19 listopada 2018 roku.
Pamiętam, jak tego dnia siedząc sobie spokojnie w domu pojawił się oficjalny komunikat na stronie Tottenhamu. Z początku myślałem, że jak zwykle będzie to informacja o jakiś biletach czy mniej istotnej sprawie. Myliłem się, prawdopodobnie jak większość z nas wszystkich. Po wejściu na tottenhamhotspur.com można było przeczytać „Oficjalnie : Mauricio Pochettino zwolniony z Tottenhamu”. Pierwsza myśl? Faktycznie wyniki nie byłby zbyt dobre, ale jedyną osobą, która mogła je zmienić był właśnie Argentyńczyk.
W mediach błyskawicznie zaczęły pojawiać się przecieki czy różne spekulacje kto zostanie zatrudniony na stanowisku Mauricio. Pomyślałem sobie wtedy o Jose Mourinho, ale stwierdziłem, że jest to mało prawdopodobne, gdyż Spurs chce walczyć o tytuły, a przygoda Portugalczyka z Manchesterem United pokazała, że on już się słabo nadaje do wprowadzania drużyn na absolutny top.
Dzień później kolejny komunikat, tym razem wszystkim dobrze znany. Jose Mourinho został trenerem Tottenhamu Hotspur. W tym miejscu znów odniosę się do pierwszej myśli jaką było niecenzuralne słowo zaczynające się na literkę „J”, a kończące na „ole”. Pomyślałem jednak, że trudno, może ja i kilkudziesięciu sportowych ekspertów się myli. Trzeba trenerowi dać czas, może to jakoś poukłada.
Pierwszy niepełny sezon można było uznać teoretycznie za średni. Może nie udało się osiągnąć celu jakim był awans do Ligi Mistrzów, ale na pewno miejsce w Lidze Europy było małym sukcesem, patrząc na to w jakim momencie Mou przejmował drużynę. Rozczarowanie było jednak w Champions League. Porażka w dwumeczu z RB Lipsk szybko zniszczyła marzenia drużyny, która zaledwie pół roku wcześniej walczyła w finale tych rozgrywek.
Drugi, który właśnie aktualnie trwa to wzloty i upadki. W lidze zajmujemy 7 miejsce z jakimiś tam szansami na występ w jakichkolwiek europejskich pucharach. Odnosimy porażki z na prawdę drużynami, które powinny dosłać przysłowiowe „baty”. Nawet nie ma co wspominać o meczach z większymi klubami, bo ostatnim zwycięstwem jest to z Arsenalem na Tottenham Hotspur Stadium. W następnych seria porażek. Europejskie puchary? Śmiech na sali. Kompromitacja, dramat, katastrofa. Nic więcej o występach w Lidze Europy 2020/21 nie napisze.
Styl drużyny tez nie ma się co oszukiwać jest po prostu w świecie TRAGICZNY. Nie bez powodu napisałem to słowo dużymi literami.
Jak można mieć najlepszego napastnika w lidze i TOP 3 świata, który ma najwiecej bramek czy asyst i grać defensywnie po strzelonej bramce w 10 minucie spotkania?
Jak można mieć jednego z najlepszych skrzydłowych w lidze i kazać mu bronić wyniku od wspomnianej 10 minuty do końca meczu?
Wyglądałoby to zupełnie inaczej, gdyby taka sytuacja przytrafiła się raz, dwa czy chociażby pięć. Sprawa wyglada tak, że to powtarza się w każdym meczu, a z meczu na mecz to wyglada tak samo. Jeśli nie robisz progresu to się cofasz.
Jako redaktor zawsze przynajmniej staram się być obiektywny przynajmniej w swoich artykułach. Nie zawsze jest łatwo, ponieważ pisze o klubie, który kocham od dziecka. Chciałbym bronić trenera, ale już się nie da. To nie jest początek sezonu, żeby móc jeszcze w coś wierzyć.
Sytuacja nie jest łatwa, ponieważ odszkodowanie w przypadku zwolnienia go jest zapewne ogromne. Prezes Tottenhamu zdaje sobie z tego sprawę i prawdopodobnie dlatego Portugalczyk trzyma się jeszcze stołka.
Zresztą, media zgodnie informują, że mecz z Leicester będzie ostatnim, który Jose poprowadzi w kurtce Kogutów.
Wracając do sedna. Przygoda Mourinho zbliża się do końca. Nikłe szanse na TOP6 i raczej już niemożliwe TOP4 stawiają Daniela Levy’ego w jasnej sytuacji - rozdział pt. „Mourinho” czas zamknąć.