varba napisał(a):
Prawda jest taka, że kolega się wkurzył, że nie ma gdzie meczu obejrzeć i w tej złości wyskrobał bardzo subiektywny artykuł.
Nie ma nic bardziej subiektywnego niż napisanie na początku zdania "prawda jest taka".
varba napisał(a):
To że ty tak czujesz i twój kolega tak czuje wcale nie wyznacza standardów.
oraz
Marcin napisał(a):
mnie-nie tyle wkurza co...dziwi?-Twoja skonność do mierzenia wszystkich swoją miarą.
A mnie dziwi nieumiejętność zapamiętania krótkiego tekstu, który do tego ma się przy komentowaniu przed oczami. Napisałem przecież "W każdym razie ja tak to widzę", ale ch*j, w głowach już 40 stopni Celsjusza i wyje**a na to, już się palce palą do odpowiedzi, co? Ale generalnie rzeczywiście, strasznie dziwne jest to, że nie umiem przedstawić jako swoje opinii, które moimi nie są.
Marcin napisał(a):
Tak jakby nie sposób było sobie wyobrazić przypadku kogoś, kto był parę razy (a może tylko raz) na meczu zagranicą i to było na tyle intensywne przeżycie, że już żadne inne piłkarskie atrakcje nie smakują tak samo.
Oczywiście, jak najbardziej umiem wyobrazić sobie takich ludzi. Niestety, z moich obserwacji wynika, że 3/4 tych "fanów 4life" na stadionie w życiu nie była, ogląda tylko starcia z największymi tuzami i nie wie, kto był kapitanem ich zespołu przed Terrym/Kompanym/Kingiem etc.
Marcin napisał(a):
I to pisałem ja, który regularnie chadza, nawet kosztem spotkań Kogutów, na mecze IV-ligowej (jeszcze, A-klasa już szczerzy zęby w powitalnym uśmiechu) Unii
Ale teraz się chwalisz czy żalisz bo nie rozumiem?
aapa napisał(a):
Trochę odwróciłbym to z lubienie i kochanie na: przed ślubem randkuje się z wieloma dziewczynami, ale żenisz się tylko z jedną
A dla mnie z kolei sytuacja wygląda trochę tak jak między miłością do laski ze swojego miasta/kraju/Erasmusa etc. a "miłością" moją do Cindy Crawford czy Alicii Keys

Tę drugą nawet widziałem na żywo i co z tego?
aapa napisał(a):
Dziwi mnie otóż jego zdziwienie, że w Toruniu nie może zobaczyć meczu Lecha z Legią. Gdyby to się działo w Warszawie albo Poznaniu, to ok. Ale w Toruniu?
Bo jednak kapeczkę łatwiej wybrać się te przynajmniej 5-10 razy w sezonie z Torunia do Wawy czy Poznania niż do Madrytu? Bo kibicując toruńskiemu klubowi automatycznie interesujesz się piłką graną w kraju, w którym on występuje?
To właśnie chyba tu można znaleźć, jak umie się czytać z wyobraźnią, clue sprawy. Chodzi o definicję piłki nożnej. Jeśli dla kogoś piłka to 22 gigantycznie przepłacanych najemników biegających po stadionie to ok. Jako dyscyplina tak, ale nie więcej. Ale, że tak odwrócę piłeczkę, akceptujecie pogląd, wg którego możesz zakochać się tylko w czymś/kimś co znasz, a nie w czymś/kimś co znasz z TV?
Sam łażę na mecze Tottenhamu z chłopakami z Wawy (widzimy się na MUłach?), ale jak się nad tym zastanowić, to wygląda to trochę śmiesznie. Powinienem wg mnie pójść wtedy do knajpy z ludźmi ze Szczecina mieszkającymi w Wawie i oglądać Pogoń. Tyle że w Polsce jest jakieś takie podejście, że dziesięciu chłopa w koszulkach i szalikach polskich klubów to co najmniej obciach, a przy okazji duże zagrożenie. 20 to już niemal bardacha, każdą liczbę powyższą wypada z miejsca pałować. Jak wpadam to roboty w koszulce Pogoni to część starszych ciasnych mózgów patrzy się na mnie jak na wariata. Jak wpadnę w koszulce Tottenhamu czy redaktor Stec wpada w koszulce Milanu to od razu są pytania, jak tam ostatnio grali.
A z Miszewskim ostatni raz widziałem się kupę czasu temu, ponieważ on pracuje na stałe w redakcji poznańskiej. Więc nie interpretujcie mojego wyjaśnienia jako jego opinii, choć ten temat przy niejednym piwku czy fajku przegadaliśmy.
EDIT: Pier***ę, młodsze ciasne mózgi też zawsze na mnie patrzą jak na łysola. Ewentualnie pojawia się moje ulubione pytanie "Jak ty możesz im kibicować skoro tak słabo grają."