Djed Spence odszedł do Interu Mediolan, a Tottenham nie sprowadził nikogo na jego miejsce. Po pięciu kolejkach sezonu 2026/2027 drużyna zajmuje 20. miejsce w tabeli z dwoma punktami i bilansem bramkowym -6, a ostatni mecz przegrała u siebie z Aston Villą 2:3.

Sama sprzedaż dała się wytłumaczyć. Spence miał słaby sezon 2025/2026 — jak większość zespołu — po czym pokazał się z najlepszej strony na mistrzostwach świata z reprezentacją Anglii, która zakończyła turniej na trzecim miejscu. Sam chciał odejść, a oferta była na tyle wysoka, że w realiach rynku bocznych obrońców trudno było ją odrzucić.

Dwie pozycje, za mało zawodników

Na prawej obronie został wyłącznie Pedro Porro, który po wyczerpującym lecie z reprezentacją łapał formę w bólach i znów pauzuje — mowa o około miesiącu przerwy. Po lewej stronie zostali Destiny Udogie, notorycznie trapiony urazami, oraz Andy Robertson, którego dyspozycja w Premier League budzi wątpliwości od dwóch sezonów. Do tego doszło wypożyczenie Souzy.

Spence był w tym układzie zawodnikiem, który łatał obie flanki. Bez niego każda kontuzja w defensywie od razu robi się problemem ustawienia całej linii, a nie tylko jednego miejsca w składzie.

Neco Williams i powtórka z Gibbsa-White'a

Tottenham interesował się Neco Williamsem, prawonożnym obrońcą Nottingham Forest, który w swoim klubie najczęściej gra na lewej stronie. Zainteresowanie nie przerodziło się jednak w konkretną ofertę — przy okazji trudno nie wrócić pamięcią do ubiegłorocznego wycofania się z transferu Morgana Gibbsa-White'a po interwencji Evangelosa Marinakisa.

Tymczasem Williams notuje znakomity początek sezonu: średnio 2,8 odbioru, 1,8 sfaulowania i 1,6 kluczowego podania na mecz. To lepsze liczby w odbiorze piłki, kreowaniu sytuacji i progresji gry niż u któregokolwiek z bocznych obrońców Tottenhamu. Przy obecnych absencjach Porro i Udogiego wchodziłby do składu na dowolnej stronie z marszu.

Tottenham nie przegrał więc transferowego lata dlatego, że sprzedał Spence'a. Przegrał je dlatego, że po tej sprzedaży nie zrobił nic, a zawodnik, którego miał w notesie, gra teraz w formie życia w drużynie z zupełnie innego miejsca w tabeli.