Po pięciu kolejkach Tottenham zajmuje 20. miejsce w Premier League z dorobkiem dwóch punktów i bilansem bramkowym -6. W sobotę zespół przegrał u siebie z Aston Villą 2:3, zdobywając przy okazji pierwsze ligowe gole w tym sezonie. Wcześniej odpadł też z Carabao Cup po porażce na Anfield w trzeciej rundzie.

To obraz kryzysu i nikt tego nie ukrywa. Latem klub przeprowadził gruntowną przebudowę kadry — dziesięciu nowych zawodników przy jednoczesnym odejściu m.in. kapitana Cristiana Romero, bramkarza Guglielmo Vicario i reprezentanta Anglii Djeda Spence'a. Krytyka po takim starcie jest naturalna.

Dryblerzy z Tottenhamu zdominowali ligowe zestawienie

Jest jednak statystyka, która tłumaczy, dlaczego wokół tej drużyny wciąż jest optymizm. W czołowej piątce Premier League pod względem udanych dryblingów na 90 minut znajduje się czterech piłkarzy Tottenhamu. Prowadzi Savio, kupiony latem za 85 mln funtów, ze średnią 4,3 udanych dryblingów na mecz. Dalej Omar Marmoush z trzema, a Mathys Tel i Mohammed Kudus po 2,5. Jedynym zawodnikiem spoza północnego Londynu w tym gronie jest Nicolas Jackson z Aston Villi (2,8), który w weekend trafił na Tottenham Hotspur Stadium.

Do tego dochodzi kontrola nad grą. Spurs mają trzecie najwyższe średnie posiadanie piłki w lidze — 60,6 procent, więcej notują tylko Manchester City i Brighton. Pod względem liczby kontaktów z piłką w polu karnym rywala (150) drużyna dzieli szóste miejsce, a wymuszonych rzutów rożnych — 38 — ma najwięcej w całej lidze.

Problem zaczyna się w polu karnym

Tyle że te liczby nie zamieniają się w gole. Tottenham zmarnował w tym sezonie dziewięć dogodnych sytuacji bramkowych, a dwa ligowe trafienia przyszły dopiero w końcówce meczu z Villą. To właśnie ta różnica — między dochodzeniem do okazji a ich wykorzystywaniem — dzieli obecny zespół od miejsca w środku tabeli.

Bez piłki wygląda to zresztą lepiej, niż wskazuje bilans. Średnio 18,6 odbioru na mecz daje drugie miejsce w lidze, a cztery przechwyty na ostatniej trzeciej części boiska — szóste. Presing i odzyskiwanie piłki wysoko działają, brakuje wykończenia.

Elementy ofensywnej układanki De Zerbiego zaczynają się więc składać, ale w tabeli liczą się tylko bramki. Kolejna okazja, żeby to zmienić, 10 października na wyjeździe z Manchesterem United.