Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Tottenham Hotspur -:- Watford

Tottenham Hotspur
19 października 2019, 16:00 Tottenham Hotspur Stadium
Watford
Premier League

Brighton & Hove Albion F.C. 3:0 Tottenham Hotspur

Brighton & Hove Albion F.C.
5 października 2019, 13:30 Falmer Stadium
Tottenham Hotspur
Premier League Canal+ Sport 2

Tottenham Hotspur 2:7 Bayern Monachium

Tottenham Hotspur
1 października 2019, 21:00 Tottenham Hotspur Stadium
Bayern Monachium
Champions League Faza grupowa

Tottenham Hotspur 2:1 Southampton FC

Tottenham Hotspur
28 września 2019, 16:00 Tottenham Hotspur Stadium
Southampton FC
Premier League Canal+ Sport 2

Uważajcie na niego! James, który stał się koszmarem

21 września 2019, 20:22, Dominik Brajta
Uważajcie na niego! James, który stał się koszmarem

Przed tygodniem Koguty odniosły okazałe zwycięstwo nad Crystal Palace. Wiele wskazywało na to, że w końcu wszystko zaczyna układać się po myśli Pochettino. Niestety w ciągu tego tygodnia optyka na sytuacje zespołu zmieniła się o 180 stopni. W środę przyszedł remis z Olympiacosem, zaś dziś Tottenham uległ na wyjeździe Leicester. Martwi fakt, że w obu meczach to piłkarze argentyńskiego szkoleniowca jako pierwsi wychodzili na prowadzenia, lecz finalnie nie udawało im się dowieźć sukcesu do końca. Przeciwko mistrzom Anglii z 2016 roku, Mauricio Pochettino zdecydował się wystawić 6 nowych zawodników w porównaniu do starcia w Pireusie. Największą niespodzianką było  postawienie na Paulo Gazzanigę. 27 – letni Argentyńczyk wyszedł w podstawowym składzie pierwszy raz w tym sezonie.

Paul Tierney rozpoczął spotkanie o 13:30. Mecz od samego początku przybrał bardzo intensywny przebieg. Już w trzeciej minucie Son Heung-min uderzył zza pola karnego, piłka przeleciała obok prawego słupka Kaspera Schmeichela. Chwilę później pierwszy strzał na bramkę oddał kapitan Tottenhamu – Harry Kane. Piłkarze Leicester po raz pierwszy poważniej zagrozili bramce strzeżonej przez Paulo Gazzanigę w ósmej minucie. Rozgrywający gospodarzy – James Maddison groźnie wrzucił piłkę w pole karne Argentyńczyka. Nikt jednak nie zdołał przechwycić piłki po jego zagraniu. Pierwsza wizyta na połowie Tottenhamu wyraźnie zachęciła podopiecznych Brendana Rodgersa do częstszych ataków. W trzynastej minucie Maddison oddał strzał zza pola karnego. Niedługo potem Leicester otrzymało rzut rożny. Do wykonania kornera, udał się nie kto inny tylko właśnie były piłkarz Norwich. Kolejne dośrodkowanie zostało wybite przez Jana Vertonghena. Do bezpańskiej piłki doskoczył Youri Tielemans i oddał strzał, po którym Gazzaniga popełnił fatalny błąd: wypluł piłkę wprost pod nogi graczy Leicester – Wilfreda Ndidiego i Jamesa Maddisona, którym mimo desperackiej próby obrony przez Tobiego Alderweirelda, udało się wcisnąć gola dającego prowadzenie na King Power Stadium. Maddison jak i cały stadion świętował, gdy po minucie okazało się, że po interwencji VAR bramka nie może zostać uznana, ponieważ w momencie strzału Tielemansa, Nigeryjczyk i Anglik znajdowali się na offsidzie. Kamień spadł z serca graczom i kibicom Tottenhamu. Nie pierwszy raz w tym sezonie za sprawą VARu, wystarczy tylko przypomnieć spotkanie z Manchesterem City, po którym Pochettino mówił, że jest kompletnie zakochany w nowej technologii. Zawodnicy Spurs szybko zwietrzyli, kto stanowi największe zagrożenie dla ich zespołu. W 18 minucie bezpardonowy wślizg w nogi Jamesa Maddisona wykonał Moussa Sissoko. W jego obronie od razu stanęło kilku kolegów z drużyny, tłumacząc Francuza tym, że pierwsze trafił w piłkę. Protesty na nic się zdały, impet wejścia nie pozostawił sędziemu wyboru: musiał pokazać co najmniej żółty kartonik. Był to kolejny dowód na przejmowanie inicjatywy przez zespół Lisów. Po paru minutach Koguty ponownie złapały tlen i ruszyły na bramkę Schmeichela. Danny Rose podcięty w polu karnym przez Jonny Evansa, sytuacja ta powinna skutkować rzutem karnym. Gwizdek Paula Tierneya jednak milczał. Około 27 minuty z dobrej strony pokazał się bardzo dobrze dysponowany w ostatnim spotkaniu Harvey Barnes, który bez kompleksów wszedł w pole karne rywali, jednak jego wrzutkę pewnie złapał Gazzaniga. Ta akcja widocznie podrażniła gości. Dwie minuty później akcję w środku pola wyprowadził świetnie odnajdujący się w roli rozgrywającego Erik Lamela. Zagrał prostopadłą piłkę do Sona. To co potem zrobił Koreańczyk nie da się opisać słowami. W absolutnie MAGICZNY sposób odegrał piłkę do wbiegającego z pełnym impetem w pole karne Harry Kane’a. To podanie piętką było tak nieoczywiste, że obu piłkarzy Kogutów można by podejrzewać o jakiś niesamowity, telepatyczny kontakt. Żeby było mało, sposób w jaki Kane pokonał duńskiego bramkarza po prostu zapierał dech w piersiach. Przejął on podanie od Sona biegnąc bark w bark z Caglarem Soyuncu, który położył go na ziemię. Gdy wydawało się, że futbolówka zostanie zgaszona do murawy przez golkipera, wtedy kapitan reprezentacji Anglii w sobie tylko wiadomy sposób podciął piłkę leżąc, a ta z impetem wpadła do bramki. Do prawdy rzadko widuje się takie bramki. Gol stracony w taki sposób wyhamował ofensywne poczynania piłkarzy Leicester, nie oznaczało to jednak, że Lisy zamierzają się poddać. Jeszcze przed przerwą na bramkę Tottenhamu strzały oddawali Pereira i Perez. Pod koniec pierwszej połowy strzał lewą nogą po szybkiej kontrze oddał Kane, ale uderzył wprost w bramkarza. Gwizdek oznajmiający przerwę wyrwał wielu kibiców z transu w jaki mogli wpaść oglądając ten spektakl.

Od pierwszych minut drugiej połowy widać było ofensywne nastawienie gospodarzy. Swoje szanse mieli: Chilwell, Maddison oraz Barnes. Tottenham próbował przedostawać się pod bramkę rywali głównie prawą stroną boiska, która wydawała się na początku drugiej części zdecydowanie bardziej produktywna od lewej flanki. Wyróżniał się Serge Aurier, który takim występem na dobre zapewnił sobie miejsce w podstawowym składzie Kogutów. Pierwszą dogodną okazją dla gości był strzał z ponad 20 metrów Erika Lameli. Argentyński skrzydłowy przeniósł jednak mocno podkręconą piłkę nad poprzeczką. Dwie minuty po wspomnianej wyżej akcji odpowiedziało Leicester. Niezwykle aktywny w dzisiejszym meczu Tielemans, otworzył okazję do zdobycia gola przed Jamiem Vardy’m. Doświadczony Anglik wygrał pojedynek biegowy z Janem Vertonghenem i wyszedł do sytuacji sam na sam z Gazzanigą. Tym razem Argentyńczyk nie popełnił błędu: wyciągnął się jak struna i odbił strzał na rzut rożny. Kolejna groźna sytuacja zostaje rozegrana przez Tottenaham, a dokładniej przez trójkę: Winks, Lamela, Son, jednak gol nie pada. Chwilę później po raz kolejny jesteśmy w szesnastce gości z północnego Londynu. Niesamowity dzisiaj James Maddison utrzymał się przy piłce mimo pressingu obrony Kogutów, oddał ją do Wilfreda Ndidiego, który miękko posłał piłkę w stronę skaczącego do główki Harveya Barnesa. Jego strzał przeleciał obok słupka. Trzy minuty po tych wydarzeniach pada gol! Tym razem to Harry Kane wystąpił w roli asystenta, posyłając znakomitą piłkę w róg pola karnego, gdzie stał Serge Aurier, który płaskim strzałem podwyższył na 2:0. Wraz z Tanguyem Ndombele zdążył odtańczyć taniec radości, lecz arbiter poddał pod wątpliwość regulaminowość bramki zdobytej przez Iworyjczyka. Po szczegółowej analizie okazało się, że biorący udział w akcji Son Heung-min był na dosłownie centymetrowym spalonym, którego nie dało się dostrzec. Tym razem Pochettino przekonał się, że suma szczęścia przynoszona przez VAR jest równa zeru. W 67 minucie Ayoze Pereza zmienił Denis Preat, a w ekipie gości boisko opuścił Sissoko, którego miejsce w pomocy zajął Victor Wanyama. 70 minuta gry przyniosła wyrównanie. Akcję zapoczątkowaną przez Jamesa Maddisona, wykończył Ricardo Pereira, który zamknął lecące wzdłuż bramki dośrodkowanie Vardy’ego. Gol wyraźnie podrażnił ambicje finalisty Ligi Mistrzów. Żółtą kartkę otrzymał Wanyama, zaś kilka minut później Son zmarnował swoją okazję. Harry Kane również próbował zdobyć gola strzałem z przewrotki, ale nie było mu to dane. W 80 minucie Erika Lamelę zastąpił Christian Eriksen. Chwilę po tej zmianie korekty dokonał także Brendan Rodgers, wpuszczając Demeraia Graia za świetnego dzisiaj Barnesa. Młody skrzydłowy zaraz po wejściu zapisał się do protokołu meczowego otrzymując żółty kartonik za wejście w nogi Danny Rose’a nakładką. Przy wielkim aplauzie trybun King Power Stadium boisko opuszczał rozgrywający również świetne zawody Youri Tielemans. Belg został zastąpiony przez Chamzę Choudhury’ego. Ten zawodnik podobnie jak Grai zapisał się w meczowych annałach tuż po wejściu na boisko. Zrobił to w zdecydowanie lepszy sposób od młodzieżowego reprezentanta Anglii. Podał on piłkę w środku pola do Jamesa Maddisona, który nie zastanawiając się długo oddał strzał z dystansu, którym nie dał szans Paulo Gazzanidze. Było to zwieńczenie niesamowitego występu Anglika. Jego idol – David Beckham nie powstydziłby się tego strzału. Próbując ratować punkty Pochettino posłał do gry Lucasa w nadziei, że Brazylijczyk znów uratuje Tottenham przed porażką. Zajął miejsce Ndombele. Chwilę później blady strach padł na fanów gospodarzy. Nie było to spowodowane szaleńczą grą rywali, lecz urazem Jamesa Maddisona. Angielski pomocnik upadł bez kontaktu z rywalem, po czym chwycił się za ścięgno Achillesa. Świadomy powagi sytuacji sztab, natychmiast posłał do zawodnika pomoc lekarzy. Wrócił on na szczęście na boisko, nie brał jednak udziału w grze i do końca meczu odrywał rolę statysty. Sześć minut doliczone przez sędziego nie przyniosły wyrównania. Podopieczni Pochettino zakończyli mecz bez choćby jednego punktu.

Rozczarowanie i złość. Te dwa uczucia mogły wlać się w serca fanów Tottenhamu po porażce z Leicester City. Mecz dla postronnego widza był świetnym widowiskiem, ale społeczność Kogutów uzna go jako jeden z najbardziej pechowych. Spotkanie to było wielką huśtawką nastrojów. Od radości po wielki smutek, istny rollercoaster. Żal porażki wzmaga przepięknej urody gol Kane’a, który smakowałby tak wspaniale, gdyby tylko udało odnieść się zwycięstwo. Na wyróżnienie zasługuje Lamela, który napędzał wiele akcji Tottenhamu. Kane jak zwykle okazał się niezawodny, jednak szkoda, że nie zamienił jeszcze jednego strzału na gola, który dałby zwycięstwo. Linia pomocy złożona z trzech środkowych pomocników: Sissoko, Winksa i Ndombele wypadła przeciętnie. Mimo starań, raczej kiepski mecz zaliczył Son, który stanowił zagrożenie, lecz nie przekuł tego w konkrety. U gości wyróżniał się Caglar Soyuncu. Spokojne wyprowadzenie piłki, pewność w pojedynkach defensywnych pokazały, że brak transferu stopera po sprzedaży do United Maguire’a był dobrą decyzją. Turek mógł się naprawdę podobać, grał dojrzale i z luzem rzadko spotykanym u piłkarzy defensywnych. Najlepszy na boisku był jednak niewątpliwie James Maddison. – To niesamowite pokonać drużynę z Top 6 – mówił po meczu młody Anglik. Przy takiej grze i rezultatach Leicester może naprawdę wbić się pomiędzy sześć najlepszych drużyn z Wysp. Występ Maddisona dał też z pewnością wiele do myślenia Garethowi Southgatowi, obecnemu na King Power Stadium. Jeżeli kontuzja nie okaże się poważna, rozgrywający Leicester powinien otrzymać zaproszenie na zgrupowanie reprezentacji Synów Albionu.

Warto dodać, że Pochettino mimo porażki przyznał, że jest generalnie zadowolony z gry swojego zespołu do 83 minuty. Niemoc tłumaczył daleką podróżą do Grecji w środku tygodnia. Argentyński szkoleniowiec przyznał, że klub znajduje się obecnie w trudnym momencie, ale wierzy w poprawę wyników. Okazją do poprawy ogólnych nastrojów będzie wtorkowy mecz z Colchester United, rozegrany w ramach trzeciej rundy Carabao Cup.

Źródło: własne

7 komentarzy ODŚWIEŻ

Wolff
22 września 2019, 12:39
Liczba komentarzy: 174
Od jakiegoś czasu mam troszkę podobne zdanie do Pepa. Wydaje mi się, że Pochowi do zostania topem jako trener brakuje jeszcze trochę bycia tym "niedobrym". Wykonuje u nas kawał dobrej roboty ale czasem brakuje u niego tego wstrząśnięcia zespołem, jakby bał się zepsucia zbudowanej przez niego dobrej atmosfery i obrażenia się któregoś z zawodników. I nie chodzi tu by na forum publicznym łajał wszystkich, niech załatwił to w szatni. Oczywiście może to robi tylko nie widać efektu tego wszystkiego - Arsenal 2:0 i klapa, Olympiakos to samo, teraz podobnie z Leicester i nic się nie uczymy na błędach, nie widać zmiany. Od lat na tym forum słyszę jak wszyscy mówimy, że brakuje nam dobicia rywali i mimo iż zespół mamy coraz lepszy to nadal mentalnie jesteśmy za często tam gdzie byliśmy parę lat temu tracąc głupio punkty. Zamiast tego słyszę (co mnie zaczyna irytować) co mecz od Pochettino, że zagraliśmy świetnie jakby trener czekał aż wszystko się poukłada (co zapewne nastąpi) tyle, że my w ten sposób tracimy cenne punkty, których potem brakuje do walki o trofea. Może nie do końca trafne porównanie ale drażni mnie, że do Liverpoolu przychodzi Klopp i w parę sezonów układa ten zespół mentalnie (i nie tylko bo ujemny bilans transferowy miał dopiero w zeszłym sezonie ale tego nie będziemy się czepiać bo my mamy swoją filozofię), a my nie potrafimy tego przez tyle lat przy jednym trenerze.
1
wyleszczony
22 września 2019, 19:45
Liczba komentarzy: 87
Trener też w wywiadach nie może narzekać bo to jeszcze bardziej psuje sytuacje. Trenerzy, którzy narzekali później zostali zwolnieni albo szatnia podzielona. Jak dla mnie na plus, że mówi w taki sposób. Jest optymistą jak to wspomina w wywiadach.
0
Marcin
22 września 2019, 11:12
Liczba komentarzy: 1748
Po tym meczu przypomniały mi się słowa Ancelottiego, w których wyjaśniał pomysł zatrudnienia w Napoli Llorente. Kto nie słyszał a ciekaw niech poszuka. Generalnie, to o to chodzi, że nie bardzo mamy plan b. Kiedy rywal broniąc korzystnego wyniku cofa się, zagęszcza obronę Son staje się bezużyteczny. O górne piłki nie powalczy. Swoich głównych atutów również nie wykorzysta: jak ma się urwać obrońcom, gdzie znaleźć miejsce? Kończy się wikłaniem w bezsensowne dryblingi. Królestwo za nowego Llorente. W sferze marzeń oczywiście niezmiennie Mitrović ale ta tego albańskiego Lewandowskiego z Fener też się nie pogniewam. Inaczej, nadal w trudnych sytuacjach będziemy walić głową w mur i patrzyć jak Son mija jednego, nawet drugiego rywala ale na trzecim już się w polu karnym zatrzymuje.
2
heniek
22 września 2019, 11:50
Liczba komentarzy: 106
Nie zrozumiem tego. Przecież Llorente za darmo był...
0
Pep
21 września 2019, 22:21
Liczba komentarzy: 99
Mecz do zapomnienia, ciężko powiedzieć o nim coś dobrego, ciężko nawet kogoś wyróżnić. Kilku zawodników miało przebłyski, ale to zdecydowanie za mało, by którykolwiek z zawodników chwalić. Niezmiennie będę się upierał, że ostatnie wyniki spowodowane są ustawieniem w środku pola, tam nie jesteśmy w stanie zatrzymywać ataków rywali, wchodzą środkiem jak w masło a później stwarzają sobie wiele okazji. Zamiast stawiać na Winksa należy spróbować gry z Wanyamą, albo Dierem. Mam wrażenie że Pochettino z meczu na mecz nie zmienia nic, licząc na cud i nagła odmianę stylu gry, do tego jest całkowicie bezkrytyczny wobec swoich piłkarzy. W szatni przydał by się potężny wstrząs, ale trudno mi w naszej drużynie znaleźć charakter, który by mógł temu przewodzić.
1
snajper
21 września 2019, 22:26
Liczba komentarzy: 164
Brakuje w środku takiego oto gościa: https://www.youtube.com/watch?v=uPTLyG-NFHA
0
wyleszczony
21 września 2019, 21:26
Liczba komentarzy: 87
Jak chcemy wygrywać trofea to nie możemy tak w kratke grać. City przerznęło z Norwich i mecz ligowy później? 8:0! Oni mają mentalność zwycięzcy, u nas tego brakuje niestety!
2

tabela ligowa

Drużyna M Z R P PKT
1. Liverpool FC 7 7 0 0 21
2. Manchester City 7 5 1 1 16
3. Leicester City 7 4 2 1 14
4. Arsenal FC 7 3 3 1 12
5. West Ham United 7 3 3 1 12
6. Tottenham Hotspur 8 3 2 3 11
7. AFC Bournemouth 7 3 2 2 11
pokaż całą tabelę

ankieta

Na którym miejscu w tabeli drużyna Tottenhamu zakończy rozgrywki Premier League w sezonie 2019/2020?
1 20.51%
2-3 48.72%
4-6 23.08%
7-10 5.13%
11-20 2.56%
39 oddanych głosów
archiwum ankiet
Użytkownicy online: Gości online: 10 Zarejestrowanych użytkowników: 4836 Ostatnio zarejestrowany: Jankes15

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się