Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Czy takie koguty chcemy oglądać?

24 marca 2010, 08:56, Sebastian Safian
18:9 - tak brzmi bilans strzelonych i straconych bramek Tottenhamu w ostatnich 5 spotkaniach. Daje to bagatela prawie 4 strzelone bramki na mecz i 2 stracone. Co zatem zmieniło oblicze drużyny Martina Jola, która w poprzednim sezonie przyzwyczaiła nas do solidnej obrony, a w obecnych rozgrywkach przez dłuższy czas nie umiała zdobyć bramki z gry na terenie rywala ?

Ekipa Martina Jola od początku sezonu nas nie rozpieszczała. Po świetnej serii sparingów, podczas których Koguty nie poniosły żadnej porażki, przyszedł czas na zimny prysznic w spotkaniu inaugurującym ligę z Boltonem. 0:2 to najniższy wymiar kary, jaki wymierzyły nam "Kłusaki". Był to sygnał, że coś w naszej drużynie może być nie tak, jak sobie życzyliśmy. Kryzys pogłębił się po pechowej, a zarazem frajerskiej porażce z Evertonem. Następnie punkty kradły nam "żółtodzioby" z Watfordu, Reading, czy słabiutkie w tym sezonie Fulham i Newcastle. Spurs mieli wielki problem ze strzelaniem bramek. Dimitar Berbatov błyszczał tylko w Pucharze Uefa, Defoe z Keanem chyba przed sezonem zawarli zakład, który z nich więcej przestrzeli 100% sytuacji, a Mido powoli zaprzyjaźnia się z Ledleyem Kingiem i oboje powoli zapominają jak wygląda twarz Martina Jola, bo zamiast na murawę, to zwykle skręcają do gabinetu klubowego lekarza. I jak tu wygrywać z takim składem? Z zagubionym Lennonem, z latającym jak mucha w latarce Tainio, z Ghalym i jego wyrazem twarzy pytającym "Co ja tutaj robię?". Na dodatek Robinson i spółka w obronie wyczyniającymi nieziemskie cuda. Trudno naszą defensywę nazywać "dziurawą jak ser szwajcarski", bo nie najedlibyśmy się tym serem. Nasza obrona często po prostu nie istniała, jak choćby w spotkaniach z MU, Arsenalem, Newcastle, Reading, Evertonem, Boltonem, czy Liverpoolem. Z taką defensywą można było tylko pomarzyć o dobrych wynikach. Jol długo robił dobrą minę do złej gry, ale miał świadomość, że ratują go dobre wyniki Spurs w Europie. W lidze szło nam ciężko, to pięliśmy się to spadaliśmy w tabeli na łeb na szyję. Morale kibiców i piłkarzy wahały się jak nastroje pielgrzymów idących na kolanach na Jasną Górę. Czekaliśmy cierpliwie, aż Jol wyciągnie z rękawa swojego asa. Wyciągnął jokera.

Nasz menedżer musiał widzieć, że gra w defensywie jego piłkarzom po prostu się nie klei. Zmiany począł robić jednak od linii pomocy - od Lennona. Nasz skrzydłowy grywał do tej pory na prawej stronie pomocy, rzadziej na lewej. Często przez to był bardziej czytelny dla swoich rywali. BMJ to zmienił - od kilku spotkań Lennon nie trzyma się kurczowo swojej pozycji, jednak hasa sobie z piłeczką po boisku gdzie mu się tylko żywnie podoba, a Tainio - nasz człowiek od czarnej roboty biega i łata po nim dziury na boisku. Efekty tego widać od razu - Lennon w każdym spotkaniu notuje asystę, jeśli nie dwie. Sam Aaron to jednak za mało. Ale jest Berbatov. I to jaki! Takiego Berbatova nie poznało nawet Leverkusen. Bułgar w ostatnich spotkaniach zaczął coraz większą odpowiedzialność kłaść na swoje barki i trzeba przyznać, że do twarzy mu z tym. Nie było kibica, któremu nie zaimponował występ Berbatova z Boltonem, czy bramka w 89 minucie z West Hamem. Berbatov powoli staje się liderem naszego ataku, czym odciążył trochę Robbiego Keane'a, który w poprzednim sezonie dźwigał ciężar odpowiedzialności za wyniki Kogutów na plecach, jednak w tym sezonie temu wyzwaniu nie podołał. Lecz wraz z odrodzeniem Berbatova odrodził się Keane i zaczął fundować nam przepiękne bramki. W Barcelonie mają swoje wielkie trio: Messi-Eto'o-Ronaldinho, my na WHL mamy swoje: Keane-Berbatov-Lennon. Tylko Defoe dalej śpi...

Jednak nie tylko większa swoboda w grze i powrót do formy duetu naszych napastników jest przyczyną naszej dobrej gry. Czynnikiem równie ważnym, jeśli nie ważniejszym jest wola walki, której w ostatnich miesiącach odmawialiśmy naszym zawodnikom. Nie zapomnę długo spotkania z MU i naszych graczy, snujących się po boisku jak po wielkim labiryncie bez wyjścia. Ambicja naszych piłkarzy została w końcu dostatecznie podrażniona. Berbatov najwyraźniej powiedział, że nie ma zamiaru tułać się po polskich stadionach w walce o Puchar Intertoto, bo gra ostatnio kosmos. Podobnie duet Zokora-Chimbonda. Mocno krytykowani na początku sezonu w końcu się obudzili. "Maestro" z Afryki nie tylko czaruje nas swoją techniką, ale i umiejętnie gryzie nie tylko trawę, ale i łydki rywali. Podobnie Chimbonda, który wraz ze Stalterim tworzy chyba najwaleczniejszy duet prawych obrońców w lidze. Do tego dochodzi jeszcze Jenas. Jego powrót na boisko po kontuzji był naprawde triumfalny. Strzelał bramki jak na zawołanie do momentu ... złapania nowej kontuzji. Jego kariera powoli zaczyna przypominać karierę jego byłego kolegi z Newcastle Kierona Dyera. Też wielce utalentowany ofensywny pomocnik, jednak łapiący kontuzje za kontuzją, a dopiero z nim w składzie "Sroki" pokazują swoją siłę. Podobnie jak Tottenham ze zdrowym Jenasem.

Wielu kibiców uważa jednak, że nasze ostatnie wyniki to nie dobra forma, a po prostu szczęście. Ja temu zaprzeczam, choć na pierwszy rzut oka tak to może wyglądać: picarska bramka z WHU w 95 minucie, strzał rozpaczy JJ z Evertonem, czy 3 bramki na 2 celne strzały Kogutów z Chelsea. Nie byłoby jednak bramki na 4-3 z West Hamem, gdyby nie sprint od jednego do drugiego pola karnego Paula Stalteriego. Nie byłoby samobója Essiena, gdyby nie świetna akcja Lennona i deprymująca Essiena obecność za jego plecami dwóch "Kogutów". Nie byłoby bramki Ghaly'ego, gdyby nie wiara, że uda się tą skazaną na niepowodzenie akcję zakończyć bramką. Piękna jest taka piłkarska ambicja jaką zaprezentował nam Ghaly i Stalteri. To nie jest kwestia szczęścia, lecz silnej mentalności.

Co zatem uległo pogorszeniu w grze Tottenhamu? Patrząc na wyniki to zdecydowanie obrona. Jednak wydaje się, że Koguty w obronie grają tak samo, tylko zaczęli nadrabiać w ataku i w strzelaniu bramek. Kto wie, czy gdyby podobną skutecznością nasi napastnicy popisywali się we wcześniejszej fazie rozgrywek, to czy na tablicy wyników nie widniałyby takie kosmiczne wyniki jak 4:3 z Newcastle, czy 4:4 z Manchesterem United. Gdybanie zostawmy specjalistą od gdybania. Prawda jest taka, że obrona cały czas daje ciała. W całym poprzednim sezonie w 38 spotkaniach Robinson puścił 37 bramek i aż 14 razy zachowywał czyste konto. Obecnie po 29 kolejkach Spurs stracili 43 bramki i tylko 4-krotnie (!!!) Robbo nie wyciągał podczas spotkania piłki z siatki. Chciałoby się powiedzieć "Jol zrób coś z tą obroną, a każdego będziemy łoić po 4:0". Coś za coś. Strzelamy dużo, będziemy dużo tracić. Przynajmniej na razie. Piękne to dla oka, piękne do statystyk. Tylko bramkarza trochę żal. Jednak jak będziemy mniej strzelać, to będziemy przegrywać - proste.

Podsumowaliśmy sobie w skrócie to, co ostatnio dzieje się w naszej drużynie. Trudno przypuszczać, czy taki styl gry będziemy prezentować zawsze. Jednak dopóki system jest skuteczny, należy z niego korzystać. Nie musimy przynajmniej wstydzić się naszej drużyny ( bo czy chcielibyście grać jak np. Bolton ). Do końca sezonu zostało nam 9 spotkań w Premiership, 4 w FA Cup i 6 w UEFA. Wydaje się mało, jednak tyle spotkań, to nasi piłkarze rozegrali w tamtym sezonie od sierpnia do grudnia. Na te 19 meczów zostały im 2 miesiące. Tak, tak - 19 meczów. Finał UEFA, finał FA Cup. Inaczej być nie może. I jeszcze derby z Arsenalem. Pierwszy raz od wielu lat to właśnie my będziemy ostrzyć sobie zęby na Kanonierów. "Król Henryk" w tym sezonie już im nie pomoże. Jedyne na co mogą liczyć nasi "koledzy" z północnego Londynu to nasze przemęczenie. Jednak na taki mecz i tak będziemy gotowi. Więc jak nie w tym sezonie to kiedy?? Chyba nigdy.

autor: Paweł Cieśliński
Źródło: własne

0 komentarzy ODŚWIEŻ

tabela ligowa

Drużyna M Z R P PKT
1. Liverpool FC 21 20 1 0 61
2. Manchester City 22 15 2 5 47
3. Leicester City 22 14 3 5 45
4. Chelsea FC 22 12 3 7 39
5. Manchester United 22 9 7 6 34
6. Sheffield United F.C. 22 8 8 6 32
7. Wolverhampton FC 22 7 10 5 31
pokaż całą tabelę

ankieta

Na którym miejscu w tabeli drużyna Tottenhamu zakończy rozgrywki Premier League w sezonie 2019/2020?
1 17.24%
2-3 36.21%
4-6 29.31%
7-10 13.79%
11-20 3.45%
58 oddanych głosów
archiwum ankiet
Użytkownicy online: Gości online: 15 Zarejestrowanych użytkowników: 4891 Ostatnio zarejestrowany: Severter

Zaloguj się

Zapamiętaj mnie Zapomniałeś hasło?

Zarejestruj się