Cristian Romero nie jest już zawodnikiem Tottenhamu. Kluby potwierdziły przejście argentyńskiego stopera do Atletico Madryt, co zamyka pięcioletni rozdział w jego karierze na północy Londynu. Sam piłkarz pożegnał się krótkim podsumowaniem, w którym nie próbował malować własnego pobytu w Anglii wyłącznie w jasnych barwach.
„Nie byłem idealny" — tak Romero ocenił swój czas w barwach Spurs. To wypowiedź, która pasuje do zawodnika, jakiego kibice Tottenhamu znali przez ostatnie sezony: fenomenalnego w odbiorze, agresywnego w ustawianiu linii, ale też zdolnego do decyzji, które kosztowały drużynę punkty i kartki.
Dziura, którą trzeba będzie załatać
Odejście Romero to nie jest rutynowa zmiana w kadrze. Argentyńczyk był przez lata punktem odniesienia dla całej formacji defensywnej — zawodnikiem, wokół którego układało się ustawienie obrony i który narzucał drużynie temperaturę w pojedynkach. Zastąpienie go nie sprowadza się do wstawienia w skład innego środkowego obrońcy.
Timing też nie pomaga. Tottenham otworzył sezon Premier League porażką 0:3 na wyjeździe z Brentford, co dało zero punktów, bilans bramkowy minus trzy i osiemnaste miejsce w tabeli po pierwszej kolejce. Trudno o gorszy moment na przebudowę środka obrony.
Bilans, który zostaje
Pięć lat w jednym klubie w dzisiejszej piłce to sporo. Romero przyszedł na Tottenham jako obrońca z reputacją twardziela i taki pozostał do końca — z całym dobrodziejstwem inwentarza. Kibice Spurs zapamiętają zarówno przechwyty rozegrane wysoko pod polem karnym rywala, jak i te chwile, gdy ta sama odwaga obracała się przeciwko drużynie.
Jego własna ocena — że nie był idealny — jest w gruncie rzeczy uczciwa. Romero nie udawał, że wszystko poszło zgodnie z planem, i nie próbował sprzedać pożegnania jako triumfalnego marszu. W Madrycie znajdzie ligę, w której jego styl gry bywa nagradzany częściej niż karany.
Co dalej
Tottenham nie ma czasu na rozpamiętywanie. Już 29 sierpnia Spurs podejmują na własnym boisku Newcastle United w drugiej kolejce Premier League i po klapie w Brentford presja na punkty będzie natychmiastowa. Sposób, w jaki sztab poukłada obronę bez Romero, powie o kondycji tej drużyny więcej niż jakakolwiek deklaracja.
Na razie pewne jest jedno: przez pięć lat Argentyńczyk był jednym z niewielu zawodników Tottenhamu, po którym nigdy nie trzeba było pytać, czy mu zależy. Tego akurat w kolejnych tygodniach na Tottenham Hotspur Stadium może zabraknąć najbardziej.
Komentarze: 0
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się.
Nie ma jeszcze komentarzy. Napisz pierwszy.