ale Lubiewo to albo trzeba na luzaku podejść, że jest jakieś inne życie poza heteroseksualnym, albo w ogóle nie do przejścia, bo kogo może interesować - jak to nazwał Dunin-Wąsowicz- przechodzenie ze świata pedalskiego na gejowski? Temat niezbyt ciekawy ogólnie, ale Witkowski jest bardzo sprawny. Dobrze mu to idzie
Well, stone me! We've had cocaine, bribery and Arsenal scoring two goals at home. But just when you thought there were truly no surprises left in football, Vinnie Jones turns out to be an international player!
17 stycznia 2012, 13:35 [cytuj]
Również czytałem pierwszy tom Millenium i bynajmniej nie nudziła mnie po 200 stronach ;) wciągnąłem się od początku, akcja rozkręca się może pomału ale mimo wszystko jest bardzo ciekawa. Polecam, jak będę miał okazje to na pewno przeczytam kolejne części.
Również czytałem pierwszy tom Millenium i bynajmniej nie nudziła mnie po 200 stronach ;) wciągnąłem się od początku, akcja rozkręca się może pomału ale mimo wszystko jest bardzo ciekawa. Polecam, jak będę miał okazje to na pewno przeczytam kolejne części
17 stycznia 2012, 14:04 [cytuj]
aapa powiedział/a:
Co sądzicie o trylogii Millenium Larssona?


Niedawno skończyłem "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" i chyba na pierwszej części poprzestanę. Skusiła mnie cała otoczka, jaką wokół całej trylogii wytworzono. Nie oszczędzono nawet biednej okładki, gdzie napis " Ponad 60 mln sprzedanych egzemplarzy!" ma taki sam rozmiar, co tytuł. Do teraz zastanawiam się, jakim cudem udało się to sprzedać w takim nakładzie.

Od razu dodam, że kryminałami zajmuję się dosyć krótko i zacząłem od kieszonkowych wydań Harlana Cobena. Być może nie dostrzegam w tej książce czegoś, co potrafi osłupić fanów gatunku. Jeżeli ktoś dotrwa do około 400. strony i przebrnie przez wodospady delikatnie szturchających fabułę wydarzeń, to wreszcie zauważy wciągający kryminał z bardzo szybką akcją, zwrotami, zapewniający dreszczyk. Treść także nie powala ani formą, ani akcją. Jak wyżej, wszystko dłuży się niemiłosiernie i jedynie cierpliwi będą mogli być usatysfakcjonowani, gdy wreszcie wątki się rozpędzą.
Larsson językiem wybitnie nie włada. Wszystko to jakieś takie nijakie, bez polotu. Skromne opisy, oklepane dialogi z drażniącymi angielskimi wstawkami. Odniosłem wrażenie, że bardziej nadałby się na redaktora tytułowego Millenium.
Co do treści: odczucia ambiwalentne. Z jednej strony zagadka zamkniętego pokoju, dużo charakterów do przerobienia, świetnie wykreowana Lisbeth Salander, wątek Wennerströma, który wg mnie przebił nawet główny, szwedzki liberalizm, a po drugiej stronie lanie wody. Spodziewałem się, że stopniowa analiza poszczególnych członków naprawdę wciągnie, ale na dobrą sprawę jedynie Harald- socjopata potrafił zaciekawić. Większość rodziny to kukły, którym koniecznie trzeba było dokleić jakąś historyjkę, bo tego wymaga fabuła. Nie było zwrotu akcji, który wcisnąłby w fotel.

Nie potrafię tej książki jednoznacznie ocenić. Na pewno się rozczarowałem, bo po całej medialnej otoczce spodziewałem się dzieła, które zmiażdży konkurencję. Złą też jej nie nazwę, ot, zwykłe czytadło na wieczór.
Niedawno skończyłem "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" i chyba na pierwszej części poprzestanę. Skusiła mnie cała otoczka, jaką wokół całej trylogii wytworzono. Nie oszczędzono nawet biednej okładki, gdzie napis " Ponad 60 mln sprzedanych egzemplarzy!" ma taki sam rozmiar, co tytuł. Do teraz zastanawiam się, jakim cudem udało się to sprzedać w takim nakładzie. Od razu dodam, że kryminałami zajmuję się dosyć krótko i zacząłem od kieszonkowych wydań Harlana Cobena. Być może nie dostrzegam w tej książce czegoś, co potrafi osłupić fanów gatunku. Jeżeli ktoś dotrwa do około 400. strony i przebrnie przez wodospady delikatnie szturchających fabułę wydarzeń, to wreszcie zauważy wciągający kryminał z bardzo szybką akcją, zwrotami, zapewniający dreszczyk. Treść także nie powala ani formą, ani akcją. Jak wyżej, wszystko dłuży się niemiłosiernie i jedynie cierpliwi będą mogli być usatysfakcjonowani, gdy wreszcie wątki się rozpędzą. Larsson językiem wybitnie nie włada. Wszystko to jakieś takie nijakie, bez polotu. Skromne opisy, oklepane dialogi z drażniącymi angielskimi wstawkami. Odniosłem wrażenie, że bardziej nadałby się na redaktora tytułowego Millenium. Co do treści: odczucia ambiwalentne. Z jednej strony zagadka zamkniętego pokoju, dużo charakterów do przerobienia, świetnie wykreowana Lisbeth Salander, wątek Wennerströma, który wg mnie przebił nawet główny, szwedzki liberalizm, a po drugiej stronie lanie wody. Spodziewałem się, że stopniowa analiza poszczególnych członków naprawdę wciągnie, ale na dobrą sprawę jedynie Harald- socjopata potrafił zaciekawić. Większość rodziny to kukły, którym koniecznie trzeba było dokleić jakąś historyjkę, bo tego wymaga fabuła. Nie było zwrotu akcji, który wcisnąłby w fotel. Nie potrafię tej książki jednoznacznie ocenić. Na pewno się rozczarowałem, bo po całej medialnej otoczce spodziewałem się dzieła, które zmiażdży konkurencję. Złą też jej nie nazwę, ot, zwykłe czytadło na wieczór
White Hart Lane was always a place where I felt I belonged
17 stycznia 2012, 14:05 [cytuj]
Ginola chodziło ci o Eragona, książke bardzo fajną i wartą czytania osobiście przeczytałem 3 części (Eragon, Najstarszy, Brising) a teraz czekam tylko jak kumpel przeczyta Dziedzictwo - tom 1 i sam biorę się za lekture
Ginola chodziło ci o Eragona, książke bardzo fajną i wartą czytania osobiście przeczytałem 3 części (Eragon, Najstarszy, Brising) a teraz czekam tylko jak kumpel przeczyta Dziedzictwo - tom 1 i sam biorę się za lekture
"Veni, vidi, vici" Jestem jaki jestem i dobrze mi z tym
17 stycznia 2012, 15:07 [cytuj]
aapa powiedział/a:
W innym temacie wspomniałem o Witkowskim. ginola, przyznam, ze jestem ciekaw twojej opinii na temat "Drwala", bo akcja dzieje się na "terytorium Pogoni", a jak opisują bliskie nam okolice to zawsze są jakieś "ale".
Wcześniej słuchałem audiobooka z Lubiewem i przyznam, że było to doznanie szczególne, bo czytał sam Witkowski.

To tak, po pierwsze to muszę Cię rozczarować, bo Witkowskiego, oprócz kilku felietonów właśnie z "Polityki", nic nie czytałem. Po drugie, to osobiście audiobooków nie uważam.
aapa powiedział/a:
Co sądzicie o trylogii Millenium Larssona?

O trylogii nic, bo ruszyłem tylko "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet", ale po 100 (albo i nie) stronach wymiękłem. Moja mama jest fanką skandynawskich kryminałów, więc kupiła trylogię na DVD. Obejrzałem pierwszą część i naprawdę uznałem, że cztery godziny na pozostałe dwie to będzie strata czasu. Ja w ogóle jakoś nie jestem fanem nowoczesnego krymianłu - te Mankelle, Cobeny i inne Krajewskie jak dla mnie mogłyby czyścić buty Agacie Christie czy Conan Doyle'owi. Z takich lajtowych rzeczy to zresztą zawsze wolałem nurt sensacyjno-szpiegowski, jak MacLean, Clancy, Forsyth (halabala - Ikona jest zajebista, choć jednak nie aż ta klasa co Akta Odessy czy Dzień Szakala) czy nawet taki Forbes. Oczywiście nie mylić z gniotami w stylu Dana Browna, którego "literatura" obraża każdego, kto ukończył podstawówkę z przynajmniej dostatecznym z historii. Nie mówiąc już o tragicznym języku tego jego gniota (Kod Da Vinciego?), którego zakończyłem po góra 70 stronach.
bambi powiedział/a:
Ginola chodziło ci o Eragona, książke bardzo fajną i wartą czytania osobiście przeczytałem 3 części (Eragon, Najstarszy, Brising) a teraz czekam tylko jak kumpel przeczyta Dziedzictwo - tom 1 i sam biorę się za lekture

Bo ja wiem czy to był Eragon? Chyba nie, bo widziałem film i choć był równie durny jak wskazany przeze mnie opis, to jednak chyba o czymś innym. Może jakaś inna część? A film to jak dla mnie to totalna żenada, a taka obsada (Malkovich, Irons, chyba jeszcze Joss Stone się przewinęłą?). Wybacz, naprawdę nie chcę Cię urazić, ale coś, co się podoba szesnastolatkowi (a film to w ogóle ma z 4-5 lat), może nie podejść osobie dychę starszej. Ale dobra, dzisiaj będę w Empiku to poszukam, choć znaleźć będzie ciężko, bo na półkach z fantastyką zawsze aż się mieni od oczojebnych kolorów:D
To tak, po pierwsze to muszę Cię rozczarować, bo Witkowskiego, oprócz kilku felietonów właśnie z "Polityki", nic nie czytałem. Po drugie, to osobiście audiobooków nie uważam. [quote=aapa]Co sądzicie o trylogii Millenium Larssona?
In a world full of Uniteds, Citys and Rovers, there is only One Hotspur!!!
17 stycznia 2012, 16:06 [cytuj]
Film a książka to duża różnica, najpierw przeczytałem książke a potem film to różnica była monstrualna ponieważ film nie trzymał się kupy, połowa wątków i miejsc albo nie pokazana albo ukazana po prostu nie zgodnie z książką, więc polecam najpierw przeczytać pierwszą część a potem dopiero film
Film a książka to duża różnica, najpierw przeczytałem książke a potem film to różnica była monstrualna ponieważ film nie trzymał się kupy, połowa wątków i miejsc albo nie pokazana albo ukazana po prostu nie zgodnie z książką, więc polecam najpierw przeczytać pierwszą część a potem dopiero film
"Veni, vidi, vici" Jestem jaki jestem i dobrze mi z tym
17 stycznia 2012, 17:47 [cytuj]
halabala powiedział/a:
[...]po skonczeniu wyzwalaly jedynie pytanie "co to k. ma byc?". [...]

Że się tak wetnę. Podobną opinie widziałem w recenzji t.3 "1Q84" w Nowej Fantastyce. Więc byc może coś jest na rzeczy:tak:

Jeśli lubisz "ciekawa krotka forme" to sprawdź Iana R. MacLeoda. Właśnie kończę zbiór jego opowiadań "Podróże". Czasami, jak w przypadku "drugiej podróży króla" musiałem się ostro nakombinować ale warto.
Że się tak wetnę. Podobną opinie widziałem w recenzji t.3 "1Q84" w Nowej Fantastyce. Więc byc może coś jest na rzeczy:tak: Jeśli lubisz "ciekawa krotka forme" to sprawdź Iana R. MacLeoda. Właśnie kończę zbiór jego opowiadań "Podróże". Czasami, jak w przypadku "drugiej podróży króla" musiałem się ostro nakombinować ale warto
17 stycznia 2012, 18:06 [cytuj]
ginola powiedział/a:
Dobrze, że odświeżyłeś temat, bo przegapiłem ten długi post Marcina o fantastyce. To może tak - po pierwsze, to skończyłem wczoraj "Taniec ze smokami tom 1", wcześniej przeczytałem całą resztę sagi Martina. W sumie czyta się bardzo dobrze, a byłaby to lektura genialna, gdyby z czasem nie stawała się coraz mniej political fiction, a coraz bardziej czarodziejo-smoko-chodzącotrupio fiction. A po drugie - nie to, żebym się przypier***ał, ale dawanie na obronę fantastyki wypowiedzi autorów tworzących ten gatunek jest mniej więcej tak samo sensowne, jak podpieranie wypowiedzi JarKacza wypowiedziami Adama Hofmana Ale mówię, są perełki, jak Sapkowski czy właśnie ten Martin, choć moim zdaniem byłyby jeszcze lepsze, gdyby właśnie nie elementy fantasy. Nigdy nie jarałem się grami RPG, nie nosiłem długich kudłów i nie jeździłem na "konwenty" (tak to się chyba nazywa?), więc nigdy nie przekonasz mnie, że fantastyka jest zbędnym dodatkiem u niektórych naprawdę wartościowych autorów. Tolkienów nie wspominam, bo to bajki dla dzieci. Ale jak chciałem kuzynce fance fantasy kupić książkę pod choinkę, to wymiękłem z tego, co mi koleś w księgarni polecił. Nie pamiętam autora ani tytułu, ale wg opisu jest o tym, że przez jakąś tam krainę o debilnej fantasy nazwie, wyniszczoną wojną, maszerują przypadkowo spotkani krasnal-renegat, elf, który jako jedyny przeżył ze swojego oddziału, prawy rycerz i jakiś nawrócony, który kiedyś był zły. No i mają jakieś tam przygody, które mimo dzielących ich różnic (a jakże) zbliżą ich do siebie (a jeszcze bardziej jakże). Brzmi tak banalnie, infantylnie i debilnie, że mała bania, a podobno w 2011 zgarnęło górę nagród, oczywiście tylko w obrębie gatunku.


1.Martina znam jedynie z "Ostatniego rejsu Fevre Dream" więc o "Grze o Tron" się nie wypowiem.
2.Nie interesowało mnie kto ale co pisze o fantastyce. Możesz się odnieść w ten sposób do tych cytatów? Poza tym to tak jakbyś się przypierdalał, ze na temat robienia filmów wypowiada się reżyser, na temat grania Jazzu jazzman, prowadzenia zespołu piłkarskiego trener itp. Kto Ci o danej dziedzinie powie wiecej jak nie specjalista?
3. Ja też nigdy nie grałem w RPG (no raz, na komputerze w KOTORa), długie włosy miałem tylko przez chwilę, na zadnym konwencie (można spotkać się i porozmawiac z naprawdę ciekawymi ludźmi, specami w swoich dziedzinach) nigdy nie byłem. Uprzedzam, metalu nie słuchałem od baaardzo dawna. Nie mam czarnych koszulek z potworami. Nie przeszkadza mi to uwielbiać fantastykę. Kurwa, chłopie, jak Ty stereotypowo patrzysz na ludzi:P Masz kalki we łbie jak Kaczyński. Aż się odechciewa burzyć Ci te mity.
4."nigdy nie przekonasz mnie, że fantastyka jest zbędnym dodatkiem u niektórych naprawdę wartościowych autorów." Nigdy nie próbowałem, to byłaby głupota. Wystaw sobie, że są świetni autorzy, dla których fantastyka to podstawa, nie jakiś dodatek. Inna sprawa, że jak fantasyka jest dodatkiem do jakiegoś utworu to ten utwór już nie jest fantastyką. Brzytwa Lema się do tego odnosi.
5. Ostatni gatunek jest tak z dupy wzięty, no z jakiś czeluści najgłębszych. Idź i zapytaj w sklepie o jakąś płytę rockową dla kuzynki. Albo powieść obyczajową/romans/cokolwiek. Będziemy zgadywać jakie jest prawdopobieństwo, że zaproponują Ci jakieś gówno? I czy to świadczy o totalnym upadku czy odwiezcnej mizerii innych gatunków? Następnym razem jak będziesz szukał prezentu dla Kuzynki Fanki Fantasy to zapytaj mnie. A ja udzielę Ci osobistej konsultacji albo odeśle do recenzyj w "Fahrehecie", "Nowej Fantastyce" "SFFIH" czy np "Creatio Fantastica".
1.Martina znam jedynie z "Ostatniego rejsu Fevre Dream" więc o "Grze o Tron" się nie wypowiem. 2.Nie interesowało mnie kto ale co pisze o fantastyce. Możesz się odnieść w ten sposób do tych cytatów? Poza tym to tak jakbyś się przypierdalał, ze na temat robienia filmów wypowiada się reżyser, na temat grania Jazzu jazzman, prowadzenia zespołu piłkarskiego trener itp. Kto Ci o danej dziedzinie powie wiecej jak nie specjalista? 3. Ja też nigdy nie grałem w RPG (no raz, na komputerze w KOTORa), długie włosy miałem tylko przez chwilę, na zadnym konwencie (można spotkać się i porozmawiac z naprawdę ciekawymi ludźmi, specami w swoich dziedzinach) nigdy nie byłem. Uprzedzam, metalu nie słuchałem od baaardzo dawna. Nie mam czarnych koszulek z potworami. Nie przeszkadza mi to uwielbiać fantastykę. Kurwa, chłopie, jak Ty stereotypowo patrzysz na ludzi:P Masz kalki we łbie jak Kaczyński. Aż się odechciewa burzyć Ci te mity. 4."nigdy nie przekonasz mnie, że fantastyka jest zbędnym dodatkiem u niektórych naprawdę wartościowych autorów." Nigdy nie próbowałem, to byłaby głupota. Wystaw sobie, że są świetni autorzy, dla których fantastyka to podstawa, nie jakiś dodatek. Inna sprawa, że jak fantasyka jest dodatkiem do jakiegoś utworu to ten utwór już nie jest fantastyką. Brzytwa Lema się do tego odnosi. 5. Ostatni gatunek jest tak z dupy wzięty, no z jakiś czeluści najgłębszych. Idź i zapytaj w sklepie o jakąś płytę rockową dla kuzynki. Albo powieść obyczajową/romans/cokolwiek. Będziemy zgadywać jakie jest prawdopobieństwo, że zaproponują Ci jakieś gówno? I czy to świadczy o totalnym upadku czy odwiezcnej mizerii innych gatunków? Następnym razem jak będziesz szukał prezentu dla Kuzynki Fanki Fantasy to zapytaj mnie. A ja udzielę Ci osobistej konsultacji albo odeśle do recenzyj w "Fahrehecie", "Nowej Fantastyce" "SFFIH" czy np "Creatio Fantastica"
17 stycznia 2012, 18:17 [cytuj]
Zoolander powiedział/a:
Niedawno skończyłem "Mężczyzn, którzy nienawidzą kobiet" i chyba na pierwszej części poprzestanę. Skusiła mnie cała otoczka, jaką wokół całej trylogii wytworzono. Nie oszczędzono nawet biednej okładki, gdzie napis " Ponad 60 mln sprzedanych egzemplarzy!" ma taki sam rozmiar, co tytuł. Do teraz zastanawiam się, jakim cudem udało się to sprzedać w takim nakładzie.

Od razu dodam, że kryminałami zajmuję się dosyć krótko i zacząłem od kieszonkowych wydań Harlana Cobena. Być może nie dostrzegam w tej książce czegoś, co potrafi osłupić fanów gatunku. Jeżeli ktoś dotrwa do około 400. strony i przebrnie przez wodospady delikatnie szturchających fabułę wydarzeń, to wreszcie zauważy wciągający kryminał z bardzo szybką akcją, zwrotami, zapewniający dreszczyk. Treść także nie powala ani formą, ani akcją. Jak wyżej, wszystko dłuży się niemiłosiernie i jedynie cierpliwi będą mogli być usatysfakcjonowani, gdy wreszcie wątki się rozpędzą.
Larsson językiem wybitnie nie włada. Wszystko to jakieś takie nijakie, bez polotu. Skromne opisy, oklepane dialogi z drażniącymi angielskimi wstawkami. Odniosłem wrażenie, że bardziej nadałby się na redaktora tytułowego Millenium.
Co do treści: odczucia ambiwalentne. Z jednej strony zagadka zamkniętego pokoju, dużo charakterów do przerobienia, świetnie wykreowana Lisbeth Salander, wątek Wennerströma, który wg mnie przebił nawet główny, szwedzki liberalizm, a po drugiej stronie lanie wody. Spodziewałem się, że stopniowa analiza poszczególnych członków naprawdę wciągnie, ale na dobrą sprawę jedynie Harald- socjopata potrafił zaciekawić. Większość rodziny to kukły, którym koniecznie trzeba było dokleić jakąś historyjkę, bo tego wymaga fabuła. Nie było zwrotu akcji, który wcisnąłby w fotel.

Nie potrafię tej książki jednoznacznie ocenić. Na pewno się rozczarowałem, bo po całej medialnej otoczce spodziewałem się dzieła, które zmiażdży konkurencję. Złą też jej nie nazwę, ot, zwykłe czytadło na wieczór


Przyznam się, ze jak już przebrnąłem przez początek 1. tomu, to resztę połknąłem błyskawicznie. Mimo rozmiarów rzecz lekka i przyjemna, właśnie przez język autora. Prosty i rzeczowy. Ale angielskie wstawki rzeczywiscie drażniły. A zauważyliście taką jedną prawidłowość, apropo charatkerów postaci, na którą mnie zwrócił uwagę bodaj Krzysztof Masłoń? Że tam kobiece bohaterki to same wyzwolone,utalentowane, czasem krzywdzone, ale "heroski"? A jeśli chodzi o postaci męskie to większości gnojki? A co do Salander to bardziej już się chyba nie dało przerysować tej bohaterki. Pomysł ciekawy, bardzo, ale trochu nam Szwed przegiął pałę.

Przepraszam, ze trzy posty z rzędu ale po namysle to tak bedzie czytelniej.
Przyznam się, ze jak już przebrnąłem przez początek 1. tomu, to resztę połknąłem błyskawicznie. Mimo rozmiarów rzecz lekka i przyjemna, właśnie przez język autora. Prosty i rzeczowy. Ale angielskie wstawki rzeczywiscie drażniły. A zauważyliście taką jedną prawidłowość, apropo charatkerów postaci, na którą mnie zwrócił uwagę bodaj Krzysztof Masłoń? Że tam kobiece bohaterki to same wyzwolone,utalentowane, czasem krzywdzone, ale "heroski"? A jeśli chodzi o postaci męskie to większości gnojki? A co do Salander to bardziej już się chyba nie dało przerysować tej bohaterki. Pomysł ciekawy, bardzo, ale trochu nam Szwed przegiął pałę. Przepraszam, ze trzy posty z rzędu ale po namysle to tak bedzie czytelniej
17 stycznia 2012, 18:21 [cytuj]
Wybaczam ci te trzy posty:)
Wybaczam ci te trzy posty:)
"Veni, vidi, vici" Jestem jaki jestem i dobrze mi z tym
17 stycznia 2012, 18:50 [cytuj]
http://www.downarchive.com/ebooks/video_training/585028-soccer-instruction-video-and-book-collection.html
http://www.downarchive.com/ebooks/video_training/585028-soccer-instruction-video-and-book-collection.html
17 stycznia 2012, 19:07 [cytuj]
Marcin powiedział/a:
Poza tym to tak jakbyś się przypierdalał, ze na temat robienia filmów wypowiada się reżyser, na temat grania Jazzu jazzman, prowadzenia zespołu piłkarskiego trener itp. Kto Ci o danej dziedzinie powie wiecej jak nie specjalista?

Chyba małe pomylenie płaszczyzny z tym reżyserem (rozumiem, że chodziło o reżysera kryminałów, komedii etc.), a reszta spoko. Tyle że wiesz, iż w takim przypadku niejeden autor "Misia Uszatka" czy "Karolci" powie Ci, że jego "proza" (czy gatunek tworzony) jest najwybitniejszym co może być. Jeśli chodzi o wypowiedzi cytowanych przez Ciebie - szczerze mówiąc nie wiem, co ma fantastyka do surrealizmu (który jest obok malarstwa flamandzkiego moim ulubionym kierunkiem w malarstwie). Zawsze myślałem, że literatura surrealistyczna to Aragon czy Breton ale spoko. Prędzej porównałbym z abstrakcjonizmem, ale to też nie to.
Marcin powiedział/a:
"nigdy nie przekonasz mnie, że fantastyka jest zbędnym dodatkiem u niektórych naprawdę wartościowych autorów." Nigdy nie próbowałem, to byłaby głupota. Wystaw sobie, że są świetni autorzy, dla których fantastyka to podstawa, nie jakiś dodatek. Inna sprawa, że jak fantasyka jest dodatkiem do jakiegoś utworu to ten utwór już nie jest fantastyką. Brzytwa Lema się do tego odnosi.

Oczywiście chodziło mi o to, że nie przekonasz mnie, że NIE JEST. I już pojawił się pierwszy plus tej dyskusji - dowiedziałem się o takim pojęciu jak Brzytwa Lema i poznałem jego znaczenie, więc czuję się wzbogacony;) A co do meritum - w takim razie trylogia husycka Sapkowskiego nie jest fantastyką, bo jeśli wyeliminować z niej czarownice i inne duperele, to byłaby to 100% powieść historyczna. Pytanie też, co nazwiemy elementami fantastyki. Smoki, elfy, skrzaty i gumisie (te akurat bardzo lubię) - to jasne. Ale nieistniejące kraje i kontynenty, które oprócz nazw są takie same jak u nas? Chyba nie, wtedy choćby "Utopia" More'a (wybaczcie pisownię, ale to polskie "Morus" jest strasznie wsiórskie) byłaby fantastyką. A więc jeśli nie są to elementy, to saga Martina też fantastyką nie jest. Jak tak dalej pójdziemy, to okaże się, że prawdziwą fantastykę ledwo liznąłem (EDIT: żeby nie wyszło głupio, wiele nie znam, ale jednak z dwucyfrowa liczba wyjść powinna). Pytanie, czy Lemowi nie chodziło tylko o SF, bez wliczania fantasy?!
Marcin powiedział/a:
Ja też nigdy nie grałem w RPG (no raz, na komputerze w KOTORa), długie włosy miałem tylko przez chwilę, na zadnym konwencie (można spotkać się i porozmawiac z naprawdę ciekawymi ludźmi, specami w swoich dziedzinach) nigdy nie byłem. Uprzedzam, metalu nie słuchałem od baaardzo dawna. Nie mam czarnych koszulek z potworami. Nie przeszkadza mi to uwielbiać fantastykę. Kurwa, chłopie, jak Ty stereotypowo patrzysz na ludzi:P Masz kalki we łbie jak Kaczyński. Aż się odechciewa burzyć Ci te mity.

Pozwolę sobie zacytować to, co napisałeś o mnie - "Po pierwsze, zakładając, że nie robiłeś sobie jajców Ginola, to jesteś dla mnie w tym wypadku jak Yeti albo inne UFO. Tyle się o tym mówi a nigdy nie widziałem. Już nawet zaczynałem wierzyć w teorię, wedle której ta niechęć a nawet lekka pogarda ze strony majnstrimowców wobec fantastyki i fantastycznego fandomu to wymysł samego fandomu mający na celu dowartościowanie się i skonsolidowanie środowiska." Że tak powiem, i wice wersja:D Może to co napisałeś jest prawdą, ale w takim razie jesteś pierwszym ze znanych mi przypadków, które nie mieszczą się choć w części w tych, jak to napisałeś, kalkach (a "paru" fanów fantastyki znam). I powiem więcej, jeśli ktokolwiek inny dojedzie w naszej dyskusji do tego miejsca, to niech będzie łaskawy napisać, czy zna jakichś fanów fantastyki i czy w większości nie spełniają wymienionych przez ciebie kryteriów?! Czemu wydaje mi się, że nie tylko ja mogę pochwalić się takimi obserwacjami?! A może okaże się, że totalnie przypadkowo trafiłem, jak powiedzmy jin_tae z tymi jego spodniami:D
Marcin - ja też kiedyś taki byłem, że je**ć system, je**ć uogólnienia etc.etc.etc. Ale koniec końców nie da się bez tego żyć. Nie można przeginać, ale jeśli 9/10 przypadków (a w tym temacie z mojej strony to z 40/40 - Ciebie jednak nie znam i pozostaje małe prawdopodobieństwo, że nie mówisz do końca prawdy:D) spełnia dane kryterium, to chyba można uogólnić, czy nie? 9/10 Żydów i Arabów jest obrzezanych, czy można więc powiedzieć, że Żydzi i Arabowie są obrzezani? 9/10 fanów metalu lubi Iron Maiden (tu co ciekawe akurat znam jeden kazus, który nie lubi), można więc powiedzieć, że metale lubią Iron Maiden. I tak dalej, i tak dalej. Uogólnienia muszą istnieć po to by ułatwić życie. Możliwe przecież, że jakiś film z Michaelem Dudikoffem czy Lorenzo Lamasem jest arcydziełem, ale obejrzenie kilku, w których wystąpili i które były gniotami usprawiedliwia chyba do powiedzenia, że występują w gniotach? Możesz teraz podważyć sensowność uogólniania oglądając wszystkie i znajdując taki, który nie jest. Tak samo możesz szukać niesztampowego Harlequina, ciekawej historii w Twoim Weekendzie (jaka to jest dopiero fantastyka)a) etc.
Marcin powiedział/a:
Oczywiście można o ważnych rzeczach opowiadać poruszając się w konwencjach majnstrimowych, realistycznych. I wcale nie jest to, wg mnie, gorsze. Chyba kwestia gustu, dopełniania się, bo -patrz początek- żadna z konwencji nie jest ani gorsza ani lepsza.

I tu już chyba zawarłeś wcześniej puentę, ale muszę wtrącić jeszcze jeden kamyczek do Twojego ogródka. Otóż określenia mainstreamowy jest moim zdaniem nie na miejscu gdyż zakłada, że w takim razie fantastyka jest offowa. Wszystko jest tylko kwestią autora i, tu kolejne uogólnienie, z reguły przebijają się Ci lepsi. Zawsze mnie śmieszy pojęcie offowości, bo (zaznaczam, oprócz rzadkich wyjątków) offowy najczęściej równa się słabszy. Ale do tematu - myślę, że ileś tam razy więcej ludzi (szczególnie młodych) na świecie czytało (lub w ogóle zna) Tolkiena, Lewisa czy Martina niż powiedzmy Marqueza, Remarque'a czy Sołżenicyna, że wymienię kilka z najwybitniejszych nazwisk. Nad czym osobiście ubolewam i co uważam za kolejny dowód na upadek kultury i to, że w podziale sinusoidalnym Krzyżanowskiego znajdujemy się zdecydowanie pod kreską. Oby idąc w górę, a nie w dół;)
Chyba małe pomylenie płaszczyzny z tym reżyserem (rozumiem, że chodziło o reżysera kryminałów, komedii etc.), a reszta spoko. Tyle że wiesz, iż w takim przypadku niejeden autor "Misia Uszatka" czy "Karolci" powie Ci, że jego "proza" (czy gatunek tworzony) jest najwybitniejszym co może być. Jeśli chodzi o wypowiedzi cytowanych przez Ciebie - szczerze mówiąc nie wiem, co ma fantastyka do surrealizmu (który jest obok malarstwa flamandzkiego moim ulubionym kierunkiem w malarstwie). Zawsze myślałem, że literatura surrealistyczna to Aragon czy Breton ale spoko. Prędzej porównałbym z abstrakcjonizmem, ale to też nie to. [quote=Marcin]"nigdy nie przekonasz mnie, że fantastyka jest zbędnym dodatkiem u niektórych naprawdę wartościowych autorów." Nigdy nie próbowałem, to byłaby głupota. Wystaw sobie, że są świetni autorzy, dla których fantastyka to podstawa, nie jakiś dodatek. Inna sprawa, że jak fantasyka jest dodatkiem do jakiegoś utworu to ten utwór już nie jest fantastyką. Brzytwa Lema się do tego odnosi
In a world full of Uniteds, Citys and Rovers, there is only One Hotspur!!!
17 stycznia 2012, 19:14 [cytuj]
Marcin powiedział/a:
Mimo rozmiarów rzecz lekka i przyjemna, właśnie przez język autora. Prosty i rzeczowy. Ale angielskie wstawki rzeczywiscie drażniły.

Broń Boże, żebym się sam czepiał, bo sam nieraz piszę podobne rzeczy (nawet kilka postów wyżej). Ale nie zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy w ogóle możemy oceniać język autora, nie czytając w oryginale? Mimo wszystko tłumaczenia nie zawsze są adekwatne. Chyba najlepszy na to przykład to "Niebezpieczne Związki" i pierwsze tłumaczenie w wykonaniu Boya-Żeleńskiego, któremu niektóre fragmenty nie przypadły do gustu i po prostu bezczelnie je wypier***ił:D A zwracam uwagę na to, że jednak był on sam w sobie geniuszem i do tego doskonale znał francuski, kto wie czy np. de Laclose w oryginale nie był toporniejszy?!
Broń Boże, żebym się sam czepiał, bo sam nieraz piszę podobne rzeczy (nawet kilka postów wyżej). Ale nie zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy w ogóle możemy oceniać język autora, nie czytając w oryginale? Mimo wszystko tłumaczenia nie zawsze są adekwatne. Chyba najlepszy na to przykład to "Niebezpieczne Związki" i pierwsze tłumaczenie w wykonaniu Boya-Żeleńskiego, któremu niektóre fragmenty nie przypadły do gustu i po prostu bezczelnie je wypier***ił:D A zwracam uwagę na to, że jednak był on sam w sobie geniuszem i do tego doskonale znał francuski, kto wie czy np. de Laclose w oryginale nie był toporniejszy?!
In a world full of Uniteds, Citys and Rovers, there is only One Hotspur!!!
17 stycznia 2012, 19:32 [cytuj]
Będzie krótko i pobieżnie.
Jeśli chodzi o uoogólnianie to ja to moim zdaniem przesadzasz. Co do mainstreamu-specjalnie pisałem 'majnstrim'. Żeby się troche zdystansować. Bo, wiesz, to taki fandomowy mit trochę. A może nie mit, tylko bardziej paranoja, bo ja wiem, brakuje mi trafnego okreslenia. Znam takich, co święcie wierzą w podział MY-Oni. Oni nami gardzą (czasem trochę tak, co nie;) ) ale to my jesteśmy ci lepsi. Mniej więcej tak to wygląda. Ja tam się od takiej postawy dystansuję, dlatego też przywaliłem Ci tym Yeti czy UFO. Bo o takich jak Ty słyszałem, nigdy nie widziałem, zdążyłem już dawno wyrosnąć z wiary, a tu dup! Ginola:tak: Całe to rozróżnienie było na potrzeby dyskusji. No bo oczywista, ze taki Martin (strasznie modny teraz) jest bardziej majnstrimowy niż Marquez. Ale podejrzewam, że już taki , dajmy na to, Watts czy inny Małecki jest bardziej "offowy" w stosunku do Eco.

A jeśli zainteresowała Cię kwestia co fantastyką jest a co nie to przeczytaj tę dyskusję http://www.fahrenheit.net.pl/forum/viewtopic.php?p=215513&sid=c9a467e672f5ccd49099efec286e4bf2

Aha, i jeszcze o tym stereotypie fana fantastyki. Mylisz się, okrutnie. Wielu pewnie znajdziesz cudaków, takich jak w Twoich wyobrażeniach. Albo rzesze panienek przekonanych, że są wampirami. Ale to nie wszyscy. Zdziwiłbś się okrutnie jacy ludzie czytają fantastykę a nawet się udzielają w środowisku.
Będzie krótko i pobieżnie. Jeśli chodzi o uoogólnianie to ja to moim zdaniem przesadzasz. Co do mainstreamu-specjalnie pisałem 'majnstrim'. Żeby się troche zdystansować. Bo, wiesz, to taki fandomowy mit trochę. A może nie mit, tylko bardziej paranoja, bo ja wiem, brakuje mi trafnego okreslenia. Znam takich, co święcie wierzą w podział MY-Oni. Oni nami gardzą (czasem trochę tak, co nie;) ) ale to my jesteśmy ci lepsi. Mniej więcej tak to wygląda. Ja tam się od takiej postawy dystansuję, dlatego też przywaliłem Ci tym Yeti czy UFO. Bo o takich jak Ty słyszałem, nigdy nie widziałem, zdążyłem już dawno wyrosnąć z wiary, a tu dup! Ginola:tak: Całe to rozróżnienie było na potrzeby dyskusji. No bo oczywista, ze taki Martin (strasznie modny teraz) jest bardziej majnstrimowy niż Marquez. Ale podejrzewam, że już taki , dajmy na to, Watts czy inny Małecki jest bardziej "offowy" w stosunku do Eco. A jeśli zainteresowała Cię kwestia co fantastyką jest a co nie to przeczytaj tę dyskusję: http://www.fahrenheit.net.pl/forum/viewtopic.php?p=215513&sid=c9a467e672f5ccd49099efec286e4bf2 Aha, i jeszcze o tym stereotypie fana fantastyki. Mylisz się, okrutnie. Wielu pewnie znajdziesz cudaków, takich jak w Twoich wyobrażeniach. Albo rzesze panienek przekonanych, że są wampirami. Ale to nie wszyscy. Zdziwiłbś się okrutnie jacy ludzie czytają fantastykę a nawet się udzielają w środowisku
17 stycznia 2012, 19:36 [cytuj]
ginola powiedział/a:
Broń Boże, żebym się sam czepiał, bo sam nieraz piszę podobne rzeczy (nawet kilka postów wyżej). Ale nie zastanawialiście się kiedyś nad tym, czy w ogóle możemy oceniać język autora, nie czytając w oryginale? Mimo wszystko tłumaczenia nie zawsze są adekwatne. Chyba najlepszy na to przykład to "Niebezpieczne Związki" i pierwsze tłumaczenie w wykonaniu Boya-Żeleńskiego, któremu niektóre fragmenty nie przypadły do gustu i po prostu bezczelnie je wypier***ił:D A zwracam uwagę na to, że jednak był on sam w sobie geniuszem i do tego doskonale znał francuski, kto wie czy np. de Laclose w oryginale nie był toporniejszy?!


No, jednak tłumacz ma ograniczone pole manewru. Na tyle, ze stylu nie wypaczy.
No, jednak tłumacz ma ograniczone pole manewru. Na tyle, ze stylu nie wypaczy
17 stycznia 2012, 22:27 [cytuj]
Jesteśmy z innych planet i to dobrze bo róznorodność to podstawa postępu. Ja czytam, a raczej przeczytałem all Kurta Vonneguta, z innej beczki - mnie very bliskiej - Charlesa Bukowskiego. Lubię książki podróżnicze a'la Cejrowski, czy z wydawnictwa carta blanca, rewalacyjna ksiązka francuskiego autora o kacie Pragi - Haydrichu. Ale z 2 strony felietony Kazika, czy ksiązki pokazujęce dwulicowość lewicowych artystów, naukowców etc. - pisane przez Paula Johnsona.
Jesteśmy z innych planet i to dobrze bo róznorodność to podstawa postępu. Ja czytam, a raczej przeczytałem all Kurta Vonneguta, z innej beczki - mnie very bliskiej - Charlesa Bukowskiego. Lubię książki podróżnicze a'la Cejrowski, czy z wydawnictwa carta blanca, rewalacyjna ksiązka francuskiego autora o kacie Pragi - Haydrichu. Ale z 2 strony felietony Kazika, czy ksiązki pokazujęce dwulicowość lewicowych artystów, naukowców etc. - pisane przez Paula Johnsona
|<  <<  <  5  6  7  8  9    >

ankieta

Na którym miejscu w tabeli Tottenham zakończy sezon Premier League 2025/2026?
1 20%
2-3 0%
4-6 20%
7-10 20%
11-20 40%
5 oddanych głosów
archiwum ankiet

kontuzje

Użytkownicy online: Gości online: 14 Zarejestrowanych użytkowników: 5256 Ostatnio zarejestrowany: bartekbartek321

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się