Liverpool – Tottenham 3:1 w czwartej rundzie Pucharu Ligi. Gospodarze otworzyli wynik w 21. minucie po niepilnowanym Alexisie Mac Allisterze, w 54. minucie trafił Cody Gakpo, a wynik ustalił Dominik Szoboszlai efektownym strzałem z dystansu. Dla Spurs kontaktową bramkę zdobył w 69. minucie Conor Gallagher, głową po dośrodkowaniu Mateusa Fernandesa z rzutu rożnego.

De Zerbi na pomeczowej konferencji nie ukrywał rozczarowania, ale wynik uznał za krzywdzący. Mówił o siedemnastu strzałach swojej drużyny i o tym, że trzeba oddawać ich więcej, lepiej i skuteczniej wykorzystywać czyste sytuacje. Przypomniał też, że pecha jego zespół miał wcześniej w meczach z Newcastle, Evertonem i Nottingham.

„Nie obroniliśmy się prawidłowo”

Włoch wskazał konkretne błędy przy straconych bramkach: przy pierwszej zabrakło poprawnego ustawienia w obronie, przy drugiej – bliższego krycia Gakpo. Jednocześnie podkreślił, że patrząc na trzy czy cztery ostatnie spotkania, kierunek jest właściwy.

Do porażki dołożył też własną odpowiedzialność za fragment pierwszej połowy, w którym Tottenham nie rozpoznał sytuacji krycia „jeden na jednego” i zamiast tego grał zbyt krótko i zbyt blisko siebie. Debiutującego w bramce Martina Dubravkę ocenił dobrze, zwłaszcza jego drugą połowę.

Maddison: inny piłkarz, ale musi być gotowy

Pytany o to, czy wraz z Jamesem Maddisonem na boisku pojawiły się podania, których zespołowi brakuje, De Zerbi odpowiedział, że Anglik jest „innym, specjalnym zawodnikiem”. Zaraz jednak dodał warunek: musi być w pełni sprawny i we właściwej dyspozycji fizycznej, bo intensywność Premier League jest ogromna. Wtedy – jak stwierdził – można grać choćby ośmioma ofensywnymi zawodnikami.

Na konferencji padło również pytanie o to, czy na weekendowy mecz z Aston Villą wróci Pedro Porro. Hiszpan pojawił się natomiast w wyliczeniu, którym De Zerbi bronił jakości swojej kadry – obok Marmousha, Savio, Kudusa, Lucasa Bergvalla, Fernandesa i Robertsona. Osobno wyróżnił Solanke, mówiąc o nim krótko, że to dobry piłkarz.

Ofensywna czwórka i „la scintilla”

Najbardziej konkretna wskazówka dotyczyła ataku. De Zerbi zaznaczył, że Mohammed Kudus, który zagrał w pierwszym składzie po raz pierwszy od stycznia, może występować także jako „dziesiątka”, i wskazał wariant z Savio, Kudusem, Solanke i Marmoushem na boisku jednocześnie.

Trener kilkukrotnie wracał do słowa „iskra” – po włosku „la scintilla”. Nie wie, czy przyjdzie ona już w sobotę z Aston Villą, ale jest przekonany, że ta kadra ma jakość, by strzelać dużo goli, i to bez oglądania się na rynek transferowy.