Niedawno czytałem bardzo ciekawy artykuł nt. Under Armour, napisany zresztą przez jego założyciela i CEO. Główny fokus artykułu był na kwestie marketingowego wykorzystania znanych postaci świata sportu - UA robi to trochę inaczej niż reszta korporacji, zresztą po lekturze artykułu jestem zdania, że podpisaliśmy umowę z firmą naprawdę wyjątkową na rynku. Historii i tradycji wprawdzie zbyt długiej nie ma - założona została bodajże w 1996 roku, ale co ciekawe, twórca najpierw opracował nową technologię (to jest to, o czym pisał ginola, ta "oddychająca" koszulka), a dopiero potem stworzył do tego markę. Żeby wypromować swoją nową firmę, wykorzystał znajomości z collegu (grywał tam w football amerykański z przyszłymi zawodnikami NFL). Zaczął więc...wysyłać im próbki nowych koszulek z wiadomością: "hej, założyłem nową firmę i produkuję takie innowacyjne koszulki, przymierz proszę, spróbuj jak ci się będzie grało i jeśli ci się spodoba, drugą koszulkę daj koledze w szatni. W ten sposób powoli fama zaczęła się rozchodzić, że gość robi świetne koszulki, zaczęli się do niego zgłaszać zawodnicy, potem całe kluby i maszyna ruszyła.
Możemy zatem powiedzieć, że nasz nowy producent strojów to naprawdę nie jest zwykła marketingowa ściema made in china, jak w przypadku tych wszystkich adidasów czy nike'ów, ale firma z krwi i kości, z własnym know-how, unikalną technologią i do tego założona od podstaw przez głównego właściciela.
Jeszcze ciekawostka a propos wyboru zawodników do bycia "twarzami" UA. Najbardziej znanym jest zdecydowanie Tom Brady - chyba najlepszy w tej chwili Quarterback w NFL. W tym przypadku właściciel też wyznaje filozofię, że wybiera sportowców nie tylko znanych z tego, że są dobrzy, ale też reprezentujących odpowiedni profil i poziom osobowy. No i układ zawodnik - firma też jest unikalny. Gdy w NBA był lokaut, jeden ze znanych zawodników, będący twarzą UA (niestety nie pamiętam nazwiska, na pewno rozgrywający, chyba z Filadelfii - na pewno ze wschodniego wybrzeża) nie chciał siedzieć bezczynnie w domu (mieszkał na zachodzie), więc szef UA zaproponował mu...pracę w centrali firmy w Baltimore. Typ dostał biuro, oficjalny tytuł firmowy (typowo amerykański, coś w stylu "Director of Cool"

) i miał za zadanie pracę z projektantami nad nowymi rozwiązaniami właśnie w zakresie designu.
Artykuł generalnie świetny, jeśli będziecie mieli okazję przeczytać - polecam. Ukazał się w zeszłomiesięcznym Harvard Business Review.