Sezon 2026/2027 zaczął się dla Tottenhamu najgorzej, jak mógł. W piątkowy wieczór 22 sierpnia Spurs pojechali na Gtech Community Stadium i wrócili stamtąd z porażką 0:3. Po pierwszej kolejce drużyna Roberto De Zerbiego zajmuje 18. miejsce w tabeli z zerem punktów i bilansem bramkowym -3.
Włoski szkoleniowiec nie uciekał po meczu od odpowiedzialności, ale też nie zdecydował się na publiczne rozliczanie zespołu. Jego przekaz był prosty: wynik jest zły, natomiast wiara w tę grupę zawodników pozostaje nienaruszona.
Trener nie szuka winnych w szatni
De Zerbi podkreślił, że ufa piłkarzom, którymi dysponuje, i że jedna porażka — nawet tak wyraźna — nie może przewrócić do góry nogami całego pomysłu na sezon. To postawa, której można się było po nim spodziewać: w poprzednich klubach również stawiał na konsekwencję w budowaniu stylu gry, nawet kosztem trudnych tygodni na starcie.
Problem w tym, że w Premier League cierpliwość jest towarem deficytowym, a inauguracja z trzybramkową stratą natychmiast ustawia narrację wokół drużyny. Brentford od lat potrafi rozbijać zespoły, które przyjeżdżają tam z założeniem kontrolowania piłki, i tym razem znów okazał się niewygodnym rywalem.
Rachunek do wyrównania już za tydzień
Kalendarz nie daje Tottenhamowi czasu na przetrawienie tej porażki. W sobotę 29 sierpnia Spurs podejmą u siebie Newcastle United w drugiej kolejce ligi. To spotkanie, w którym pierwsze punkty sezonu byłyby czymś więcej niż tylko trzema oczkami w tabeli — chodzi o odzyskanie spokoju wokół zespołu i o to, by dyskusja nie zeszła zbyt szybko na tory kryzysu.
Dla De Zerbiego mecz z Newcastle będzie też pierwszym sprawdzianem przed własną publicznością w tej kampanii. Kibice zaakceptują trudny początek, jeśli zobaczą na boisku pomysł i reakcję po ciosie. Znacznie gorzej zniosą powtórkę biernej postawy z Brentford.
Co dalej
Osiemnaste miejsce po jednej kolejce to statystyka, która za trzy tygodnie nikogo nie będzie obchodzić — pod warunkiem, że Tottenham szybko zacznie zbierać punkty. Bilans -3 na starcie oznacza jednak, że drużyna już teraz ma pewien dług do spłacenia, a w sezonie, w którym o miejsca w europejskich pucharach walczy kilkanaście zespołów, takie zaległości potrafią wracać w maju.
De Zerbi dostał w Londynie kredyt zaufania i na razie z niego korzysta, budując przekaz wokół zaufania do zawodników. Kolejne dni pokażą, czy za tymi słowami pójdą korekty w składzie i ustawieniu, czy Włoch faktycznie zamierza przeczekać burzę bez większych zmian.
Komentarze: 0
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się.
Nie ma jeszcze komentarzy. Napisz pierwszy.