Obrona - Verts z Dawsonem zaczęli trochę nerwowo, widać było ze nie grali ze sobą pewien okres czasu,a le potem większych zarzutów do nich nie miałem. Było dużo spokojniej niż z Chirichesem. I to mimo częstego braku asekuracji ze strony pomocników, a rywal przecież grał dwoma napadziorami.
Za to boki obrony, zarówno Rose, jak i Walker - imo dziś dramat. O ile od Rose'a to nigdy wiele się nie spodziewam, tak Walker mocno mnie martwi swoją piką w dół w ostatnim czasie.
Paulinho strzelił bramę, ale zwłaszcza pod koniec widać było że oddycha trochę rękawami i do obrony wracać mu się czasem nie chciało (ah to człapanie). Bentaleb szału nie zrobił, blamażu nie zaliczył, ale tu dziś powinien być Capoue. Lennon szarpie szarpie ale często mam wrażenie, jakby przez większą cześć czasu obok meczu przechodził. Tym bardziej, że w obliczu obecnej formy Walkera, na skrzydle sobie z nim nie pogra za bardzo.
Ade i Eriksen - największe plusy ode mnie.
Soldado - tu w zasadzie większość już napisała co należało o nim dziś napisać. Dodam tylko jedno spostrzeżenie - różnica między nim a Ade - Ade w meczu z Southampton do dośrodkowania Hiszpana szedł do końca, i strzelił bramę. Dziś w odwrotnej sytuacji Hiszpan nawet się nie ruszył. Plus te jego machanie raczkami do sędziów, n/c. Ja go broniłem na początku, wierzyłem w niego, ale dziś już tylko o irytację mnie przyprawiał. Twardy orzech do zgryzienia co z tym fantem teraz zrobić.
Generalnie walczyły dziś dwie równe drużyny (sic!), wynik na pewno nie jest taki jaki być powinien, ale należy pamiętać że męczył się tu ManU, a Liverpool został z kwitkiem odprawiony. Co nie zmienia faktu, że z taką grą przeciwko Evertonowi piłkarze Spurs zbyt wielu powodów do radości nam nie dostarczą