Alan Shearer wycofał się z przedsezonowej prognozy, w której stawiał Tottenham w pierwszej szóstce Premier League. Powód jest prosty: po pięciu kolejkach drużyna Roberta De Zerbiego zajmuje 20. miejsce z dwoma punktami i bilansem bramek minus sześć. Ostatnią porażką był przegrany 2:3 domowy mecz z Aston Villą.

Były napastnik reprezentacji Anglii przyznał w rozmowie z Betfair, że takiego scenariusza nie przewidywał nikt — zwłaszcza po letnich wydatkach klubu. Shearer wymienił przy tym konkretne nazwiska: Jana Paula van Hecke, Sandro Tonalego, Sávio i Omara Marmousha, czyli transfery, za które Tottenham zapłacił najwięcej.

„Presja jest ogromna”

Shearer przypomniał, że De Zerbi wyciągnął zespół z opresji w poprzednim sezonie i utrzymał go w lidze, ale teraz sytuacja wygląda inaczej. Zdaniem Anglika kolejne tygodnie zdecydują o tym, jak głośno zaczną padać pytania o przyszłość trenera. „Presja jest teraz ogromna” — stwierdził krótko o pozycji De Zerbiego.

Krytyka płynie zresztą z wielu stron. Troy Deeney zarzucił trenerowi Tottenhamu, że tłumaczy się zamiast rozwiązywać problemy, a Steven Gerrard uznał, że w tej kadrze nie ma zawodników, którzy sami wygrywaliby mecze, przez co gra się przeciwko Spurs łatwo.

Shearer wierzy w utrzymanie

Mimo wszystko Shearer nie widzi Tottenhamu w gronie spadkowiczów. Jako punkt odniesienia wskazał Aston Villę, która w poprzednim sezonie także nie wygrała żadnego z pięciu pierwszych meczów, a ostatecznie wspięła się w tabeli i wywalczyła awans do europejskich pucharów. Zastrzegł jednak, że do wykonania jest gigantyczna praca, a sezon nie zaczyna się sam z siebie układać.

Problem w tym, że przerwa na mecze reprezentacji oznacza trzy tygodnie na dnie tabeli bez możliwości poprawienia sytuacji. Shearer nie ma wątpliwości, że Spurs muszą zacząć wygrywać natychmiast po wznowieniu rozgrywek — inaczej pytania o trenera przestaną dotyczyć wyłącznie formy zespołu.

Manchester United po przerwie

Po przerwie Tottenham jedzie na Old Trafford — mecz z Manchesterem United zaplanowano na 10 października. Gospodarze też mają kiepski start, co sprawia, że spotkanie zdążyło już zyskać w mediach przydomek „El Sackico”. Zwycięstwo pozwoliłoby Spurs opuścić ostatnie miejsce, o ile dopiszą wyniki rywali zza pleców.

Terminarz po tym meczu nie wygląda łagodnie, a to oznacza, że najbliższe tygodnie przesądzą, czy Tottenham będzie odrabiał straty, czy szykował się na kolejną walkę o utrzymanie.