Wszystko wskazuje na to, że Thomas Frank lada moment zostanie nowym menedżerem Tottenhamu. Fabrizio Romano odpalił swoje klasyczne: „deal done” – kontrakty dogadane, kwota wykupu uzgodniona, Brentford nie robi problemów. Do pełnego „here we go” brakuje chyba tylko szalika i zdjęcia z uśmiechem na tle stadionu.
I wygląda na to, że Duńczyk nie przyjdzie do Londynu sam. Coraz głośniej mówi się, że jednym z jego zaufanych ludzi w nowym sztabie będzie Andreas Georgson – specjalista od stałych fragmentów gry, który współpracował z Frankiem już w Brentford. Tam panowie zbudowali system, który dawał punkty nawet wtedy, gdy zawodziła gra z otwartej akcji.
Georgson to gość, który od lat krąży po angielskim (i nie tylko) futbolu. Arsenal, Manchester United, epizody w Southampton i Lillestrøm, a wcześniej jeszcze Malmö. Zazwyczaj blisko boiska, ale raczej w cieniu – jako człowiek od detali, analizy i dopracowywania każdego rzutu rożnego do perfekcji. W United został ściągnięty przez ten Haga, gdzie odpowiadał za „set pieces” i indywidualne sesje treningowe.
Nie wiadomo jeszcze, jaka dokładnie byłaby jego rola w nowym Tottenhamie, ale jeśli Georgson faktycznie dołączy do Franka, to będzie to wyraźny sygnał: Spurs chcą postawić na organizację gry, detale i system, a nie tylko „fajerwerki z przodu”.
Po katastrofalnym sezonie w lidze i bolesnym zwolnieniu Postecoglou (mimo wygranej w Lidze Europy), Tottenham nie może pozwolić sobie na kolejny eksperyment. Frank ma być spokojną głową, a Georgson jednym z tych, którzy zbudują wokół niego zespół w cieniu – ale z konkretami.
Czekamy na oficjalkę. Ale wszystko wskazuje na to, że puzzle powoli się układają.
0 komentarzy ODŚWIEŻ