Zastrzyk kapitału od rodziny Lewisów rozbudził apetyty kibiców, ale David Ornstein tłumaczy, że te pieniądze nie są przypisane wyłącznie do transferów. Według dziennikarza „The Athletic" 120 mln funtów ma pokryć koszty funkcjonowania klubu, przepływy finansowe, bieżące utrzymanie, pensje piłkarzy i rekrutację — czyli rynek transferowy jest tylko jednym z punktów na tej liście.

Ornstein przypomina, że klub już raz sięgnął głęboko do kieszeni, wydając w minione lato blisko 400 mln funtów. To był pierwszy taki ruch od ćwierć wieku i właściciele nie wyglądają na gotowych, by natychmiast go powtórzyć.

Styczeń rzadko bywa udany

Argument Ornsteina jest prosty: zimowe okienko to najgorszy moment na szukanie zawodników do pierwszego składu. Rok temu, już po odejściu Daniela Levy'ego, Tottenham sprowadził wyłącznie Conora Gallaghera, a po sprzedaży Brennana Johnsona nie zastąpił go nikim.

Do tego dochodzi problem specyficzny dla Spurs. Wszyscy wskazują na napastnika, tylko że realnych kandydatów na tej pozycji nie było zbyt wielu już w lecie — a w styczniu będzie ich jeszcze mniej. Trudności w ofensywie są widoczne od pierwszych tygodni sezonu, ale to nie znaczy, że rynek podsunie rozwiązanie.

Najpierw trzeba zrobić miejsce

Drugi wątek dotyczy tego, co dzieje się wewnątrz kadry. Do gry wracają Dejan Kulusevski i Wilson Odobert, a powroty Mohammeda Kudusa oraz Jamesa Maddisona są wciąż świeże. Miejsca w szatni po prostu brakuje, więc żeby ktoś przyszedł, ktoś inny musi odejść.

Otwartą sprawą pozostaje przyszłość Richarlisona. Ornstein stawia pytanie, czy Brazylijczyk zostanie z powrotem włączony do rotacji — co samo w sobie zajmie jedno miejsce w kadrze — czy też pożegna się z klubem. Bez odpowiedzi na te pytania trudno mówić o konkretnych wzmocnieniach.

Drzwi nie są zamknięte

Dziennikarz nie wyklucza jednak żadnego ruchu. Jak podkreśla, nie zna decyzji o rezygnacji z transferów, a między dniem dzisiejszym a styczniem może się zmienić bardzo wiele. Drużyna Roberto De Zerbiego ma być czujna, gdyby na rynku pojawiła się właściwa okazja, i ma na nią środki.

„Nie wiem nic o konkretnych planach ponownego mocnego wejścia na rynek" — powiedział Ornstein w rozmowie z „The Athletic", dodając, że większych ruchów należy raczej oczekiwać dopiero latem. Zimą aktywność jest możliwa, ale będzie pochodną potrzeb i okazji, a nie rozmiaru zastrzyku od właścicieli.