Harry Kane jest najlepszym piłkarzem świata – i to już nie tylko zdanie z trybuny przy High Road. W poniedziałkowy wieczór w Londynie odebrał Złotą Piłkę 2026, wyprzedzając Kyliana Mbappé i Lamine'a Yamala.

To pierwszy Anglik z tą nagrodą od czasów Michaela Owena w 2001 roku. To także pierwszy zawodnik Bundesligi nagrodzony od trzech dekad i pierwszy piłkarz Bayernu od Karla-Heinza Rummenigge, czyli od 45 lat. Kane dorzucił do tego wyróżnienie dla najlepszego napastnika roku.

Dla nas, kibiców Tottenhamu, ten wieczór ma jednak jeszcze jeden wymiar. Na scenie stał chłopak, który do klubu trafił jako jedenastolatek – i który nie zapomniał o tym w najważniejszej chwili swojej kariery.

„Nie byłoby mnie tu bez Tottenhamu”

Kane przyznał na wstępie, że brakuje mu słów, i żartował, że na szczęście ma ze sobą kartkę z listą podziękowań. Przemówienie trwało około dwunastu minut, a jednym z jego najmocniejszych momentów był fragment o Spurs.

„Chcę podziękować również Tottenhamowi Hotspur. Na pewno nie byłoby mnie tu, gdzie jestem dziś, bez Tottenhamu” – mówił. Przypomniał, że był w klubie od jedenastego roku życia, a trenerzy i wszystkie wzloty i upadki tamtej drogi pozwoliły mu spełnić marzenie.

Wymienił z nazwiska ludzi, którzy go ukształtowali: Johna McDermotta, Chrisa Ramseya, Tima Sherwooda, Harry'ego Redknappa, Mauricio Pochettino, José Mourinho i Antonio Conte. Szczególnie ciepło mówił o Ryanie Masonie, nazywając go jednym ze swoich najbliższych przyjaciół. Wśród kibiców, którym dziękował, obok fanów Bayernu i reprezentacji, osobno wymienił fanów Spurs.

Symbolu dopełniło miejsce. Gala odbyła się w Londynie, a sam Kane nazwał to dobrym omenem. Po ceremonii łuk Wembley rozświetlił się na złoto.

Sezon, którego nie dało się pominąć

Złota Piłka to nagroda za liczby, z którymi nie było dyskusji. W sezonie 2025/26 Kane zdobył dla Bayernu i reprezentacji 72 gole – drugi wynik w jednym sezonie w XXI wieku.

Na mundialu w Ameryce Północnej to on ciągnął Anglię. W 1/16 finału z DR Konga Anglicy przegrywali i byli blisko jednej z największych sensacji w historii turnieju. Kane strzelił dwa gole w drugiej połowie i odwrócił wynik na 2:1.

Co więcej, nie zwalnia. W październiku zrównał się z Peterem Shiltonem jako najczęściej występujący reprezentant Anglii w historii – obaj mają po 125 meczów.

Złota Piłka wykuta w N17

Nie trzeba nikomu na tej stronie przypominać, kim Kane był dla Tottenhamu. W 435 meczach strzelił dla nas 280 goli i odszedł jako najlepszy strzelec w historii klubu. Zanim się przebił, tułał się po wypożyczeniach, a do pierwszego składu wszedł dopiero, gdy zaufał mu Tim Sherwood, a potem Mauricio Pochettino.

O Złotej Piłce myślał jeszcze w białej koszulce. Pod koniec 2017 roku, po 50 golach w roku kalendarzowym, zajął 10. miejsce w plebiscycie i otwarcie mówił, że to za mało. Rok później znów był dziesiąty – wciąż jako piłkarz Spurs.

W 2023 roku odszedł do Bayernu po trofea, których z nami nie zdobył. Ten ruch bolał wielu kibiców, ale trudno dziś nie przyznać, że się opłacił. Najważniejsze jednak, że sam Kane wciąż widzi w swojej nagrodzie kawałek Tottenhamu.

A co z powrotem?

Na razie nic nie wskazuje, że Kane szybko wróci na Tottenham Hotspur Stadium. W połowie października uzgodnił z Bayernem wstępnie nowy kontrakt do lata 2029 roku, a klub kończy formalności.

Spurs wciąż mają jednak w tej historii swoją rolę. Na mocy umowy z 2023 roku możemy wyrównać każdą ofertę za Kane'a. Według Fabrizio Romano Bayern chce, by tego zapisu nie było w nowym kontrakcie, a stanowisko samego piłkarza nie jest znane.

Niezależnie od tego, jak to się skończy, poniedziałkowy wieczór już należy do historii. Najlepszy piłkarz świata wyrósł w naszej akademii – i powiedział to głośno, na scenie, w Londynie.